Kryzys finansowy w USA nie jest groźny dla Polski

BMK
opublikowano: 05-10-2007, 00:00

Problemy zza oceanu nie powinny nas mocno dotknąć. Bronią nas mocne fundamenty gospodarki. Jednak mogą one szybko osłabnąć.

Problemy zza oceanu nie powinny nas mocno dotknąć. Bronią nas mocne fundamenty gospodarki. Jednak mogą one szybko osłabnąć.

Ekonomiści nie spodziewają się, by obserwowane od kilku miesięcy zawirowania w świecie finansów, wynikające z sytuacji na rynku kredytów hipotecznych w USA, mogły mocno negatywnie odbić się na sytuacji w Polsce — takie wnioski płyną z wczorajszego seminarium w Narodowym Banku Polskim (NBP). Choć, jak przyznał Sławomir Skrzypek, prezes NBP, skala turbulencji na rynkach finansowych była tak duża, że trzeba obserwować rozwój sytuacji.

— Dlatego w polityce pieniężnej właściwa wydaje się postawa „wait and see”, którą zresztą przyjęło wiele banków centralnych na świecie — uważa prezes NBP.

Zdaniem prof. Witolda Kozińskiego z UW, niezależnie od wydarzeń na światowych rynkach Polska jest względnie bezpieczna.

— W bliższym okresie nie widzę ścieżek, po których mogłaby do nas zmierzać sytuacja potencjalnie dramatyczna — ocenia Witold Koziński.

Według prof. Zbigniewa Hockuby, doradcy prezesa NBP, w latach 2008-09 tempo wzrostu naszej gospodarki nieco osłabnie, jednak po roku 2010 będzie relatywnie wysokie.

— Choć mogłoby być wyższe, gdyby usunięto bariery dla rozwoju przedsiębiorczości i dyfuzji nowych technologii — uważa Zbigniew Hockuba.

Czy zatem kryzys światowy na pewno został zażegnany?

— Na pewno nie na pewno. Ryzyko jest — uważa profesor Stanisław Gomułka z London School of Economics.

Jego zdaniem, na razie Polska dzięki dobrym fundamentom, m.in. niskiemu deficytowi obrotów bieżących, jest bezpieczna. Jednak w ciągu kilku lat sytuacja się zmieni.

— Popyt rośnie wyraźnie szybciej niż gospodarka, a niebawem wyczerpią się możliwości szybkiego wzrostu i dynamika PKB zacznie maleć. Nie sądzę, by mogła być wyższa niż średnia z ostatnich lat, czyli około 4,5 proc. Jeśli do tego polityki fiskalna i monetarna podtrzymają wzrost popytu, deficyt obrotów bieżących się pogłębi. A to doprowadzi do osłabienia złotego, którego umacnianie dotąd skutecznie zapobiegało wzrostowi inflacji. Ceny zaczną więc rosnąć szybciej, tym bardziej że będą je napędzały szybko rosnące płace. Za 2-3 lata przesuniemy się do grupy krajów ze słabymi fundamentami —przewiduje Stanisław Gomułka.

Chyba że nastąpi korekta polityki fiskalnej i monetarnej.

— Na to jest jeszcze czas —uważa Stanisław Gomułka.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: BMK

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu