Kto traci, a kto zyskuje na drogiej ropie

Kamil Pastor, ekonomista SpotData
opublikowano: 26-06-2018, 22:00

Kraje OPEC zdecydowały się podnieść wydobycie o 1 mln baryłek dziennie. O ile krótkoterminowo powinno to nieznacznie uspokoić rynek, nie ma co oczekiwać spadków cen

W weekend na rynku ropy mieliśmy do czynienia z prawdziwym rollercoasterem. Wszystko zaczęło się od piątkowej decyzji krajów OPEC o zwiększeniu wydobycia ropy o 600 tys. baryłek dziennie. Zostało to negatywnie odebrane przez rynek — wzrost produkcji w tej wysokości nie wypełniłby luki po około 3 mln niższych dostawach z Wenezueli i Iranu. Ropa Brent zdrożała więc o ponad 3 USD. Natomiast w sobotę, na spotkaniu OPEC+ (kraje OPEC i kraje byłego ZSRR), podano informację o zwiększeniu wydobycia o 1 mln baryłek dziennie. Ta wiadomość została przyjęta z zadowoleniem przez rynek — ceny spadły z około 76 do 74 USD. Kluczowe było przedstawienie ścieżki wzrostu produkcji zakładającej osiągnięcie oczekiwanego poziomu już pod koniec obecnego roku. Miałoby się to stać głównie za przyczyną Arabii Saudyjskiej, jako że pozostałe kraje OPEC fizycznie nie byłyby w stanie szybko zwiększyć poziomu wydobycia. Wydaje się, że to właśnie Arabia wygrała najwięcej w trakcie weekendowego szczytu. Zwiększenie wydobycia o 1 mln baryłek dziennie pozwoli częściowo zaspokoić oczekiwania świata przy minimalizacji szansy na zmniejszenie się cen ropy.

Cykliczne kalkulacje

Bardzo mało prawdopodobne jest szybkie zwiększenie podaży ropy na rynku. Z ekonomicznego i technicznego punktu widzenia zdecydowana większość producentów nie jest w stanie w średnim okresie zwiększyć wydobycia. Trzyletni okres niskich cen ropy zapoczątkowany w 2014 r. skutkował zmniejszeniem światowych wydatków kapitałowych na nowe inwestycje o prawie połowę. Natomiast bez prac eksploracyjnych i budowy nowej infrastruktury znacznie obniża się poziom przyszłego wydobycia. Niska podaż ropy winduje więc ceny w górę, co jest silnym bodźcem dla firm do rozpoczynania nowych inwestycji. Po kilku latach, kiedy wydobycie ruszy pełną parą, rynek jest zalewany ropą, na którą nikt nie zgłasza popytu. W rezultacie ceny silnie spadają, a cały cykl rozpoczyna się od początku. Silne wahania cen ropy przenoszą się na tempo wzrostu gospodarczego i inflację, potęgując ich zmienność.

Natomiast im wyższa cena, tym szybciej podaż zrównoważy się z popytem. Wynika to ze zróżnicowania jednostkowego kosztu wydobycia pomiędzy krajami i rodzajami złóż. Najniższy jest on w krajach Bliskiego Wschodu (średnio około 20-30 USD za baryłkę), następne w kolejności jest wydobycie z platform wydobywczych (średnio około 40 USD), konwencjonalnych złóż lądowych (średnio około 50-60 USD za baryłkę), a najwyższy z różnego rodzaju alternatywnych źródeł wydobycia (nawet powyżej 60 USD). Amerykańska ropa z łupków jest droga w wydobyciu, ale jej produkcja szybko reaguje na zmiany cen — rośnie, gdy ceny rosną, a spada, gdy ceny spadają. Koszt wydobycia ropy z Bliskiego Wschodu jest niski, ale produkcja w tych krajach dostosowuje się słabiej i nie zawsze reaguje na zmiany cen zgodnie z prawem podaży. Celem tych krajów jest w większym stopniu utrzymanie stałego poziomu przychodów z ropy, a nie zawsze ich maksymalizacja (np. Rosja po kryzysie 2008/09 zwiększała wydobycie ropy w celu zrekompensowania niższych cen). Kwestię tę zauważono już w latach 80. poprzedniego wieku. Obecna cena sprawia, że na masową skalę opłacalne staje się wydobycie amerykańskich łupków. Z jednej strony celem OPEC jest jak najwyższa cena, by maksymalizować zysk, ale z drugiej strony kartel musi dbać również o to, by nie stymulować zagranicznego wydobycia ropy oraz aby nie zdusić światowego wzrostu. Stąd też wynika zapewne powściągliwość w działaniach windujących cenę ropy przez OPEC, co ogranicza ryzyko zalewu światowych rynków amerykańską ropą łupkową.

Nowa rola

Można się zastanowić, kto traci, a kto zyskuje na częściej i silniej zmieniających się cenach ropy. Wpływ wzrostu cen ropy na gospodarki krajów rozwiniętych nie jest już aż tak negatywny, jak kiedyś, ale też nie jest już aż tak korzystny dla krajów eksporterów. Od lat 70. XX wieku, kiedy podwyżki cen ropy zatrzęsły Zachodem, minęło już trochę czasu. Zachód częściowo uniezależnił się od tego surowca. Dość powiedzieć, że w porównaniu do 1970 r. udział ropy w globalnej konsumpcji energii pierwotnej spadł z 50 proc. do około 30 proc. obecnie. O ile w transporcie cały czas ropa jest głównym źródłem energii, to urosła jej mocna konkurencja w postaci gazu ziemnego, OZE, a w przyszłości samochodów elektrycznych. Stworzono i wdrożono również mnóstwo rozwiązań technologicznych, pozwalających znacznie efektywniej wykorzystywać ropę naftową. Podwyżki cen ropy, chociaż w dalszym ciągu dotkliwe, nie powodują już takich strat dla gospodarek rozwiniętych, jak kilkadziesiąt lat temu. Wysokie ceny ropy mogą być wręcz korzystne dla światowego wzrostu — umożliwiają rozwój wydobycia ropy z łupków (korzyść dla Stanów Zjednoczonych) czy motywują do tworzenia nowych, efektywniejszych technologii. Można wręcz uznać, że droga ropa jest papierkiem lakmusowym światowej koniunktury — im droższa ropa, tym lepsza sytuacja Chin (największego importera ropy) i tym lepsze perspektywy dla światowego handlu (oczywiście przy założeniu, że ceny nie wzrosły w wyniku ograniczenia podaży tego surowca).

Z kolei w przypadku krajów eksportujących ropę widoczne jest uzależnienie się od wysokich cen surowca. Relatywnie droga ropa i wiążące się z nią wysokie przychody budżetowe umożliwiły znaczne zwiększenie wydatków budżetowych na cele socjalne oraz import zachodnich dóbr konsumpcyjnych. O ile więc koszty wydobycia ropy na Bliskim Wschodzie nadal pozostają relatywnie niskie, to koszty społeczne wydobycia ropy (uwzględniające potrzebę finansowania importu) wymagają o wiele wyższych cen — przykładowo dla Arabii Saudyjskiej w 2016 r., według szacunków MFW, było to około 52 US. Niskie ceny ropy doprowadziły do znaczących deficytów budżetowych (15 proc. w Arabii Saudyjskiej w 2015 r.) i handlowych (8,7 proc. PKB w 2015 r.). Długoterminowo nie jest to do utrzymania dla żadnego z krajów OPEC, nawet Arabii, która zgromadziła ogromne rezerwy. Rozwiązania dla takich krajów są trzy — albo drastycznie zmniejszyć import, narażając się na protesty ludności (przypadek Wenezueli), spróbować uniezależnić swoją gospodarkę od ropy albo po prostu czekać, aż ceny wzrosną.

Zmieniła się również sytuacja geopolityczna — bezpieczeństwo energetyczne Europy i Stanów Zjednoczonych poprawiło się, a Chin pogorszyło. Od lat 60. ropa płynęła na Zachód, a pieniądze na Wschód, co zwiększało deficyty handlowe krajów rozwiniętych. W ostatnich latach Zachód stał się bardziej samowystarczalny pod względem energetycznym (w czym oczywiście duża zasługa rewolucji łupkowej w Stanach Zjednoczonych). Nie potrzeba już było kupować surowców energetycznych na taką skalę, w efekcie czego polepszyły się bilanse handlowe w krajach rozwiniętych. Ropa przestała więc płynąć z Bliskiego Wschodu do Europy i Stanów Zjednoczonych, a zaczęła do Chin. Wraz z rozwojem gospodarki chińskiej zaczęła ona potrzebować gigantycznych ilości energii, co przy braku odpowiednich zasobów krajowych oznaczało uzależnienie się od zewnętrznych źródeł energii. W tym kontekście strategia Nowego Jedwabnego Szlaku nabiera jeszcze więcej sensu — Chiny próbują uzależnić od siebie kraje, od których same importują ropę, by móc zapewnić sobie bezpieczeństwo energetyczne.

Kraje OPEC nadal są w stanie stabilizować rynek ropy w wypadku krótkotrwałych szoków, takich jak kryzys finansowy w latach 2008/09 czy Arabska Wiosna, która zmniejszyła wydobycie niektórych krajów OPEC. Nie są jednak w stanie wpływać na strukturalne trendy, takie jak presja na efektywność energetyczną i rozwój samochodów elektrycznych. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Pastor, ekonomista SpotData

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Surowce / Kto traci, a kto zyskuje na drogiej ropie