Kubica kusi, ale nie wygrywa

Karol Jedliński
11-02-2010, 00:00

Szef Renault zachęca

Szef Renault zachęca

polskie firmy do

sponsorowania F1. A te są

ostrożne. Bo Polacy

przestali oglądać wyścigi.

Gerard Lopez, nowy właściciel zespołu Formuły 1 Renault, w którego barwach jeździ Robert Kubica, ma nie lada zgryz. Przejął zespół, którego roczny budżet oscyluje wokół 215 mln EUR. Lopez, rekin finansjery, znany z tego że jako jeden z pierwszych inwestorów docenił potencjał Skype, szuka pieniędzy, gdzie się da.

— Zajmujemy się również polskim rynkiem, bo nie został on jeszcze dostatecznie odkryty. Prowadzimy rozmowy z trzema polskimi firmami — ujawnił wczoraj.

Kogo kusi? Nie wiadomo.

To nie my

Pierwszy typ jest oczywisty.

— Nie, to nie my — zaprzeczają jednak przedstawiciele Orlenu.

Podobnie mówią m.in. przedstawiciele TP, PZU, Kulczyk Holding czy PKO BP. Wyłożyć trzeba przynajmniej kilka milionów euro za sezon.

— O ile coś uda się wynegocjować, to zapewne będzie to status pomniejszego sponsora z ekspozycją brandu np. gdzieś na lusterkach bolidu. Zainteresowane mogą być firmy planujące ekspansję zagraniczną — uważa Grzegorz Możdżyński, który kilka lat temu wprowadził do Polski magazyn "F1 Racing".

— Zawody Formuły 1 stwarzają możliwość dotarcia z przekazami reklamowymi do dość ograniczonej grupy docelowej, głównie mężczyzn. Nadają się więc do promocji ograniczonej i dość specyficznej grupy produktów. Spośród produktów spożywczych najlepiej pasowałyby do Formuły 1 napoje energetyczne lub przekąski — uważa Andrzej Gantner, dyrektor Polskiej Federacji Producentów Żywności.

W zeszłym roku na torze wyścigowym rządził kryzys. Wycofało się kilku dużych sponsorów: Toyota i BMW doszły do wniosku, że korzyści wizerunkowe niedostatecznie przekładają się na sprzedaż.

— Łączna widownia wyścigów to kilka miliardów ludzi na sezon, każdy wyścig na żywo ogląda ponad 140 mln osób — zwykł kusić Bernie Ecclestone, szef F1.

Hamulec w TV

Jeszcze w zeszłym sezonie obowiązywał prosty przelicznik: trzy sekundy ekspozycji marki warte było 160 USD. Teraz, gdy świat odczuł spowolnienie gospodarcze i kupuje mniej, te stawki, według wyliczeń brytyjskich marketerów, poszły w górę o 10-30 proc. w zależności od produktu i ekipy, którą się sponsoruje.

— Marki uwielbiają emocje — podkreślali na każdym kroku sponsorzy zespołu Roberta Kubicy.

Tyle, że po tym, jak zmienił zespół, Intel czy np. Certina nie kwapią się do większych inwestycji w kierowcę z Polski. Bo w zeszłym roku emocji w przypadku Kubicy na torze było jak na lekarstwo. Efekt? Gdy do pierwszego wyścigu Kubica ruszał z piątego pola, obejrzało go ponad 2,5 mln widzów, a awarię hamulców na 30. okrążeniu szóstego wyścigu sezonu w Monako śledziło już tylko 1,8 mln widzów.

Oznaczało to spadek wartości ekspozycji marek przez zespół BMW Sauber o 65 proc. z 1,72 mln zł do 0,6 mln zł. A przecież gdy w 2008 r. Kubica walczył o zwycięstwo w Bahrajnie, obejrzało go 4 mln Polaków i wartość ekspozycji marek przekroczyła 2,5 mln zł. W tym sezonie Renault nie obiecuje zwycięstw.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Kubica kusi, ale nie wygrywa