Czytasz dzięki

Królowa, która musi spodobać się na nowo

Macin Bołtryk
opublikowano: 25-08-2020, 22:00

Debiutuje nowa toyota yaris. Zadanie ma i łatwe — ze względu na dobrą opinię poprzedniczek, i trudne — bo jest zupełnie inna

Toyota yaris to jeden z najważniejszych modeli japońskiego koncernu w Europie. Jej historia zaczęła się od mocnego wejścia, a potem było tylko lepiej. Auto miało premierę w 1999 r. i od razu zdobyło tytuł Europejskiego Samochodu Roku (jako pierwsza toyota). Równie ciepło przyjmowane były kolejne wcielenia yarisa. W efekcie przez ponad 20 lat yaris znalazł sobie 3,5 mln właścicieli oraz zajął miejsce najlepiej sprzedającej się toyoty w Europie. W 2019 r. europejscy klienci kupili 224 tys. sztuk, co oznacza, że do yarisa należy prawie 8 proc. rynku aut miejskich (segment B). Niemal jedna czwarta wszystkich sprzedawanych toyot to yarisy.

Dzięki temu to ten model, a nie corolla, jest najbardziej rozpoznawalnym na Starym Kontynencie produktem Toyoty. Yaris uwielbiany jest również w Polsce. Od kilku lat nie schodzi z piedestału, dumnie dzierżąc tytuł najchętniej wybieranego modelu wśród klientów indywidualnych, i to z ogromną przewagą nad konkurentami.

Między styczniem a końcem lipca 2020 r. Kowalscy zarejestrowali blisko 4,5 tys. yarisów. Drugim była dacia duster z wynikiem niespełna 3 tys. Yarisa lubią również przedsiębiorcy. Dzięki temu model jest trzecim (po corolli i octavii) najczęściej rejestrowanym modelem. W 2020 r. na naszych drogach przybyło ponad 7,3 tys. yarisów. Mowa oczywiście o generacji III tego modelu. Bo IV wjeżdża do salonów. Jaki jest? Zupełnie nowy. Nowa platforma, nowe silniki (z jednym wyjątkiem, o którym za kilka wersów), nowymi fotelami, zegaramii kierownicą. Technicznie i wizualnie niewiele łączy go z poprzednikiem. Co oznacza nie tylko napchanie yarisa nowocześniejszym wyposażeniem i systemami, ale również to, że musi… spodobać się na nowo.

Czym będzie kusić? Oczywiście wyglądem. Ten jednak musicie ocenić sami. Ja mogę tylko przekazać, że w porównaniu z poprzednikiem auto jest krótsze. Jego całkowita długość to 3940 mm. Mimo to rozstaw osi został zwiększony o 50 mm, do 2560 mm, przez co stało się znacznie bardziej stabilne. Poza tym jest też niższe o 40 mm (1470 mm) oraz szersze o 50 mm (1745 mm). Zmniejszono przednie i tylne zwisy — o 10 mm z przodu (800 mm) i 45 mm z tyłu (580 mm). Wprowadzone zmiany wpłynęły na miejsce we wnętrzu. Teraz między kierowcą a pasażerem jest dodatkowe 20 mm.

Ogromną zmianą na plus jest pozycja za kierownicą. W końcu kierowca czuje się jak w samochodzie, a nie na kuchennym taborecie. Zresztą nie tylko pozycja za kierownicą nie ma nic wspólnego z poprzednią generacją. Nic nie ma. Materiały, system inforozrywki, ułożenie przełączników — wszystko zaprojektowane jest na nowo. Również napędy (no, prawie). Podstawowy yaris będzie bowiem oferowany z benzynowym trzycylindrowym silnikiem o pojemności 1,0 i mocy 72 KM, a tę jednostkę znamy z poprzedniej generacji. Reszta to „funkiel nówka”. Reszta, czyli dwa. Pierwszy korzysta z nowiutkiego silnika benzynowego, który również ma trzy cylindry, ale większą pojemność (1,5 l). Generuje moc 121 KM. Drugi rodzaj napędu to oczko w głowie toyoty, czyli hybryda.

Tu również znajdziemy silnik 1,5l, ale też motor elektryczny. Razem dostarczą 116 KM, wyjątkowo rzadko prosząc o paliwo. Toyota twierdzi, że nowy układ hybrydowy jest o 20 proc. oszczędniejszy i mniej trujący od poprzednika. Chwali się, że do przejechania 100 km potrzebuje jedynie 3,8 l bezołowiowej. Ja twierdzę, że tak nie jest. Podczas jazd testowych (około 100 km) wyszło mi 3,9 l. W ruchu miejskim nowy yaris potrafi korzystać z silnika elektrycznego przez 80 proc. czasu pracy, a to imponujący wynik. Mówiąc o nowym yarisie i wspominając o tym, że to ulubiony pojazd Kowalskich, nie można zapomnieć o cenach. Cennik startuje kwotą 58,9 tys. zł (wersja z silnikiem 1,0). Za 1,5 l i nieco wyższe wyposażenie trzeba zapłacić od 68,9 tys. zł, a za hybrydę od 82,9 tys. zł.

Drogo? To się okaże za kilka miesięcy. W statystykach popularności. Kończąc opowieść o yarisie, nie sposób nie wspomnieć o tym, że jak na auto globalne jest też wyjątkowo polskie. Pomyślcie: marka japońska, produkcja we Francji, serce polskie. I silniki benzynowe, i przekładnia hybrydowa powstają w zakładach Toyoty w Wałbrzychu i Jelczu-Laskowicach. Oba zatrudniają około 3 tys. osób. Fakt ten — przynajmniej na razie — czyni z yarisa bardziej polski samochód niż polski samochód elektryczny.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Macin Bołtryk

Polecane