Król kuśnierzy - Arpad Chowańczak

Marcin Dobrowolski
opublikowano: 16-09-2015, 15:20

Co łączy najlepsze przedwojenne futra, willę przy Morskim Oku na Mokotowie i grunty pod Stadionem Narodowym? Postać najlepszego warszawskiego kuśnierza - Arpada Chowańczaka, protoplasty dynastii stołecznych przedsiębiorców.

Familia Chowańczaków wywodzi się z Orawy na Słowacji. W rodzinnej legendzie ich przodkowie mieli być zbójnikami współpracującymi z samym Janosikiem.

Zobacz więcej

Arpad Chowańczak

Andrzej Chowańczak, nazywany Arpadem, urodził się w 1863 roku. Mając 23 lata przybył do Warszawy, gdzie rozpoczął naukę fachu kuśnierskiego u znanego mistrza Karola Schneidera. Szło mu bardzo dobrze, bo już w 1892 r. wynajął od hrabiego Potockiego pomieszczenia w Pałacu przy Krakowskim Przedmieściu (gdzie obecnie mieści się Ministerstwo Kultury). Prowadził tam skład (sklep) futer, wkrótce dorobił się na tyle by móc również założyć zakład produkcyjny na Mokotowie przy ul. Puławskiej w dawnej fabryce papieru na ziemiach Franciszka Szustra. 

Na brak klientów nie narzekał. Wkrótce dotychczas zajmowane pomieszczenia okazały się dla rozrastającej firmy za małe. Jako człowieka zamożnego stać go było na wykupienie od hr. Potockiego na początku XX w. całego skrzydła pałacu. Interes szedł tak dobrze, że po pewnym czasie utworzył magazyny i sklepy również w Łodzi i Lublinie. 

W 1917 roku część firmy zajmująca się wyprawianiem i farbowaniem skór skór została wydzielona i przekształcona w spółkę akcyjną „Futro”. Udziały w znanym i cenionym przedsiębiorstwie nabyło wielu warszawiaków szukających bezpiecznej lokaty kapitału w niepewnych czasach wojny.

Dwaj synowie Arpada: Władysław i Jan od najmłodszych lat przygotowywani byli do sukcesji. Do firmy dołączyli razem, w 1925 r., tak powstało nowe przedsiębiorstwo "A. Chowańczak i Synowie". Była to druga w stolicy firma oferująca usługę przechowywania futer w lecie - w pomieszczeniach skrzydła Pałacu Potockich przygotowano miejsce na aż 18 tysięcy sztuk. Wśród klientów byli między innymi: Ignacy Mościcki, Pola Negri, czy ambasador Józef Potocki. Futra eksportowano do Chin, Kanady, USA i Wielkiej Brytanii. Prasa zachwycała się ich produktami. Dziennikarz tygodnika "Świat" w 1927 r. pisał: "Ze zwierząt dotąd lekceważonych przez kuśnierstwo powstają letnie i jesienne, najmodniejsze płaszcze. Cielaki, źrebaki, kozy, zające, konie, gazele i króliki po odpowiednim wyprawieniu zmieniają się nie do poznania. W kombinacji z futrami szlachetnymi dają efekty wprost olśniewające!".

Pod koniec lat 20. Arpad Chowańczak wybudował dla siebie i rodziny piękną willę na dużej mokotowskiej działce. To ten właśnie budynek (istniejący do dziś) znajduje się przy ulicy Morskie Oko. Należy do najwybitniejszych przykładów międzywojennego warszawskiego klasycyzmu. 
Po wybudowaniu rezydencji "królowie kuśnierzy" - jak zaczęto określać przedstawicieli rodziny - zakupili kolejną działkę bliżej ul. Puławskiej, gdzie rozpoczęli budowę pięciopiętrowego budynku oraz dwóch dwupiętrowych zakładów. Prace te nie zostały dokończone aż do wybuchu wojny.

W 1932 roku Chowańczakowie zdecydowali się na zmianę wystroju swojego lokalu przy Krakowskim Przedmieściu. Szczęśliwie w tym samym czasie Wydział Architektury Politechniki Warszawskiej ogłosił konkurs na nowoczesną witrynę sklepową, który wygrał Zbigniew Puget. On też został poproszony o zaprojektowanie nowego sklepu Chowańczaków, który odtąd wyróżniał się modernistycznym wystrojem zgodnym z duchem epoki. Wielkie witryny otoczone były marmurem kieleckim, a nad nimi proste litery z chromowanej stali z nazwą przedsiębiorstwa. Sklep wypełniały meble z rur stalowych i szkła wykonane w Zakładach Wyrobów Metalowych Konrada Jarnuszkiewicz i Ska, kanapy o niklowanych elementach konstrukcyjnych i miękkich siedziskach, lada kasowa wyłożona fornirem orzechowym i zdobna chromoniklowymi okuciami, stalowe stoły z podnoszonymi drewnianymi blatami do wykładania futer. Były tu duże lustra zainstalowane przez zakład szklarski Jana Szulca, które lekko oszukiwały. Wyszczuplały bowiem panie przeglądające się w nich. 

Gdy wojna wybuchła, Chowańczakowie z pobudek patriotycznych nie zdecydowali się na transfer majątku za granicę, choć otrzymywali ponoć takie propozycje ze strony bankierów angielskich. Po kapitulacji i wejściu wojsk hitlerowskich do Warszawy, firma futrzarska wznowiła działalność, choć musiała zmierzyć się m.in. z rekwizycją produktów przez Niemców.
Jan Chowańczak w czasie oblężenia Warszawy współpracował ze Stefanem Strzyńskim podczas organizacji obrony stolicy. W swojej willi ukrywał żydowskie rodzinny przedwojennych pracowników firmy, a w sklepie organizował tajne komplety. Przed wybuchem powstania warszawskiego z własnych środków zakupywał broń, na potrzeby przyszłych walk. Aresztowany przez Niemców, został wywieziony do obozu koncentracyjnego w Buchenwaldzie.

Wybuch Powstania zastał Chowańczaków na Krakowskim Przedmieściu w firmie, która już pierwszej nocy spłonęła doszczętnie, podpalona przez Niemców. Dzieci Jana Chowańczaka, brały udział w walkach. Anna wzięta została do niewoli jako zakładniczka w rejonie hotelu Bristol i potem wywieziona do obozu w Pruszkowie. Stanisław walczył na Mokotowie w pułku „Baszta”. Dwukrotnie ranny dotrwał do kapitulacji dzielnicy a następnie, podobnie jak siostra, trafił do Pruszkowa a z niego do stalagu na terenie Rzeszy. Z obozu wraz z kilkoma innymi więźniami uciekł i przedostał się do Belgii. Tam pozostał po wojnie obawiając się powrotu do kraju. Skończył studia i ostatecznie wyemigrował do Argentyny.

Podczas Powstania, w nocy z 5 na 6 sierpnia 1944 r., willę Chowańczaków zajęli żołnierze 3. Plutonu podporucznika Tomasza Kępińskiego ps. „Krzywosąd” z Dywizjonu Pułku Szwoleżerów im. Marszałka Józefa Piłsudskiego pod dowództwem porucznika Aleksandra Tyszkiewicza ps. „Góral”. Wtedy ponoć znalazła schronienie w willi młoda dziewczyna o imieniu Hanka, która zakochała się w jednym z powstańców. Kiedy zbierała dla ukochanego kwiaty w ogrodzie, dosięgnąć ją miała niemiecka kula. Mieszkańcy Mokotowa przez kilkadziesiąt lat po wojnie opowiadali sobie historie o duchu Hanki, który miał się pojawiać na ganku rezydencji.

Jan Chiowańczak w 1945 roku wrócił do Polski i starał się odbudować firmę. Majątek rodziny jednak znacjonalizowano odbierając grunta wszystkie działki i nieruchomości. W 1949 r. zmarli zarówno Arpad, jak i jego starszy syn Jan, odpowiedzialność za rodzinną tradycję przejął Władysław. Nie miał on jednak szczęścia. W ciężkich powojennych czasach futro stało się drobnomieszczańską fanaberią - Polacy musieli musieli zaspokoić bardziej przyziemne potrzeby. 
Przedstawiciel trzeciego pokolenia rodziny - Jerzy Arpad Chowańczak, urodzony w 1935 r. - otrzymał w wieku 23 lat święcenia kapłańskie z rąk prymasa Wyszyńskiego. Był cenionym duszpasterzem, wychowawcą kleryków warszawskiego seminarium i proboszczem rodzinnej parafii na Mokotowie. Zmarł w dniu swoich 60. urodzin.

 A co ze Stadionem Narodowym?

Jak widać z powyższych akapitów przedstawiciele rodziny Chowańczaków znakomicie znali się nie tylko na kuśnierstwie, ale i na lokowaniu kapitału (choć nie zawsze jego ratowanie stawiali sobie za cel nadrzędny). W tym celu kupowali kolejne parcele budowlane, m.in. 10 ha na Pradze, na których powstał Stadion Dziesięciolecia, a potem Stadion Narodowy. Rodzina od przemian ustrojowych w 1989 r. walczyła o odzyskanie gruntu, co zostało przez władze zbagatelizowane przy decyzji o lokalizacji areny na EURO2012. Rodzina Chowańczaków mogła żądać jej wstrzymania, ale jej najmłodsi przedstawiciele zrezygnowali ze względu na szkody społeczne.

Obecnie potomkowie warszawskiego rodu przedsiębiorców nie chcą wbrew powtarzanym niekiedy plotkom, odzyskać ziemi ze Stadionem. Dekret Bieruta pozbawił ich własności, za którą musieli jeszcze przez lata płacić podatki, oczekują odszkodowania bądź działki zastępczej oraz jakiejś formy upamiętnienia protoplasty rodu - na przykład w formie ulicy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Dobrowolski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy