Ktoś mocno przesadził na zamknięciu sesji

Artur Szymański
opublikowano: 15-03-2007, 00:00

Nie spodziewaliśmy się, że tak szybko spełnią się nasze prognozy o sesji cudów występujących zazwyczaj w tygodniu wygasania serii kontraktów terminowych. Już w środowym wydaniu zapowiadaliśmy, że wydarzenia na rynku mogą być niezrozumiałe dla przeciętnego zjadacza chleba. Ale wydarzenia z wczorajszego fixingu to już gruba przesada.

Ostatnie minuty sesji pokazały, jak łatwo jest sterować głównymi indeksami. Tuż przed końcem WIG20 tracił prawie 1 proc. W ostatnich sekundach poszły jednak zlecenia na akcje największych spółek po kursach znacząco wyższych, co spowodowało skok wartości WIG20 o blisko 50 pkt (patrz góra — „spółki ciągnięte za uszy”). Komisja Nadzoru Finansowego, która wyjaśnia sprawę (więcej na str. 10), twierdzi, że to efekt jednego zlecenia koszykowego od zagranicznego funduszu (sprzedaż BPH, kupno polskich spółek z liczonego przez wiedeńską giełdę indeksu CECE).

To zlecenie wypaczyło kompletnie obraz rynku. Wartość indeksów (poza MIDWIG) nie odzwierciedla nastrojów inwestorów. A jakie one są — wystarczy spojrzeć na wczorajsze zmiany zagranicznych indeksów, od których w ostatnich dwóch tygodniach GPW była całkowicie zależna. Widać to było zresztą przez większą część wczorajszej sesji. A ta zaczęła się bardzo źle. WIG20 startował na 3,14-procentowym minusie. W miarę upływu czasu inwestorzy odrabiali straty, ale takich fajerwerków na zamknięciu nikt się chyba nie spodziewał. Poza tymi, którzy je odpalili.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Artur Szymański

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy