Kryzys niestraszny Tubądzinowi

  • Anna Pronińska
07-08-2013, 00:00

Po zmianach właścicielskich trzeci w Polsce producent płytek ceramicznych powalczy z bessą inwestycjami w technologie.

Krajowy rynek płytek ceramicznych przeżywa kryzys. — Branża szacuje, że spadek sięga nawet 20 proc. rok do roku. Na koniec roku skurczy się o kilkanaście procent — mówi Andrzej Ramel, dyrektor sprzedaży i marketingu grupy Tubądzin, która jest trzecim graczem rynku płytek ceramicznych (po Rovese i Ceramice Paradyż).

Jego zdaniem, to efekt kolejnej fali kryzysu, który sprawia, że ludzie nie chcą wydawać pieniędzy na remonty.

— Łazienka nie jest dobrem pierwszego rzędu — mówi dyrektor sprzedaży. Zdaniem Jakuba Szkopka, analityka DI BRE, w tym roku jest możliwy 10-procentowy spadek rynku płytek w kraju.

— W tej branży sytuacja jest bardzo słaba. Popyt spadł, bo ludzie ograniczyli wydatki budżetowe, odkładając np. remonty łazienek. Spadła konsumpcja, spółki zostały z dużymi zapasami. Poza tym branża dużo inwestowała w latach 2004-08 i teraz jest zadłużona. Dlatego spółki raczej skupiają się na doraźnych inwestycjach, np. poprawiając technologię i szukając nowych produktów — mówi Jakub Szkopek.

Takim myśleniem kieruje się Andrzej Wodzyński, nowy właściciel grupy Tubądzin, który niedawno przejął udziały od dotychczasowych wspólników firmy — rodziny Kaźmierskich.

— Każda z rodzin odmiennie oceniała ryzyko inwestycji w rynek i produkcji. Trudno wtedy było podejmować decyzje o rozwoju. Jednak świadomość biznesowa pana Andrzeja Wodzyńskiego podpowiadała konieczność działań spajających funkcjonowanie firmy w zakresie relacji z klientami i dalszego inwestowania w rozwój firmy — mówi Andrzej Ramel.

Władze firmy mogą więc rozpocząć pierwsze inwestycje w fabrykach w Tubądzinie i Ozorkowie.

— Musimy nadążyć za zmianami technologicznymi w branży. Teraz rewolucją jest nadruk cyfrowy. Dotychczas stosowaliśmy go w ograniczonej skali, ale kupimy bardziej zaawansowanemaszyny. W tym roku inwestycję na większą skalę przeprowadzimy w Ozorkowie oraz w Tubądzinie. Wydamy kilka milionów złotych — mówi Andrzej Ramel.

Jego zdaniem, choć branża ma nadzieję, że odbicie nastąpi w 2014 r., to na razie nie widać sygnałów ożywienia rynku. Według Jakuba Szkopka, rok 2014 może nie być gorszy od 2013 r., ale branża płytek ewentualne ożywienie może odczuć w drugiej połowie przyszłego roku, a realny wzrost nawet dopiero w 2015 r. Władze grupy Tubądzin, rocznie generującej 300 mln zł przychodów, zapewniają, że nie mają problemów finansowych.

— Utrzymujemy sprzedaż na stabilnym poziomie. Rok planujemy zakończyć wzrostem przychodów. Nie notujemy spadków w kraju. Bardzo rozwija się sprzedaż eksportowa — zapewnia Andrzej Ramel.

Eksport stanowi 20 proc. sprzedaży Tubądzina. Spółka koncentruje się na wybranych rynkach. — To kraje ościenne, południe Europy, ale głównie wschód, w tym zwłaszcza Rosja, która jest najsilniejszym rynkiem. Rosjanie mają dużo większy popyt niż możliwości krajowej produkcji, więc muszą płytki importować — mówi Andrzej Ramel.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Pronińska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Kryzys niestraszny Tubądzinowi