Kryzys czyli szansa

Adam Sofuł
opublikowano: 24-10-2008, 00:00

Premier Donald Tusk przyznał wreszcie, że Polska może odczuć "rykoszety" kryzysu finansowego, co jest zdecydowanym postępem w stosunku do wcześniejszych zapewnień, że nie istnieje coś takiego jak kryzys. Jednocześnie podkreślił, że spadki na polskiej giełdzie i osłabienie złotego ma swoje źródła w kryzysie węgierskim i ukraińskim. To też prawda, tyle, że niewiele z niej wynika. Bo na wydarzenia w innych krajach regionu nie mamy wpływu, choć powinniśmy się z nimi liczyć. Na to, co się dzieje w kraju, już tak. A tu rządowi Tuska przyjdzie stawić czoła skutkom zaniechań kilkunastu ostatnich lat. To, że rząd będzie świecił oczami za nie swoje (w znakomitej większości) winy, nie ma najmniejszego znaczenia. Kryzys finansowy na świecie i związane z tym emocje mogą być natomiast dobrym momentem do przejęcia inicjatywy i nabrania przez rząd drugiego oddechu.

Polska gospodarka ma stabilne podstawy, a system bankowy jest zdrowy. To prawda. Tyle, że nie jest to stan dany raz na zawsze. Warto ten stan utrzymać, a do tego potrzebne są działania rządu. I nie chodzi bynajmniej o pompowanie miliardów złotych w banki, które tego nie potrzebują, ani o specjalne pakiety antykryzysowe przewidujące kolejne miliardy na bliżej niesprecyzowane działania osłonowe (kogokolwiek by miały osłaniać). Może warto by było natomiast powrócić do zapomnianego już nieco hasła reformy finansów publicznych. Trzeba docenić starania ministra Jacka Rostowskiego obniżania zadłużenia sektora finansów publicznych, ale może warto upomnieć się o więcej. O uproszczeniu prawa dla przedsiębiorców nie ma już co wspominać — coś się dzieje, ale to wciąż kropla w morzu potrzeb. Można by też od premiera oczekiwać, że mocniej zaangażuje się w bój o rządowy projekt emerytur pomostowych, bo przegrana będzie stanowiła poważne obciążenie dla budżetu. A to nie byłoby dobre nawet znacznie spokojniejszych czasach. Obecny kryzys może być też znakomitym argumentem za wejściem do strefy euro.

Kryzysem nie trzeba przesadnie straszyć, obaw i lęków jest już bowiem dość. Jednak uspokajające komunikaty, mogą przynieść odwrotny skutek do zamierzonego, jeśli zanadto będą się kłócić z rzeczywistością. Pojawiające się już dziś problemy są wprawdzie niewielkie, ale udawanie, że ich nie ma nie sprawi że znikną. A emocje targające rynkami sprawią, że będą wyolbrzymiane. Donald Tusk słynął ze znakomitego wyczucia społecznych nastrojów. Po roku w fotelu premiera powinien pokazać, że tego daru nie zatracił. Jeśli na poważnie wciąż myśli o prezydenturze, zwłaszcza jak twierdzą złośliwi, spokojnej prezydenturze, to jest najlepszy czas by na nią właśnie teraz zapracować. Podczas ostatnich wyborów parlamentarnych udało mu się zgromadzić olbrzymie poparcie społeczne (nawet jeśli wziąć pod uwagę, że duża część głosów była nie tyle za PO, co przeciwko PiS), dziś premier może ten wciąż pokaźny kapitał zaufania wykorzystać. Jeśli będzie się bał go zaryzykować, to go z pewnością roztrwoni.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu