Kto, kogo i przed kim musi bronić?

Kazimierz Krupa
13-12-2004, 00:00

Do tej pory wydawało mi się, że jest tak. Jest naród. W wyborach powszechnych wyłania on swoich przedstawicieli, ale nie po to przecież, by było „zdrowie wasze — gardło nasze”, tylko dlatego, że wszyscy w tym parlamencie się nie zmieszczą. Tenże parlament, wedle swojej najlepszej woli i wiedzy, wyłania rząd, który rządzi najlepiej jak potrafi, w imieniu narodu. Jest jeszcze pan prezydent, który w naszym systemie konstytucyjnym pełni raczej taką funkcję arbitra elegancji, rozjemcy zwaśnionych, lejącego oliwę na wzburzone morze. I z przekonaniem o takim „porządku rzeczy” sobie żyłem.

Ale debata podatkowa całe to przekonanie obróciła w perzynę, a porządek rzeczy postawiła na głowie. No bo naród, jak wiadomo, podatków nie chce płacić, a jeśli już — to jak najmniejsze. Parlament winien więc namawiać działający w jego imieniu rząd (wymagać od niego), aby tak ograniczył rozliczne wydatki (również na siebie), by jak najlepiej wypełnić wolę narodu i uchwalić jak najmniejsze podatki. A prezydent winien temu kibicować. Tymczasem: parlament chce wyższych podatków niż rząd, ten protestuje, prezydent podpisuje ustawę, ale ze świadomością, że jest ona być może niezgodna z konstytucją. Premier stwierdza, że jego minister finansów zapyta Trybunał Konstytucyjny, czy to wszystko jest zgodne z ustawą zasadniczą, choć odpowiedź jest mu doskonale znana. No i już nie wiemy, kto tu jest złym komornikiem, kto poborcą, kto Janosikiem. Nawet arbiter elegancji pogubił się w trendach i tendencjach.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kazimierz Krupa

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Kto, kogo i przed kim musi bronić?