Kryzys zajrzał w oczy Makro

Wiktor Szczepaniak
opublikowano: 24-09-2009, 00:00

Handlowy gigant martwi się spadkiem liczby małych sklepów spożywczych. Chce je ratować. I siebie.

Znanej sieci hurtowni cash carry ubywa klientów

Handlowy gigant martwi się spadkiem liczby małych sklepów spożywczych. Chce je ratować. I siebie.

Złote czasy dla sieci Makro Cash Carry w Polsce już się skończyły. Kiedy firma zaczynała ekspansję w naszym kraju, w handlu dominowali polscy kupcy, z których duża część zaopatrywała sklepy w halach cash carry. Dziś, za sprawą presji ze strony prężnie działających sieci hipermarketów czy dyskontów, tradycyjne polskie sklepy przeżywają trudne chwile, co odbija się m.in. na Makro, dla którego stanowią one główną grupę klientów. I choć zarząd Makro nie chce przyznać wprost, że traci klientów z sektora handlowego, to nie pozostawiają co do tego żadnych złudzeń dane rynkowe, jak też ruchy biznesowe tej firmy.

Równia pochyła

— Niestety, z powodu spowolnienia gospodarczego i rosnącej konkurencji ze strony dyskontów od 2008 r. obserwujemy znaczący spadek liczby niezależnych sklepów spożywczych, co jest widoczne zwłaszcza w przypadku małych sklepów. Liczba tych ostatnich kurczy się w ostatnich latach aż o 8-10 proc. rocznie — mówi Uwe Hoelzer, prezes Makro Cash Carry Polska.

Z danych firmy badawczej Nielsen wynika, że liczba małych sklepów spożywczych spadła w 2008 r. do 59,8 tys., wobec 66,7 tys. w 2007 r. czy blisko 74 tys. w 2005 r.

— Dwa lata temu mówiłem ówczesnemu prezesowi Makro, że bez rozsądnej regulacji polskiego rynku handlowego wypadną z niego tysiące niezależnych sklepów, przez co firmy takie jak Makro będą tracić klientów. Jeśli nic się w tej sprawie nie zmieni, spadek liczby tradycyjnych sklepów będzie postępował, tak jak np. we Francji — mówi Waldemar Nowakowski, prezes Polskiej Izby Handlowej, znany m.in. z lobbowania za ustawą mającą ograniczyć ekspansję wielkopowierzchniowych obiektów handlowych.

Makro nie czeka jednak na rozwój wypadków z założonymi rękami. Próbuje ratować tradycyjne sklepy, służąc im m.in. doradztwem i szkoleniami. Co ciekawe, w większości przypadków robi to bezpłatnie i bez zawierania żadnych umów.

— Staramy się wspierać przedsiębiorców. Oferujemy im profesjonalne doradztwo w sprawach prowadzenia i restrukturyzacji działalności sklepów, m.in. w zakresie ekspozycji i doboru asortymentu, co skutkuje nawet 40-procentowym wzrostem sprzedaży. Do końca roku już 2,5 tys. sklepów przejdzie przebudowę według naszego know-how. Oferujemy też przedsiębiorcom liczne szkolenia. W przyszłym roku planujemy przeszkolić aż 8 tys. osób — mówi Uwe Hoelzer.

To jednak nie wszystko. Zagrożonym bankructwem sklepom Makro chce zaoferować wsparcie i doradztwo kryzysowe.

— Nasi "lekarze firm" będą pomagać klientom uzdrawiać ich biznesy, m.in. pomagając w kalkulacji kosztów i marż. Jesteśmy też otwarci na współpracę z rządem w celu systemowego wsparcia niezależnych, tradycyjnych sklepów spożywczych. Tak dużej grupy przedsiębiorstw, głównie rodzinnych, nie można lekceważyć — deklaruje szef Makro.

Na dwóch frontach

Nie wszyscy operatorzy hurtowni cash and carry narzekają jednak na koniunkturę.

— My nie odczuwamy spadku liczby klientów detalistów. Wynika to z kilku czynników różniących nas od Makro. Eurocash nastawiony jest na obsługę przedsiębiorców prowadzących sklepy w średnich i małych miejscowościach, a Makro obsługuje przedsiębiorców prowadzących działalność w dużych miastach. Niestety, w dużych miastach, za sprawą sieci hipermarketów, tradycyjny handel traci udziały w rynku, podczas gdy w mniejszych miejscowościach nadal trzyma się mocno. Nasz model biznesowy w tych warunkach doskonale się więc sprawdza, podczas gdy Makro ma problem — mówi Jan Domański, reprezentujący giełdową grupę Eurocash.

Zdrowy Biznes
Bądź na bieżąco z informacjami dotyczącymi wpływu pandemii koronawirusa na biznes oraz programów pomocowych
ZAPISZ MNIE
×
Zdrowy Biznes
autor: Katarzyna Latek
Wysyłany nieregularnie
Katarzyna Latek
Bądź na bieżąco z informacjami dotyczącymi wpływu pandemii koronawirusa na biznes oraz programów pomocowych
ZAPISZ MNIE
Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Nasz telefon kontaktowy to: +48 22 333 99 99. Nasz adres e-mail to: rodo@bonnier.pl. W naszej spółce mamy powołanego Inspektora Ochrony Danych, adres korespondencyjny: ul. Ludwika Narbutta 22 lok. 23, 02-541 Warszawa, e-mail: iod@bonnier.pl. Będziemy przetwarzać Pani/a dane osobowe by wysyłać do Pani/a nasze newslettery. Podstawą prawną przetwarzania będzie wyrażona przez Panią/Pana zgoda oraz nasz „prawnie uzasadniony interes”, który mamy w tym by przedstawiać Pani/u, jako naszemu klientowi, inne nasze oferty. Jeśli to będzie konieczne byśmy mogli wykonywać nasze usługi, Pani/a dane osobowe będą mogły być przekazywane następującym grupom osób: 1) naszym pracownikom lub współpracownikom na podstawie odrębnego upoważnienia, 2) podmiotom, którym zlecimy wykonywanie czynności przetwarzania danych, 3) innym odbiorcom np. kurierom, spółkom z naszej grupy kapitałowej, urzędom skarbowym. Pani/a dane osobowe będą przetwarzane do czasu wycofania wyrażonej zgody. Ma Pani/Pan prawo do: 1) żądania dostępu do treści danych osobowych, 2) ich sprostowania, 3) usunięcia, 4) ograniczenia przetwarzania, 5) przenoszenia danych, 6) wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania oraz 7) cofnięcia zgody (w przypadku jej wcześniejszego wyrażenia) w dowolnym momencie, a także 8) wniesienia skargi do organu nadzorczego (Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych). Podanie danych osobowych warunkuje zapisanie się na newsletter. Jest dobrowolne, ale ich niepodanie wykluczy możliwość świadczenia usługi. Pani/Pana dane osobowe mogą być przetwarzane w sposób zautomatyzowany, w tym również w formie profilowania. Zautomatyzowane podejmowanie decyzji będzie się odbywało przy wykorzystaniu adekwatnych, statystycznych procedur. Celem takiego przetwarzania będzie wyłącznie optymalizacja kierowanej do Pani/Pana oferty naszych produktów lub usług.

Według niego, Makro nie pomaga też to, że Grupa Metro, do której ono należy, rozwija w Polsce równolegle sieć hipermarketów Real, a właściciele niezależnych sklepów wolą współpracować z hurtownikami, którzy nie rozwijają sieci detalicznych stanowiących dla nich bezpośrednie zagrożenie.

Zjednywanie i wspieranie detalistów przez Makro nie będzie więc łatwym zadaniem. Jednak firma, świadoma zagrożeń, podejmuje już kroki mające zmienić jej oblicze i zapewnić pozyskanie nowych klientów (czytaj obok).

— W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy w Makro zaszły duże zmiany. Strategia jest teraz zorientowana na konkretne grupy klientów, a nie na procesy zakupowe jak dawniej. Postawiliśmy na trzy główne grupy: przedsiębiorców z sektora HoReCa (hotele, restauracje, kawiarnie), przedsiębiorców prowadzących niezależne sklepy, a także inne firmy usługowe oraz biura — wylicza Uwe Hoelzer.

Makro stawia na

ryby i gastronomię

Znana sieć hurtowni powoli zmienia wizerunek. Teraz stawia na ryby i uruchamia dostawy do klientów.

Makro Cash Carry, kojarzące się dotąd z samoobsługowymi zakupami hurtowymi, z powodu niekorzystnych zmian na rynku handlowym zmuszone jest do rozwoju nowych usług i poszukiwania nowych klientów, m.in. w sektorze hotelarsko-gastronomicznym. Firma przechodzi w związku z tym zmiany, które na trwałe zmienią jej biznesowe oblicze.

— Jednym z nowych celów, jaki sobie postawiliśmy, jest stanie się największym dostawcą świeżych ryb i owoców morza w Polsce. W tym celu uruchomiliśmy pod Częstochową specjalistyczną platformę logistyczną, dzięki której możemy oferować 25 gatunków świeżych ryb przez siedem dni w tygodniu w naszych 29 halach (w praktyce oznacza to codzienny transport 20 ton świeżych ryb). Ponieważ to kosztowny i bardzo wymagający biznes, nie mamy tak naprawdę w Polsce żadnego poważnego konkurenta w tej dziedzinie — mówi Uwe Hoelzer, prezes Makro Cash Carry Polska.

Dowodem na to jest to, że dotychczas dobre hotele w Polsce kupowały świeże ryby od niemieckich dystrybutorów, takich jak np. Frische Paradis. Makro zamierza zdobywać klientów także dzięki bezpłatnym szkoleniom klientów prowadzonym przez szefów kuchni ze swojego centrum kulinarnego.

— Nie wykluczamy, że w przyszłości będziemy też zaopatrywać w świeże ryby działające w Polsce wybrane sieci handlowe, np. delikatesowe — mówi szef Makro.

To jednak nie koniec nowości.

— Chcąc być wiodącą siecią hurtową dla klientów z sektora HoReCa w Polsce, zdecydowaliśmy się uruchomić nową usługę. Jest to dostawa towarów — żywność, sprzęt i akcesoria — bezpośrednio do klientów. Zaczynamy od Warszawy, lecz do końca 2010 r. nasze dostawy obejmą cały kraj — mówi Uwe Hoelzer.

A to oznacza, że jego firma rzuci rękawicę Faruteksowi, który jest obecnie liderem w zaopatrzeniu sektora gastronomicznego.

— Jeśli Makro uda się zrealizować te plany, to zyskamy poważnego rywala. Na razie jednak nie odczuwamy na rynku presji ze strony tej firmy — mówi Jarosław Turkowiak, członek zarządu Faruteksu.

Makro w liczbach

7,8

mld zł Taki poziom obrotów osiągnęło w 2008 r. Makro Cash Carry Polska.

7,5

tys. Tylu pracowników zatrudnia obecnie w naszym kraju.

29

Tyle wielkopowierzchniowych, samoobsługowych hal sprzedaży hurtowej prowadzi w największych polskich miastach.

10

proc. O tyle spadła w 2008 r. liczba małych sklepów spożywczych.

Wiktor

Szczepaniak

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Wiktor Szczepaniak

Polecane