Krótki miodowy miesiąc

Adam Sofuł
opublikowano: 21-11-2007, 00:00

Każdemu rządowi zwyczajowo daje się sto dni spokoju, by mógł zapoznać się z materią, jaką przyjdzie mu zarządzać, i przekuć na projekty ustaw swoje pomysły na państwo. Ostatnimi czasy zwyczaje się szybko zmieniają i wątpliwe, by rząd Donalda Tuska mógł mieć takie nadzieje. Tuż po uzyskaniu wotum zaufania musi stawić czoła paru poważnym wyzwaniom. Rozbudzone nadzieje nie będą najmniejszym z nich.

Na razie jest fajnie. Negocjacje koalicyjne idą jak z płatka (tylko podpisanie deklaracji wciąż się odsuwa), nowi ministrowie się uśmiechają i udzielają pierwszych wywiadów, bacząc, by nic konkretnego nie powiedzieć. Lada chwila trzeba będzie się jednak wziąć za bary z paroma problemami, nie licząc na sto dni spokoju. Na podwyżki czekają nauczyciele i lekarze. I niewiele wskazuje na to, by mieli ochotę czekać dłuższy czas. Ci drudzy mają zresztą potężny środek nacisku — jeśli ich wynagrodzenia nie wzrosną od nowego roku, w zgodzie z prawem odejść odejdą od łóżek pacjentów — taki skutek przyniesie ustawa regulująca czas pracy w szpitalach. Jeśli lekarze będą pracować krócej, to ich zabraknie. Proste. O takim drobiazgu, jak tradycyjne o tej porze roku pogotowie strajkowe w kopalniach (chodzi o podwyżki), nie warto wspominać. Nawet gdyby założyć, że rząd zechce zaspokoić apetyty na podwyżki sfery budżetowej, to z drugiej strony też ma bat nad głową — Komisja Europejska grozi palcem (nie pierwszy raz) z powodu wysokiego deficytu budżetowego. Coraz bliższe jest również ostateczne rozstrzygnięcie sporu z Eureko, w którym to, że rząd będzie świecił oczami za poprzedników, jest najmniejszym problemem. Większym, że mogą za to zapłacić podatnicy, niemający zamiaru specjalnie wnikać, któremu rządowi zawdzięczają konieczność wypłaty odszkodowania (tym bardziej że można by wymienić kilka).

Najbliższe tygodnie będą dla nowego rządu testem. Z jednej strony próbie zostanie poddana spójność koalicji, z drugiej — asertywność nowych ministrów. Na niektóre żądania trzeba będzie odpowiedzieć odmownie i dyplomatycznie wytłumaczyć, dlaczego niektórzy na podwyżki muszą poczekać. Nowy rząd rozpocznie urzędowanie od gaszenia niepokojów społecznych. Pewną nadzieję daje to, że ów gabinet postawił na wyciszenie emocji, co może oznaczać, że spróbuje rozładować napięcie drogą negocjacji. Taka taktyka może okazać się skuteczna. Pod warunkiem że będą to rzeczywiste negocjacje, a nie jedynie gra na zwłokę.

Adam Sofuł

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu