Kryzys zagląda w oczy hutnikom AMP

Katarzyna Kapczyńska
opublikowano: 18-10-2011, 00:00

ArcelorMittal zamierza wygasić piec w Dąbrowie Górniczej. Niepokój panuje też w krakowskim oddziale koncernu.

2,5 tys. zł — tyle średnio trzeba zapłacić za tonę blachy. Nawet o 200 zł droższe są stalowe profile. Ich ceny rosną od 1 do 4 pkt proc., i to zaledwie w tydzień. Jednak pracownicy ArcelorMittal Poland (AMP), który jest głównym ich producentem, nie liczą krociowych zysków.

W oczy zagląda im widmo kryzysu. — Jest już pewne, że piec w Dąbrowie Górniczej zostanie wygaszony — mówi Jacek Zub, szef MZZ Pracowników AMP oraz członek rady nadzorczej z ramienia załogi. Zapewnia, że wczoraj ruszyły formalne przygotowania.

— W piątek zarząd poinformował nas, że przymierza się do wyłączenia pieca. Będą teraz prowadzone analizy, co zrobić z ludźmi pracującymi przy jego obsłudze — wtóruje Lech Majchrzak, wiceszef Solidarności AMP w Dąbrowie Górniczej. W tym oddziale pracują dwa piece. Związkowcy twierdzą, że oprócz wyłączenia jednego zamknięta może być także walcownia. Wówczas trzeba zdecydować, co zrobić z 600-700 osobami pracującymi przy ich obsłudze.

Jacek Zub informuje, że jutro w spółce pojawią się szefowie rady nadzorczej reprezentujący właściciela i wówczas się wyjaśni, co z załogą. Po spotkaniu decyzję o reakcji na zamknięcie pieca i walcowni podejmą także związki. O przymiarkach do wygaszenia pieca w Dąbrowie Górniczej „PB” pisał 7 września. Wówczas przedstawiciele koncernu nie komentowali sprawy.

Dziś też są wstrzemięźliwi. — Nie zapadły żadne decyzja co do tego, czy piec w Dąbrowie Górniczej zostanie wygaszony. Scenariusz taki jest możliwy, bo w związku z malejącym zapotrzebowaniem na stal, dostosowanie zdolności produkcyjnych do potrzeb rynkowych, może być konieczne— mówi Sylwia Winiarek, rzecznik AMP.

Spory niepokój panuje także wśród pracowników oddziału w Krakowie. Pojawiła się bowiem plotka, że 20-30 proc. załogi może przejść do agencji pracy tymczasowej. — Zarząd zaprzecza, ale kierownicy wydziałów mają wytyczne, by szukać ludzi, którzy przejdą do agencji. Jeśli pogłoski się potwierdzą, przejście może dotyczyć 900-1000 osób — mówi Leszek Kochan, wiceprzewodniczący KRH Solidarność. Krakowscy związkowcy już wczoraj rozpoczęli akcję protestacyjną. Na razie wieszają flagi.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu