"Kto wpadł wam w ręce, niech ginie!" - niemiecki korpus płynie do Chin

opublikowano: 27-07-2016, 13:41

Polityka kolonializmu prowadzona przez imperia w XIX wieku, przybrała skrajnie patologiczne formy w kilku punktach świata. Jednym z nich były Chiny, w których rabunkowa polityka obcych państw doprowadziła do powstania ludowego.

Chiny w II połowie XIX wieku były państwem niewątpliwie chorym. Większość ludności utrzymywała się z rolnictwa, rozrośnięta machina biurokratyczna nie usprawniała wcale zarządzania państwem, a traktaty handlowe zawarte z Europejczykami, Amerykanami i Japończykami dawały im niesprawiedliwe przywileje. Do tego dochodziła agresywna, nierzadko połączona z przemocą, akcja misjonarzy (głównie niemieckich) i prawo wyłączania ochrzczonych Chińczyków spod krajowej jurysdykcji. 

Seria klęsk żywiołowych, która nawiedziła Chiny w ostatnich latach XIX wieku interpretowana była jako efekt zaburzenia równowagi w świecie. Chaos miał być dziełem Europejczyków. 

W 1899 r. wybuchło, początkowo lokalne, Powstanie bokserów - członków konserwatywnego, tajnego stowarzyszenia, ćwiczących się w sportach walki. Gromadzili się oni w okolicach Pekinu, a ujawnili w czerwcu 1900 roku. Rebelia była ogniskowa, nie zajęła od razu całego miasta, dlatego możliwe było zabicie posła niemieckiego, który 20 czerwca 1900 r. udawał się do władz chińskich z protestem w sprawie buntu. 

Ponieważ już wcześniej oddziały bokserskie włączono do cesarskiej armii ze statusem milicji, odpowiedź Europejczyków była do przewidzenia. 

Uprzedzając fakty, już 21 czerwca dwór cesarski wypowiedział oficjalnie wojnę wszystkim ośmiu mocarstwom (tj. Niemcom, Japonii, Rosji, Wielkiej Brytanii, Stanom Zjednoczonym, Francji, Włochom i Austro-Węgrom). Wojska chińskie otrzymały rozkaz wymordowania wszystkich cudzoziemców, Rozpoczęło się oblężenie pekińskej dzielnicy poselskiej, w której schronili się kupcy, dyplomaci i 450 żołnierzy. W Katedrze Północnej znalazło schronienie 3 tysiące chrześcijan, bronieni przez zaledwie 43 wojskowych, przetrwali 8 tygodni oblężenia aż do nadejścia odsieczy.

Żegnając 27 lipca w Bremerhaven tysiące żołnierzy udających się na Daleki Wschód, cesarz Wilhelm II powiedział: 

Tępić bez pardonu, nie brać jeńców, kto wpadł wam w ręce, niech ginie. Podobnie jak tysiąc lat temu Hunowie zdobyli sławę pod przywództwem swojego króla Attyli, co w dużym stopniu pojawia się jeszcze dziś w przekazach i w legendach, tak niech zapisze się dzięki wam na tysiące lat w Chinach imię Niemców w taki sposób, żeby nigdy żaden Chińczyk nie odważył się chociażby krzywo spojrzeć na Niemca.

Słowa te wyraźnie łamały prawo międzynarodowe, a dokładnie II Konwencję haską, która zabrania oświadczania o nie darowaniu życia. Przez lata obrońcy dobrego imienia cesarza bronili się, że co prawda dokument był uchwalony przez niemiecki parlament, ale w momencie wygłoszenia mowy jeszcze nie był ratyfikowany.

Słowa władcy nie spotkały się z głośnym echem na kontynencie, był wszak członkiem koalicji. Zostały jednak zapamiętane i wykorzystane, kiedy kilkanaście lat później podczas I wojny światowej mianem Hunów - barbarzyńskich wojowników - określali Brytyjczycy swego przeciwnika. 

Powstanie bokserów zostało praktycznie zakończone wraz ze zdobyciem Pekinu - 14 sierpnia. Wojska ekspedycyjne splądrowały Zakazane Miasto, jak również wiele zabytkowych świątyń po drodze do stolicy. Traktat pokojowy podpisany we wrześniu 1901 r. zachowywał dawne władze, ale nakładał na nie olbrzymie kontrybucje i powiększał jeszcze przywileje mocarstw. 

Chiny były zrujnowane, a naród upokorzony. Działacze polityczni zdali sobie sprawę z bezsilności władzy cesarskiej i w ciągu kolejnych lat powstawać zaczęły ugrupowania zmierzające do wprowadzenia republiki w Państwie Środka. 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Dobrowolski

Polecane