Kryzys namalował nową mapę Europy

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 04-11-2008, 00:00

Bruksela ostro tnie prognozy gospodarcze. Cięcia nie ominęły Polski, ale trzymamy się lepiej od aż 23 państw UE.

Po finansowym tsunami wszelkie scenariusze są nieaktualne

Bruksela ostro tnie prognozy gospodarcze. Cięcia nie ominęły Polski, ale trzymamy się lepiej od aż 23 państw UE.

Komisja Europejska (KE) obniża prognozy wzrostu gospodarczego dla Unii. Cięcie jest brutalne i bolesne. Dotychczas ekonomiści pracujący na zlecenie Brukseli twierdzili, że w przyszłym roku gospodarka UE będzie rozwijać się w tempie 1,8 proc. Według najnowszej prognozy — uwzględniającej skutki kryzysu finansowego na świecie — Unię czeka niemal stagnacja. PKB wzrośnie zaledwie o 0,2 proc.

— Przyszłość europejskiej gospodarki zaczęła rysować się w znacznie ciemniejszych barwach — powiedział, ogłaszając prognozy, Joaquin Almunia, komisarz UE ds. ekonomicznych i monetarnych.

Gorzej być może

Podobny, czarny scenariusz dotyczy strefy euro. Według KE, gospodarka Eurolandu w przyszłym roku spowolni do zaledwie 0,1 proc. To najsłabiej od 1993 r. Przed wybuchem kryzysu spodziewano się dynamiki 1,6 proc. Mocno poniżej wcześniejszych oczekiwań będzie też rosła konsumpcja (0,4 zamiast 1,5 proc.), zmniejszą się inwestycje (spadek z 1,2 do -2,6 proc.), a ludzie będą tracić pracę (zatrudnienie spadnie o 0,4 proc., a zakładano wzrost o 0,5 proc.) Mimo to niektórzy uważają scenariusz kreślony przez KE za przesadnie optymistyczny.

— W przyszłym roku recesja wydaje się nieunikniona. Sądzę, że wzrost gospodarczy na poziomie 0,1 proc., co przewiduje nowa prognoza, jest mało prawdopodobny — uważa Jacques Cailloux, główny ekonomista Royal Bank of Scotland.

Na różowo

Na tym tle bardzo dobrze wypada Polska. Według KE nasze PKB w przyszłym roku wzrośnie o 3,8 proc. Co prawda przed wybuchem kryzysu Bruksela przewidywała wzrost o 5 proc., ale i tak nie mamy się czego wstydzić. Jeśli sprawdzi się scenariusz komisarza Almunii, nasza gospodarka będzie jedną z najszybciej rozwijających się w Unii. Lepsze perspektywy mają tylko Rumunia, Bułgaria i Słowacja.

— KE zakłada, że kryzys finansowy dotknie nas znacznie słabiej niż inne kraje. Tak silne hamowanie jak w strefie euro lub Wielkiej Brytanii nam nie grozi — mówi Agnieszka Decewicz, ekonomistka Pekao.

Jednak zdaniem dużej części analityków, prognozy dotyczące Polski też są optymistyczne.

— KE przyjęła dość korzystne założenia: silne inwestycje i spożycie indywidualne. Tak różowo może jednak nie być. Słaby dostęp do kapitału może mocno ograniczyć plany inwestycyjne firm, a pogarszające się nastroje gospodarstw domowych zmniejszyć ilość pieniędzy przeznaczanych na konsumpcję — mówi Dariusz Winek, główny ekonomista BGŻ.

Nadal znacznie większym optymistą jest jednak resort finansów, który na 2009 r. zakłada wzrost PKB o 4,8 proc.

— Prognozy KE potwierdzają silne fundamenty polskiej gospodarki. Zapowiadany spadek do 3,8 z 5,4 proc. w tym roku wynika głównie ze spadku dynamiki eksportu, co jest konsekwencją spowolnienia w strefie euro, u naszego głównego partnera handlowego — mówi Katarzyna Zajdel-Kurowska, wiceminister finansów.

Być może jednak resort pójdzie śladem KE i też obniży prognozę. Wcześniej minister Jacek Rostowski sugerował, że może się to stać pod koniec roku, po tym jak rząd uaktualni program konwergencji — dokument wyznaczający sposób przygotowywania gospodarki do przyjęcia w Polsce euro.

Jacek Kowalczyk

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane