Kubica siódmy w GP Japonii, Hamilton o krok od mistrzostwa

DI, PAP
opublikowano: 30-09-2007, 10:26

Lider klasyfikacji mistrzostw świata Formuły 1, Brytyjczyk Lewis Hamilton odniósł czwarte zwycięstwo w sezonie, wygrywając w  niedzielę wyścig o Grand Prix Japonii. Siódme miejsce na torze Fuji Speedway zajął Robert Kubica z BMW-Sauber.

Hamilton, w pierwszym sezonie w tej prestiżowej rywalizacji, jest o krok od zdobycia tytułu mistrza świata, bowiem prowadzi w klasyfikacji kierowców z dorobkiem 107 punktów. GP Japonii nie ukończył jego najgroźniejszy rywal i partner z zespołu - Hiszpan Fernando Alonso, który na dwa starty przed końcem traci 12 pkt.

W walce o tytuł liczy się jeszcze Fin Kimi Raikkonen z Ferrari, ale jego szanse są minimalne, bowiem do Hamiltona traci 17 punktów. Może jednak być wicemistrzem świata, bo różnica jaka dzieli go do Alonso to zaledwie pięć punktów.

W niedzielę, w wyścigu rozgrywanym przy padającym deszczu i gęstej mgle, Raikkonen zajął trzecie miejsce. Na ostatnich kilkunastu okrążeniach próbował wyprzedzić drugiego w stawce rodaka Heikki Kovalainena z Renault, ale bezskutecznie. Czwarty był Szkot David Coulthard z Red Bull-Ferrari.

Kubica rozpoczął finałowe okrążenie na szóstej pozycji, po tym jak na linii start-meta awaria skrzyni biegów zmusiła do wycofania się z rywalizacji jego kolegę z zespołu - Niemca Nicka Heidfelda. Tuż za Polakiem znajdował się wówczas Brazylijczyk Felipe Massa z Ferrari.

Na ostatnich wirażach i najdłuższej w cyklu GP prostej startowej obaj kierowcy stoczyli niebezpieczną walkę na mokrym torze o szóstą pozycję, kilkakrotnie wyprzedzając się nawzajem. W trakcie tych manewrów obaj zjeżdżali na chwilę na pobocze, wypychani przez rywala, ale lepiej w tej wojnie nerwów wypadł Massa, który minimalnie wyprzedził Polaka na mecie.

GP Japonii odbywała się w bardzo niekorzystnych warunkach, bowiem w wyniku obfitych opadów deszczu na torze przez cały czas znajdowała się warstwa wody. W dodatku rywalizacji towarzyszyła mgła. W tej sytuacji organizatorzy zrezygnowali z tradycyjnego startu, podczas którego mogłoby dojść do groźnych kraks.

Kierowcy ruszyli więc na tor za "samochodem bezpieczeństwa" i podążali za nim przez pierwszych 19 okrążeń, zanim na dobre rozpoczęła się rywalizacja. Po lotnym starcie Hamilton i Alonso odskoczyli rywalom, a tylko Austriak Alexander Wurz znalazł się na poboczu po tym, jak wpadł w poślizg, a po drodze uszkadzając przednie skrzydło Massy.

Zresztą Brazylijczyk miał w niedzielę sporego pecha. Po rozpoczęciu wyścigu za "samochodem bezpieczeństwa" musiał zjechać do boksu już na drugim okrążeniu, bowiem jego team zaryzykował zastosowanie ogumienia przejściowego (na nawierzchnię częściowo mokrą). Massa, który miał wcześniej problemy z utrzymaniem właściwego toru jazdy, musiał więc zmienić opony na przystosowane do jazdy w deszczu.

Rundę później to samo zrobił jego partner z ekipy, Raikkonen. W wyniku błędnej taktyki bolidy Ferrari znalazły się na końcu stawki. Na domiar złego Massa został ukarany przymusowym przejazdem przez linię serwisową za wyprzedzanie kierowców podczas neutralizacji i zrobił to na 21. okrążeniu.

Natomiast Kubica spadł na dziesiątą pozycję, wyprzedzony przez kierowców Renault - Włocha Giancarlo Fisichellę i Kovalainena. Odrobił jednak tę stratę, a nawet dogonił Hamiltona, który po wizycie w boksie był trzeci w stawce.

Na 34. rundzie Brytyjczyk zbyt szeroko wchodził w jeden z wiraży, co wykorzystał Kubica, jednak gdy zrównywał się z rywalem doszło do kontaktu bolidów, w wyniku którego obaj na chwilę znaleźli się na poboczu, ale wrócili do rywalizacji.

Chwilę później Polak, po kolejnym ataku, wyprzedził Hamiltona i zajmując trzecią pozycję zaczął mu uciekać, zanim na 36. okrążeniu zjechał do boksu, by uzupełnić zapas paliwa. Wrócił na 13. miejscu i znów musiał odrabiać stratę.

Dość kontrowersyjną decyzję podjęło jury sędziowskie, które uznało atak Kubicy - przy którym obaj znaleźli się na chwilę na poboczu - za nieprzepisowy i upomnieli Polaka karnym przejazdem przez linię serwisową, przez co spadł na dalszą pozycję.

Ponownie udało mu się jednak odrobić straty i wyszedł na siódme miejsce, na siedem rund przed metą. Po trzeciej w wyścigu wizycie w boksie tuż za jego plecami pojawił się Massa, który wyprzedził go na ostatnich metrach.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: DI, PAP

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy