Krzysztof Moska wraca do gry na warszawskim parkiecie

Zbigniew Kazimierczak
opublikowano: 13-08-2008, 00:00

GieŁda Znany inwestor znowu aktywnie inwestuje. Podobno jedną spółką zainteresował się szczególnie. Nasz trop prowadzi do Mispolu.

Już od miesiąca powoli kupuję akcje — twierdzi inwestor

GieŁda Znany inwestor znowu aktywnie inwestuje. Podobno jedną spółką zainteresował się szczególnie. Nasz trop prowadzi do Mispolu.

Mocno przecenione spółki z warszawskiego parkietu ponownie zaczynają przyciągać uwagę dużych graczy.

— Już od miesiąca uważam, że akcje są atrakcyjne i warto z powrotem w nie inwestować — mówi Krzysztof Moska, znany inwestor giełdowy i znaczący udziałowiec Lenteksu oraz Hygieniki.

Ostatnie informacje o zmianach w jego portfelu pochodzą sprzed niespełna dwóch miesięcy. Wtedy inwestor sprzedał około 10 proc. kapitału Novity, producenta włóknin technicznych, uzyskując 5-6 mln zł. Teraz przyznaje, że sam także kupuje akcje.

— Ale nie powiem co. Powoli rozwijam różne projekty, choć oczywiście nie wszystko lokuję na giełdzie — informuje inwestor.

Blisko progu

Krzysztof Moska zapowiada, że o swoich projektach poinformuje na przełomie miesiąca.

— Na razie nie są one jeszcze na odpowiednim etapie realizacji — wyjaśnia.

Z naszych informacji wynika, że inwestor szczególnie zainteresował się jedną firmą — Mispolem. To grupa wyspecjalizowana w produkcji i dystrybucji konserw mięsnych oraz dań gotowych. Podobno jest blisko 5-procentowego progu w kapitale, który obligowałby go do ujawnienia obecności w spółce. Wejście Moski tłumaczyłoby gwałtowny wzrost kursu Mispolu w drugiej połowie lipca. Akcje zyskały prawie 100 proc., wyraźnie przekraczając poziom 6 zł. Bez specjalnej przyczyny. Trzeba jednak przyznać, że wycena firmy przed wzrostami była śmiesznie niska — 40 mln zł. I to przy wartości majątku trwałego (pomniejszonego o dług) na poziomie około 100 mln zł.

Oficjalnie nikt nie potwierdza wejścia Krzysztofa Moski do Mispolu.

— Bez komentarza — mówi sam zainteresowany.

Przypomina, że jego nazwisko często wiązano z różnymi spółkami, a nie zawsze znajdowało to potwierdzenie w faktach.

Bez komunikatu

— Nie mogę niczego ani oficjalnie potwierdzić, ani niczemu zaprzeczyć. Gdybym dostał zawiadomienie o przekroczeniu progu, musiałbym wydać komunikat. Takiego komunikatu nie opublikowaliśmy i nie wydamy go w ciągu 24 godzin. Bo po prostu nikt nowy na razie się nie ujawnił — mówił nam wczoraj Marek Piątkowski, prezes Mispolu.

Przyznaje jednak, że Mispol jest firmą do przejęcia. Akcjonariat jest rozdrobniony. W spółce jest co prawda grupa kilkunastu osób, które razem ją zakładały i znają się od dekady.

— Ale są to ludzie w różnym wieku i o różnym statucie majątkowym. Część z nich byłaby pewnie skłonna do sprzedaży swoich pakietów, choć nie wiem, czy po obecnej cenie. Poza tym nasz free float i tak przekracza 50 proc. — tłumaczy prezes.

Jego zdaniem, spółce przydałby się czołowy akcjonariusz, bo to ustabilizowałoby rozchwiane notowania giełdowe. Ale operacyjnie nie jest to konieczne.

— Rozwijamy się dobrze. Pogorszenie wyników to konsekwencja czynników zewnętrznych, które dotykają też innych, jak np. mocny złoty — twierdzi Marek Piątkowski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Zbigniew Kazimierczak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu