Kult zwycięstwa to porażka

Karol Jedliński
opublikowano: 23-05-2011, 00:00

Marshall Goldsmith radzi menedżerom: zamknij się, zanim zrujnujesz firmę.

Guru zarządzania każe szefom firm płacić po 20 USD za każde zakazane słowo

Marshall Goldsmith radzi menedżerom: zamknij się, zanim zrujnujesz firmę.

Już prawie 350 tys. USD na cele dobroczynne zebrał Marshall Goldsmith. Jak? Przy okazji pracy. Każdy indywidualny trening z guru, którego książki sprzedały się w ponad milionowym nakładzie i który rocznie na konsultingu oraz coachingu zarabia 2 mln USD rocznie, zwykle zaczyna się tym samym. Amerykanin, do którego ustawiają się kolejki najważniejszych prezesów tego świata, na początek proponuje niewinną z pozoru zabawę. Jej efekty finansowe trafiają na konto organizacji charytatywnej.

— Jeśli zaczniesz zdanie od słów "ale", "jednak" czy "nie", to płacisz mi 20 USD za każde użycie zakazanego słowa. Aż do skutku — mówi profesor z Kalifornii.

Jeśli ktoś na początek współpracy nie zawrze takiego ustnego kontraktu, niech wie, że będzie musiał poszukać sobie innego trenera. Mowa tu o człowieku, który za roczny trening dla wybranej ósemki menedżerów kasuje nawet 250 tys. USD. Z jednym zastrzeżeniem: gdybyś po lekcjach zarządzania z Marshallem Goldsmithem czuł, że nic ci nie dały, on zwraca pieniądze bez gadania. I co? Choć ten 62-letni wyznawca buddyzmu zwykle ubiera się w zielone polo, szare spodnie i mokasyny (nawet zimą paraduje tylko w koszulce), to nie jest to efekt jego pustej kasy. 90 proc. jego podopiecznych, zwykle szefów największych firm na świecie, płaci z poczuciem, że było warto.

Dlaczego tak rygorystycznie Marshall Goldsmith pilnuje słów zakazanych?

— To negatywne kwalifikatory, tak je nazywam. Niby niewinne i używane powszechnie, ale w firmie z ust szefa mają zabójczą moc. "Ale" czy "jednak" w sekrecie mówią każdemu "Ja mam rację. Ty się mylisz". Gdy więc wiceprezes przychodzi z ciekawym pomysłem i ty mówisz "tak, ale zróbmy to może tak i tak", to może dodajesz temu pomysłowi 5 proc. ważności, ale menedżerowi odejmujesz ze 30 proc. zaangażowania, bo przecież to już nie tylko jego pomysł — przekonuje profesor.

I nawołuje: prezesi, odpuście sobie triumfy.

— Współcześni szefowie firm owładnięci są manią wygrywania. Tylko że często wygrana to początek twojej porażki — prowokuje profesor i podpiera się przykładem.

Dziś wieczorem chcesz iść do restauracji X, ale twoja żona upiera się, że Y jest lepsza. Idziecie więc do Y, a tam podłe jedzenie, kiepska obsługa i do tego klimatyzacja siadła. Masz dwa wyjścia. Pierwsze: ponarzekać na niedogodności i stwierdzić, że gdyby żona posłuchała ciebie, byłoby lepiej. Drugie: nic nie gadać, coś zjeść, może będzie miło.

— 75 proc. ludzi, z którymi się spotykam, będzie gadać. A tu trzeba się zamknąć, bo nie warto psuć atmosfery w związku czy w firmie tylko dlatego, by powiedzieć: to ja miałem rację —przekonuje guru zarządzania.

Jedną z integralnych części jego koncepcji zmian w zarządzaniu, jest tzw. ocena 360 stopni, dziś znana na całym świecie.

— Przez lata została przemielona i strywializowana. Jej sedno to założenie, że problemem firmy zapewne nie jest kryzys, kiepski produkt czy leniwi podwładni. Podwaliną problemów jesteś ty, prezesie. Kiedy ty myślisz, że twoi ludzie mają cię za Boga, oni myślą, że zachowujesz się jak dupek, który myśli, że jest Bogiem — kwituje guru zarządzania.

Przy czym Marshall Goldsmith ma też wiele do powiedzenia tym, którzy są akurat na fali wznoszącej. Jego najnowsza książka rozprawia się z czymś, co nazwał "Mojo". Mojo to moment, kiedy wszystko ci się udaje, podejmujesz właściwe decyzje, czujesz, że jesteś świetny i świat to widzi. Guru instruuje, jak wejść w stan nirwany. Zasada pierwsza: żadnych "ale".

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu