Czytasz dzięki

Kto będzie gotowy do walki o rynek lotniczy, ten wygra

  • Materiał partnera
opublikowano: 04-09-2020, 00:00

Rozmowa z dr. Arturem Bartoszewiczem, ekonomistą ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

Ruch powietrzny powoli rośnie po okresie zamknięcia gospodarki w dobie pandemii. Co o sytuacji branży lotniczej w Polsce mówią dane z ostatnich miesięcy?

Zobacz więcej

Z pierwszych prognoz analityków międzynarodowego rynku lotnictwa wynikało, że w 2022 r. rynek w pełni się odbuduje. Ostrożne przewidywania zakładają obecnie, że dojdzie do tego najdalej w 2024 r. Natomiast wszyscy się zgadzają, że 2021 r. będzie czasem stabilizacji rynku i stopniowego, stałego wzrostu ruchu - mówi dr Artur Bartoszewicz, ekonomista ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. [FOT. MW].

Lockdown spowodował zamknięcie większości lotnisk. W marcu i kwietniu 2020 r. branża lotnicza znalazła się w sytuacji nieznanej dotąd w historii. Obsługa pasażerska zamarła — zmniejszyła się o ponad 95 proc. w porównaniu do poprzednich lat. Właściciele poszczególnych lotnisk wygasili ich działalność. Zorganizowano jedynie powrót rodaków do Polski i obsługę transportu ze środkami medycznymi. Na szczęście najgorszy czas za nami. Lotniska powracają do działania. Na razie obsługa ruchu sięga najwyżej 30-40 proc. tego, co w latach ubiegłych. Rząd polski i rządy większości krajów europejskich nadal wyłączają z komunikacji lotniczej około 40 takich państw, z którymi łączność lotnicza była w ubiegłych latach ożywiona. Branża lotnicza znajduje się więc w sytuacji ciężkiego kryzysu. W Polsce tarcza antykryzysowa zapewnia mechanizmy wsparcie 14 lotniskom, by przetrwały czas zapaści.

Czy mamy obecnie do czynienia z początkiem odbicia po okresie zapaści i powrotu branży do koniunktury?

Branża uniknęła upadłości i choć boryka się z wieloma trudnościami, to ma techniczną zdolność do obsługi lotów i zapewnienia pasażerom bezpieczeństwa. Po 15 lipca 2020 r. odnotowujmy oznaki odbicia. Wiele państw umożliwiło przewoźnikom lotniczym wznowienie ich działalności. Okazuje się, że struktura odradzającego się rynku jest podobna do tej, którą znamy z czasu przed pandemią — w pierwszej kolejności wracają połączenia z najbardziej atrakcyjnymi destynacjami.

Warto podkreślić, że przewoźnicy rygorystycznie przestrzegają zaleceń sanitarnych. Podróże samolotem są więc bezpieczniejsze niż przebywanie w wielu innych miejscach przestrzeni publicznej, np. w sklepie czy komunikacji miejskiej. Obsługa pasażerów na lotniskach przebiega szybko i bezpiecznie, co wzmacnia oczekiwanie na dalszy wzrost ruchu.

Ważne jest odmrożenie gospodarki, odradzenie się poszczególnych branż, ale nie mniej istotne jest, by pasażerowie czuli się bezpieczni, a przez to uwolnili się od lęków i obaw przed koronawirusem.

Jakie są perspektywy powrotu branży lotniczej do koniunktury, jaką cieszyła się ona jeszcze w pierwszych miesiącach bieżącego roku?

Początek 2020 r. był dla branży lotniczej udany. Jednak w Chinach, gdzie doszło do wybuchu epidemii, pojawiły się pierwsze zwiastuny krachu. Obecnie proces jej odradzania się w dużej mierze zależy od trafnych rynkowo decyzji właścicieli poszczególnych lotnisk i przewoźników. Z pierwszych prognoz analityków międzynarodowego rynku lotnictwa wynikało, że w 2022 r. rynek w pełni się odbuduje. Ostrożne przewidywania zakładają obecnie, że dojdzie do tego najdalej w 2024 r. Natomiast wszyscy się zgadzają, że 2021 r. będzie czasem stabilizacji rynku i stopniowego, stałego wzrostu ruchu.

Czy paraliż branży, a potem mozolny proces stopniowego przezwyciężania zapaści odbije się na realizacji planów inwestycyjnych Państwowych Portów Lotniczych?

Zaplanowane w Radomiu i Goleniowie inwestycje świetnie się wpisują w kryzysowy pejzaż. Zostaną sfinalizowane w czasie, gdy koniunktura w branży powróci. Byłoby absurdem przyjmować, że skoro mamy do czynienia z katastrofą epidemiczną, to należy wstrzymać się z inwestycjami. One są planowane w cyklach wieloletnich i uwzględniają nie tylko ryzyka, lecz również szanse — wśród nich główną jest rozwój gospodarki na fundamencie rozbudowy infrastruktury komunikacyjnej i rozwoju technologicznego.

Czy lotnisko w Radomiu zostanie na czas oddane do użytku? A jaka jest przyszłość lotniska w Goleniowie?

Harmonogram inwestycyjny w Radomiu jest realizowany. Postępują prace prowadzące do oddania do użytku pasów lotniska, terminalu w Radomiu, infrastruktury bezpieczeństwa oraz dróg zapewniających dobrą obsługę transportową pasażerów. Nic nie wskazuje na to, by termin oddania obiektu do użytku nie został dotrzymany.

Inwestycja w Goleniowe znajduje się w szczególnej sytuacji. Zachodnie Pomorze wciąż nie ma szybkiej komunikacji kolejowej z centrum Polski — z lotniskiem Chopina, czyli krajowym hubem w połączeniach międzynarodowych. Z perspektywy długoterminowej rozpoczęte tam inwestycje są uzasadnione. Wprawdzie mamy obecnie do czynienia z załamaniem rynku, ale to nie znaczy, że w ciągu najbliższych lat nie pojawi się silna konkurencja. W momencie przełamania obecnego impasu i pojawienia się możliwości biznesowych powrócą bezpardonowe zmagania portów lotniczych. Kto będzie gotowy do walki o rynek, ten wygra — nie tylko obroni dotychczasowe pozycje, ale może też przejąć dalszą część rynku. Do zajęcia takiej pozycji przygotowuje się PPL przez swoje inwestycje m.in. w Radomiu i Goleniowie.

Lockdown gospodarki był szczególnie zabójczy dla lotniska w Modlinie, które i przed pandemią znajdowało się w trudnej sytuacji ekonomicznej. Co można powiedzieć o obecnej kondycji lotniska w Modlinie?

Większość lotnisk, które prowadziły swój biznes w sposób racjonalny, stanęła w marcu br. wobec siły wyższej. Teraz usiłują odbudować swój biznes. W Modlinie jest inaczej — lotnisko to było i jest zarządzane w sposób nieracjonalny. Zła kondycja tego przedsięwzięcia nie wynika z zamknięcia gospodarki w dobie COVID–19, lecz z wielu lat prowadzenia go bez dostatecznych przychodów i zysków. Całkowite uzależnienie się od jednego przewoźnika — Ryanaira, któremu zapewniono w Modlinie komfortowe warunki działania, doprowadziło jeszcze przed wybuchem pandemii do wygenerowania skumulowanych strat rzędu 130 mln zł. Obecnie lotnisko to wciąż wykorzystuje swój potencjał jedynie w 30 proc. Straty więc rosną, a kolejne kredyty i pożyczki nie zmienią tej sytuacji. Jednak struktura właścicielska spółki powoduje, że dominujący udziałowiec samorządowy pokrywał i — co zaskakuje — dalej chce pokrywać straty. Tu bije źródło patologii zarządczej i biznesowej.

Jakie skutki pociągnie za sobą dalsze lewarowanie nierentowanego portu lotniczego w Modlinie?

Plan właścicieli lotniska przewiduje zaciąganie wielomilionowych pożyczek, ale nie na inwestycje, lecz na podtrzymanie działalności. Jest to finansowa kroplówka, która tylko na pewien czas uratuje sytuację portu. Realizuje się najgorszy scenariusz dla przedsięwzięcia biznesowego, jaki można sobie wyobrazić. Samorząd wojewódzki nie ukrywa, że 50 mln zł, które jeszcze niedawno chciał wydać na rozbudowę Modlina, zostaną teraz skonsumowane przez bieżące funkcjonowanie lotniska. PPL zgłasza zapytanie, czy lotnisko w Modlinie nie łamie unijnych zasad dozwolonej pomocy publicznej? Istnieje realne ryzyko, że w przyszłości Komisja Europejska wyda decyzję nakazującą odzyskanie od spółki zarządzającej lotniskiem dziesiątków milionów złotych wraz z odsetkami. Oznaczałoby to konieczność ogłoszenia jej upadłości i poddania się egzekucji.

Czy jest szansa na uniknięcie tego czarnego scenariusza?

Walne zgromadzenie wspólników, pod naciskiem samorządu województwa mazowieckiego, próbuje ratować to niebiznesowe przedsięwzięcie. Ostatnio wyraziło zgodę na pożyczkę w wysokości 15 mln zł i zabezpieczenie jej wekslem własnym spółki oraz pod zastaw na hipotece. Pieniądze wypłaci Mazowiecki Regionalny Fundusz Pożyczkowy. Większość wspólników wyraziła też zgodę na odegranie roli poręczycieli dla zaciągnięcia kredytu komercyjnego w kwocie 50 mln zł. W sumie oznacza to, że Modlin zadłuży się o kolejne 65 mln zł. Jednak same pieniądze nie odwrócą wieloletnich błędów w zarządzaniu przedsięwzięciem i złego modelu biznesowego spółki. Do 2023 r., dopóki trwa nierentowna umowa z Ryanairem, irlandzkim przewoźnikiem, lotnisko w Modlinie nie ma szans na osiągnięcie rentowności. Oznacza to, że nawet jeśli ruch lotniczy zacznie tu rosnąć, lotnisko to wciąż będzie przynosić straty.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Materiał partnera

Polecane