Kryzys dotarł do Kowalskiego

  • Jacek Kowalczyk
opublikowano: 06-11-2012, 00:00

Dynamika konsumpcji jest najsłabsza od dekady i może dalej się obniżać. To kolejny motor gospodarki, któremu brakuje mocy

Przez ostatnie lata konsumpcja była tarczą polskiej gospodarki. Mimo że u naszych głównych partnerów handlowych szalała recesja, Polska stawiała kryzysowi skuteczny opór. Miała silny rynek wewnętrzny i rzesze konsumentów skłonnych do stałego zwiększania wydatków. Właśnie silna konsumpcja była jednym z powodów, dla których zyskaliśmy w 2009 r. miano zielonej wyspy.

Niestety, nasza tarcza ostatnio kruszeje. Z szacunków analityków wynika, że w trzecim kwartale dynamika konsumpcji spadła zaledwie do 0,9 proc. (taka jest mediana prognoz na podstawie ankiety „PB” wśród 11 ekonomistów bankowych). To najgorszy wynik od pierwszego kwartału 2003 r.

Zarobki coraz niższe

— Konsumpcja w ostatnich miesiącach mocno wyhamowała. To jeden z powodów, dla których obecne spowolnienie gospodarcze będzie głębsze, niż się wydawało — mówi Piotr Bujak, główny ekonomista banku Nordea.

Co sprawiło, że Polacy nagle stracili chęć do zwiększania wydatków? To przede wszystkim strach o przyszłe dochody. Na rynku pracy coraz bardziej widoczny jest kryzys. Od kilku miesięcy wzrost wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw jest niższy niż wzrost cen, co oznacza, że realne dochody pracowników spadają. Ponadto, bezrobocie od kilku kwartałów stopniowo się podnosi.

— Sytuacja na rynku pracy jest trudna i nic nie wskazuje na to, aby wkrótce cokolwiek miało się tu zmienić. Skoro realnie Polacy zarabiają coraz mniej, trudno oczekiwać, że spożycie indywidualnebędzie silnie rosło — zaznacza Ignacy Morawski, główny ekonomista banku PBP.

Konsumpcja rośnie dziś tylko dlatego, że Polacy przejadają swoje wcześniej zgromadzone oszczędności. Pokazuje to, że spora część konsumentów to ciągle optymiści, którzy wierzą, że sytuacja na rynku pracy wkrótce się poprawi i będą mogli odbudować uszczerbek w oszczędnościach. Nie wiadomo jednak, jak długo ten optymizm się utrzyma.

— Na dłuższą metę finansowanie konsumpcji z oszczędności jest nie do utrzymania. Przy słabej sytuacji na rynku pracy prędzej czy później konsumenci ograniczą wydatki, by nie przejadać oszczędności — mówi Piotr Bujak.

O włos od recesji

Teoretycznie w 2009 r. sytuacja na rynku pracy była jednak jeszcze gorsza niż teraz. Bezrobocie rosło szybciej, przez co strach o pracę był jeszcze silniejszy. Mimo to wtedy wyhamowanie konsumpcji było łagodniejsze niż teraz. Dynamika obniżyła się do 1,2 proc. (drugi kwartał 2009 r), a potem dość mocno odbiła.

Dlaczego tamta fala kryzysu nie zniechęciła Polaków do konsumowania? Przyczyn jest kilka. Po pierwsze, wtedy obywatele mogli liczyć na impuls fiskalny.

— W przededniu poprzedniej fali kryzysu rząd obniżył składkę rentową, a następnie obniżył stawki PIT. To zwiększyło dochody ludności i wsparło konsumpcję — mówi Piotr Bujak.

Po drugie, trzy lata temu konsumpcja była silnie wspierana przez kredyty. W 2009 r. zadłużenie polskich gospodarstw domowych w bankach wzrosło o 29,5 proc. Obecnie dynamika zadłużenia to zaledwie 1,3 proc.

— Wartość kredytów konsumpcyjnych wręcz spada. Nawet zapowiadane rekomendacje Komisji Nadzoru Finansowego, mające zliberalizować wymogi stawiane wobec kredytobiorców, niewiele pomogą, bo banki po prostu nie chcą udzielać takich pożyczek — mówi Adam Czerniak, ekonomista Kredyt Banku.

Po trzecie, w 2009 r. kryzys miał dość gwałtowny przebieg, ale był stosunkowo krótki. Wielu konsumentów nie zdążyła się wystraszyć o swoje dochody.

— Po dwóch–trzech bardzo słabych kwartałach polska gospodarka weszła w fazę ożywienia. Tym razem spowolnienie jest mniej nagłe, ale będzie trwało przez kilka kwartałów — tłumaczy Ignacy Morawski.

Słabnąca konsumpcja to spory problem, bo pozostałym potencjalnym źródłom wzrostu gospodarczego też brakuje mocy. Inwestycje prywatne mocno hamują, bo przedsiębiorcy nie chcą zwiększać mocy produkcyjnych, a inwestycje publiczne rozpoczęły okres dwóch–trzech lat spadku, bo kończy się pula funduszy unijnych na lata 2007-13, a kolejne rozdanie ruszy z poślizgiem.

— Przed recesją ratuje nas już tylko handel zagraniczny. Słaby złoty nieco wspiera eksporterów, a słaby rynek wewnętrzny sprawia, że import słabnie, co daje nieco więcej miejsca dla rodzimych producentów — mówi Adam Czerniak.

Firm walka o klienta

Słaba konsumpcja dotyka różne sektory gospodarki z różnym natężeniem. Najsilniej odbija się na kondycji firm z branży medialno-wydawniczej. Według danych GUS z września, sprzedaż detaliczna prasy, książek i podobnych produktów spada o 15,6 proc. rok do roku (realnie, czyli po uwzględnieniu inflacji). Spadki sprzedaży odnotowują też przedsiębiorstwa z branży motoryzacyjnej (-6,8 proc.) i spożywczej (-3,8 proc.).

Silnego wyhamowania obrotów doświadczają również producenci kosmetyków i leków, choć dynamika nadal jest dodatnia (wyhamowanie w ciągu trzech miesięcy z 10 proc. do 2,7 proc.). Są jednak też branże, które nawet w trudnych warunkach są w stanie namówić klientów na zakupy. Co zaskakujące, znaczące zwyżki sprzedaży cały czas utrzymują się wśród firm odzieżowych (o 17,3 proc.) oraz producentów mebli, sprzętu RTV i AGD (14,8 proc.).

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy