Krokodyl z certyfikatem

Agnieszka Janas
opublikowano: 03-03-2008, 08:35

Torebki, portfele, bajecznie kolorowe rękawiczki. Pod palcami czuć wypustki skóry krokodyla czy łuski węża. Symbol pożądania i  luksusu.

Panie przymierzają torebki, panowie sprawdzają pojemność teczek. Wokół dyskretny zapach skór. Do sklepu wchodzi kolejna osoba.

— Jak państwo możecie to sprzedawać. Przecież to karalne — odwiedzająca nie kryje oburzenia.

Słusznie?

— W butiku Vittorio Vito są wyłącznie artykuły z legalnych źródeł. Rozprowadzamy je nie tylko na podstawie polskiego prawa gospodarczego. Sprzedaż każdego przedmiotu ze skóry gatunku wymienionego w konwencji waszyngtońskiej (CITES), czyli np. z krokodyla czy pytona, ma dodatkowo pozwolenie ministra środowiska — spokojnie wyjaśnia Sylwia Borowiecka, właścicielka spółki Vittorio Vito.

Odwiedzający butik mają prawo do poglądu wykluczającego każdą formę sprzedaży artykułów ze skór czy futer zwierząt, nie tylko egzotycznych. Jednak dla wielu klientów takie przedmioty są symbolem elegancji.

Sprowadzenie artykułu do Polski zajmuje od trzech do sześciu miesięcy. Tyle trzeba, żeby sprawdzić i potwierdzić jego status. Klient otrzymuje certyfikat legalności. Zapewni mu on na przykład swobodne przejście przez kontrolę celną.


Legalnie i elegancko
Strój szlachecki kapał od kosztownych dodatków. Zdobiły go cenne futra, męż- czyźni nosili safianowe (z cieniutkiej skóry) buty żółte lub czerwone. Zamiłowanie do zbytku trwa w Polsce od wieków.

— Zapotrzebowanie na ozdobny strój wynika z naszej natury. Wyroby ze skór egzotycznych są kosztowne i rzadkie. Pozwalają wyróżnić się z tłumu, zaimponować. Służą pokazaniu własnej osobowości. Czy ich noszenie jest eleganckie? Zależy od tego, co właścicielka z nimi zrobi. Jeśli stanowi jedyny mocny akcent w klasycznym wyglądzie — to zainteresuje. Jeśli zaś ekstrawaganckiej ozdobie, jak na przykład torebka ze skóry krokodyla, towarzyszy wiele dodatków, wówczas powstanie kiczowata stylizacja — uważa Michał Leopolt-Kuropatwiński, założyciel Akademii Stylu i Etykiety.

Sprawdzaniem legalności wwożonego do Polski towaru zajmują się służby celne. CITES pod ściśle określonymi warunkami dopuszcza obrót zwierzętami (i roślinami) objętymi ochroną. Dotyczy to na przykład skóry krokodyli, jeśli są to zwierzęta hodowane na certyfikowanych fermach. Reglamentacja ma ograniczyć kłusownictwo i przemyt. Jaka jest skala tego procederu?

— Komisja Europejska szacuje, że dochód z niego jest porównywalny z nielegalnym handlem bronią i narkotykami. Dlatego każda forma walki z nim jest ważna. Stanowi nią także danie ludziom możliwości nabycia legalnego artykułu. W ramach służby celnej pracują koordynatorzy CITES. Prowadzą także działalność edukacyjną, bo ważne, aby ludzie wiedzieli, jak i co można legalnie kupić — twierdzi Maria Hiż z Ministerstwa Finansów.


Ważny plastik
Sylwia Borowiecka jest młoda, miła i wesoła. Dlaczego zajęła się prowadzeniem trudnej i często krytykowanej działalności gospodarczej?

— Zaczęło się od torebki, którą mąż przywiózł z Tajlandii. Wraz z prezentem wręczył mi plastikową kartę z numerami. Powiedział, abym zawsze nosiła ją w torebce. Zaciekawiło mnie to. Kiedy zaczęłam sprawdzać, okazało się, że za torebkę zapłacił drogo, ale jest ona całkowicie legalna. Tańsze wyroby, bo bez certyfikatu, choć też kupione w sklepie — pochodzą z przestępstwa. A przecież są ludzie, którzy kupują je w dobrej wierze. W tym samym czasie zaczęła się w Polsce akcja przeciwko przemytowi. Widziałam gablotki na Okęciu i problemy nieświadomych turystów, którym odbierano „pamiątki z podróży”. Pomyślałam, że dobrze byłoby otworzyć w Polsce butik, w którym można by legalnie kupić na przykład torebkę ze skóry pytona — opowiada właścicielka firmy.

Sylwia Borowiecka jest handlowcem z zamiłowania. Skończyła towaroznawstwo w Wyższej Szkole Morskiej. Doświadczenie zdobywała jako akwizytor w międzynarodowym koncernie.

— W ramach praktyk studenckich widziałam w Polsce hodowle i ubojnie bydła. Proszę mi wierzyć, panują tam gorsze warunki niż w legalnych fermach krokodyli w Tajlandii. Właśnie wizyta w tym kraju oraz wspomnienia z praktyk ostatecznie przekonały mnie, że w tej działalności nie ma nic zdrożnego. Zwłaszcza że hodowcy niczego nie marnują. Na przykład mięso krokodyli jest eksportowane do Japonii, gdzie cieszy się powodzeniem — argumentuje właścicielka.

Nie wszystkie sprzedawane w sklepie skóry wymagają certyfikatów. Bezwzględnie konieczne są one dla skór: pytona, krokodyla czy jaszczurki. Nie muszą ich mieć przedmioty ze skóry płaszczki czy węża morskiego.

Przygotowania do otwarcia pierwszego salonu trwały blisko rok. Czy po pół roku działania butiku jest zadowolona?

— To wspaniała praca. Jestem nastawiona na kontakt z ludźmi. Opowiadam im o CITES, pokazuję certyfikaty. Klient nie zawsze od ręki decyduje się na zakup. Czasem nie wraca do sklepu, ale dużo ludzi przychodzi i kupuje. Od pierwszego miesiąca sklep jest dochodowy. Planujemy otwarcie podobnych salonów w największych miastach Polski — cieszy się Sylwia Borowiecka.


Węgorz na ramieniu
Większość sprzedawanych w butiku przedmiotów zamawia na targach w Mediolanie. Jednak nie wszystkie wykonane zostały w Italii, słynącej z produkcji towarów luksusowych.

— Wyroby ze skór jaszczurki pochodzą z Argentyny. Kraj specjalizuje się w hodowli tych zwierząt i w produkcji galanterii — mówi Sylwia Borowiecka.

Otwiera czerwoną wizytową kopertówkę. Środek wyłożony skórą, ma piękne szwy, dobrej klasy okucia. Takiej wielkości torebki włoskie lub francuskie są droższe. I gorzej wykonane.

O wyborze wzorów decyduje gust właścicielki oraz jej męża. A także obserwacja ulicy zarówno polskiej, jak i włoskiej. Najpopularniejsze są wyroby o klasycznych formach i stonowanej kolorystyce: czarne, brązowe i czerwone.

— Moda wpływa na gusta Polaków. W zeszłym roku widziałam, jak Włoszki biegały po ulicach z kolorowymi torebkami. I proszę, w tym roku supermodne są torebki żółte czy różowe. Panowie pozostają wierni klasyce — elegancki mężczyzna, oglądający ciemną teczkę, zaczyna się śmiać na moją sugestię, że może obejrzałby taką samą w jaskrawym kolorze — opowiada Sylwia Borowiecka.

Czym zaskoczy klientów po następnych targach?

— Nie wiem, czy odważę się sprowadzić do Polski ekstrawaganckie produkty, jak galanteria wykonana ze skóry węgorza czy rekina. Pewnie z czasem spróbuję — śmieje się Sylwia Borecka

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Janas

Polecane