Kryzys to dobra rzecz

Jacek Konikowski
opublikowano: 01-10-2009, 00:00

Pazgan, Jakubas, Rączyńscy, Wojciechowski — wszyscy zaczynali w trudnych czasach, wszyscy dorobili się wielkiej fortuny.

Jedni go przeklinają, włosy rwąc z rozpaczy. Inni — przybili z nim piątkę i trzymają sztamę. Bo prawdziwy kryzys to był, ale 30 lat temu, kiedy rodziły się ich fortuny. To co jest dzisiaj? Powiew recesji. I najlepszy czas na zarabianie.

Pazgan, Jakubas, Rączyńscy, Wojciechowski — wszyscy zaczynali w trudnych czasach, wszyscy dorobili się wielkiej fortuny.

Pod Arkadami Kubickiego przy olbrzymim stole rycerskim 180 gości zaproszonych przez firmę Apart na Diamentową Noc Luksusu z zachwytem wertowało menu. Każdego obsługiwał osobisty kelner. Były wielkie kraby, drogie wino, top modelki i diamenty. Firma braci Rączyńskich po raz pierwszy z taką pompą prezentowała nową kolekcję biżuterii i zegarków. Goście szeptali o wszystkim, tylko nie o jednym.

Kryzys był tematem tabu. Bo gdy jedni się bawią, inni plajtują. Tylu bankructw i wniosków o upadłość, jak w tym roku, nie było przez kilka ostatnich lat. W pierwszych pięciu miesiącach sądy wydały decyzje o upadłości 224 polskich firm, aż o 41 proc. więcej niż przed rokiem — wynika z raportu firmy Coface Poland. Padło m.in. Monnari, Galeria Centrum. Swarzędz jest w stanie likwidacji. Więc jak to jest, że jedni oglądają diamenty, a inni pustą kasę? Rzecz w tym, kto, w jakiej szkole uczył się biznesu.

Spryt króla kurczaków

"Bój się, gdy inni są chciwi, bądź chciwy, gdy inni się boją" — zwykł radzić swoim inwestorom Warren Buffet, który majątek zbił w trudnych czasach. Podobnie jak George Soros, Arystoteles Onassis czy… Kazimierz Pazgan, który — choć na obecne spowolnienie klnie z iście góralskim zapamiętaniem — nie ukrywa, że to dzięki kryzysowi został polskim królem kurczaków.

— Jestem kryzysowym weteranem. Gdyby nie kryzys w latach 80.-90., nie wiem, gdzie bym dzisiaj był. Rzecz w tym, żeby kryzys ujarzmić na swoje potrzeby, wyciągnąć z niego ile się da i nie bać się. Kryzys to również nowe możliwości — mówi Kazimierz Pazgan, twórca Konspolu.

Gdy w stanie wojennym zabrakło w Polsce paszy (amerykańskiej) i branża drobiarska bankrutowała, Pazgan wynajął naukowców, którzy opracowali mu własną paszę. Gdy inni plajtowali, on otwierał nowe fermy kurczaków.

Potem, gdy zaczął robić kiełbasy, komuniści wstrzymali mu dostawy mięsa wołowego. Co robił Pazgan mając pełne kurniki? Wymyślił pierwszą na świecie koszerną kiełbasę z… kury. Do dzisiaj nie może opędzić się od zachwyconych urzędników z ONZ i biznesmenów z gotowymi umowami joint venture.

Braciom Rączyńskim — właścicielom Apartu — też łatwo nie było. Jubilerski biznes zaczynali w czasach, gdy państwowy przydział 3 kg srebra starczał na tydzień pracy (a o złocie mogli tylko pomarzyć). Przez resztę czasu jubiler patrzył w okno. Ale bracia w okno nie patrzyli. Kupowali w państwowych sklepach jubilerskich Polsrebra co się dało: łyżki, noże, cukiernice, a jak się udało, to i cały zestaw stołowy, które po przetopieniu zamieniali w biżuterię.

Spryt to miecz na kryzys. Tarczą jest upór. Tego polskim przedsiębiorcom również nie brakuje. To ich cecha narodowa, która pozwala przetrwać każde zawirowanie. Wielu pamięta jeszcze gospodarczą rzeczywistość, która dziś uchodziłaby za megakryzys. Uodpornili się na problemy rynkowe, bo zaczynali w czasach hiperinflacji, domiarów, drogich i trudno dostępnych kredytów.

Rozwijali firmy, mimo że fiskus odbierał im większość zysków, a spóźnialskich karał odsetkami w wysokości 60 proc. (dzisiaj 10 proc). Na każdym kroku napotykali problemy, a mimo to dawali sobie radę.

— Wtedy był podatek wyrównawczy. 80 proc. zysku oddawało się państwu. Większość "prywaciarzy" nagminnie ukrywało dochody. Ja nie chciałem, nie miałem siły użerać się z kontrolami. To, co mi zostawało i tak było fortuną, która kłuła w oczy. Kilka razy, już w stanie wojennym, przeżyłem inspekcję robotniczo-chłopską (tzw. IRCHA), która o szóstej rano dobijała się do mojego mieszkania. 15 osób robiło rewizję. I choć nic nie znaleźli, to zawsze "dla zabezpieczenia" zajmowali a to obrączkę, a to zegarek. I zapisywali: "zdeponowano obrączkę w kolorze żółtym" albo "pierścionek koloru żółtego z czerwonym kamieniem"– wspomina Zbigniew Jakubas.

Dzisiaj twierdzi, że prawdziwy kryzys dopiero przed nami. I dobrze, bo jak mawia inny weteran biznesu Roman Karkosik — "kryzys to dobra rzecz".

Podwalina fortuny

— Stawia sprawy z głowy na nogi. Banki z braku pieniędzy rolują kredyty, słabe firmy odpadają, silne przejmują słabsze i stają się jeszcze silniejsze. Inne odcinają chore gałęzie, które dotychczas "żyły, bo żyły": branże czy asortyment, który dawał mizerne zyski. Żądania płacowe też się urealniają. Dlatego teraz jest świetny czas budowy przyszłej fortuny. Pod warunkiem posiadania wolnej gotówki. Wiele spółek kosztuje znacznie mniej od ich realnej wartości — mówi inwestor, który w kwietniu kupił operatora telekomunikacyjnego Nordisk (i potem sprzedał Polkomtelowi) oraz wystartował z telefonia komórkową Centernet, na którą wydał krocie.

— Ułamek tego, co musiałbym wydać w czasach hossy — dodaje inwestor.

Przytakuje mu Dariusz Miłek, który karierę biznesmena zaczynał na prowincjonalnym targowisku od łóżka z butami. Dzisiaj w tym samym miejscu stoi jego wielkie centrum handlowe Cuprum Arena, zwane przez mieszkańców Lubina miłkowym.

— Gdyby co jakiś czas nie było kryzysu, byłoby źle. Kryzys musi być. To tak, jak z kolarzami górskimi (Miłek długo był zawodowym kolarzem i uwielbia kolarskie porównania). Nikomu nie sprawia frajdy pedałowanie pod górę, ale wtedy właśnie wiadomo, kto jest kim w peletonie, bo z reguły na podjazdach słabsi odpadają, a silni zostają. Naturalna selekcja. Na zjeździe nie ma już takiej walki. Odpoczywamy. Konsumujemy trudy podjazdu. Kryzys gospodarczy to właśnie taki podjazd, którego większość się boi. Ja nie — tłumaczy Dariusz Miłek.

I choć dłuższa zima nabrudziła mu w raportach finansowych, właściciel giełdowego NG2, animuszu nie traci i zapowiada, że w tym roku otworzy kolejne 132 sklepy. I że znajdzie czas na nowe hobby, któremu oddaje się po godzinach, czyli centra handlowe. Dopiero co skończył budowę jednego z nich. Cuprum Arena kosztowała 300 mln zł. Miłek już chce stawiać kolejne: w Kielcach, Olsztynie i Toruniu. Ma projekty, pieniądze i lokalizacje.

— Kryzys to najlepsza pora na budowanie obiektów handlowych, bo gdy minie, chętni na wynajem powierzchni handlowych będą ustawiać się w kolejce — twierdzi Dariusz Miłek.

Przytakuje mu Jacek Szwajcowski, twórca PGF, największego w Polsce dystrybutora leków, który również pamięta czasy siermiężnego kapitalizmu, kiedy towar rozwoził maluchem po aptekach.

— Kryzys to dobry czas na inwestycje, bo wtedy można kupić przedsiębiorstwa i zdobyć rynek za niewspółmiernie niższe koszty, niż w czasach prosperity. Z pewnością kryzys da szansę wygrać najlepszym — mówi Jacek Szwajcowski.

Nieprzypadkowo właśnie teraz William Carey, prezes Central European Distribution Corporation, największego producenta wódki w Polsce, planuje podbój rynku rosyjskiego, pogrążonego w jeszcze większym chaosie gospodarczym niż polski.

Spokój dewelopera

O trudach kryzysu sporo wie Józef Wojciechowski, największy w Polsce deweloper. Choć recesja dała mu w kość, nie mniej niż innym graczom z branży, on ze spokojem zza kierownicy swojego bentleya powie:

— I co z tego, że zarobię nie 100 mln, lecz 50 mln zł. Ważne, jak je zainwestuję.

Kiedy przed laty wyjechał robić interesy w Ameryce, myślał że oszuka los, tymczasem wpadł z deszczu pod rynnę. Zamiast w siermiężnych początkach polskiego kapitalizmu, przyszło mu budować domy w Ameryce powalonej recesją gospodarczą.

— Tak, prawdziwy kryzys był w Ameryce w momencie, kiedy zaczynałem rozkręcać tam biznes. Takie doświadczenie hartuje każdego biznesmena. W 1982 r. odsetki bankowe wynosiły tam prawie 22 proc. Ludzie byli gotowi świadczyć usługi poniżej kosztów materiałów. Kiedyś zapytałem malarza, dlaczego pracuje, skoro wie, że i tak nic nie zarobi. W odpowiedzi usłyszałem: żeby wyjść z domu. Mam farbę w garażu i żonę na głowie, która marudzi, więc obrócę pieniędzmi. I to się nazywa kryzys. Czy u nas ktoś pracuje tylko po to, by wyjść z domu? — mówi Józef Wojciechowski.

Snuje śmiałe plany. Inwestuje w biopaliwa i energię wiatrową.

— W kryzysie łatwiej zdecydować się na kroki, które podczas prosperity wydają się niepotrzebnym naruszeniem status quo. Mądrzy menedżerowie potrafią wykorzystać ten czas na wprowadzenie zmian, które z założenia mają poprawić biznes w dłuższym okresie — dodaje deweloper. n

Długi grożą wtórną recesją

Zdaniem Josefa Ackermanna, prezesa Deutsche Banku, obecny kryzys nie sięgnął dna i trzeba spodziewać się drugiej fali. Jej źródłem ma być lawinowy wzrost niespłacanych kredytów. Przed wtórną recesja ostrzega też Nouriel Roubini, profesor ekonomii w Stern School of Business na New York University.

Gdzie są gwiazdy z tamtych lat

Aleksander Gawronik to pierwszy polski milioner. W 1989 r. niemal z dnia na dzień stworzył pierwszą w Polsce sieć kantorów walutowych. Rok później "Wprost" uhonorowało go pierwszym miejscem na liście najbogatszych Polaków. Podobnie jak twórców spółki Art-B (skrót od Artyści Biznesu). Któż pamięta Dorchem i Bezpieczną Kasę Oszczędności nieżyjącego Lecha Grobelnego? O Kazimierzu Grabku, królu żelatyny, słuch zaginął. Wypłynął natomiast — w Izraelu — ulubieniec prokuratorów Józef Jędruch, który w 1996 r. założył Konsorcjum Finansowo-Inwestycyjne Colloseum. Zwolniony z aresztu w 2007 r., próbował w ubiegłym roku dostać się do Parlamentu Europejskiego z listy Samoobrony.

Liberał u schyłku socjalizmu

Mieczysław Wilczek,

minister przemysłu w rządzie Mieczysława Rakowskiego, uchodzi za tego, który pierwszy zapalił zielone światło dla prywatnego biznesu w PRL-owskiej Polsce. W 1988 r. przeforsował w Sejmie liberalną ustawę o przedsiębiorczości. Wcześniej, w 1965 r., pracując w Pollenie opatentował proszek do prania ixi 65. Dwa lata później został prywaciarzem. Zbudował kilka zakładów przetwórstwa mięsnego, stając się jednym z najbogatszych ludzi w Polsce. Wystąpił w epizodycznej roli, w odcinku "Wagon pocztowy" w serialu kryminalnym "07 zgłoś się".

Jacek

Konikowski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Konikowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu