Kurs wymądrzania się w galeriach

opublikowano: 27-02-2018, 22:00

W pięć lat aukcyjny obrót dziełami Sosnowskiego wzrósł 45 razy, dlatego pora na sakramentalne pytanie: czy nie namalowałby ich pięciolatek?

Płynne, wielowątkowe mądrowanie o inwestycjach w sztukę potrafi na dobre przycichnąć dopiero w zetknięciu z twardymi przeciwnikami — monochromami. Płaskie płótna, równomiernie zamalowane jedną i tą samą farbą, tylko milcząco czekają, aż śmiały zawodnik oświeci zgromadzone w galerii masy, podając w wątpliwość cenę 15,5 mln USD. Taką poprzeczkę jednolitym obrazom ustanowiło w 2008 r. nieprzedstawiające absolutnie niczego dzieło Yvesa Kleina, wylicytowane w nowojorskim Sotheby’s, gdzie nawracające uwagi wyraźnie nie dotarły. Zepsucie, wedle tych obserwacji, zakorzenić musiałoby się również nad Wisłą, bo zestaw czterech krajowych monochromów licytowany będzie w Desie Unicum od 120 tys. zł. Wszystkie kolorowe płótna podpisał Kajetan Sosnowski, datując je na 1971 r. — ten sam, którego rynek pęcznieje nieprzerwanie do takiej skali, że aukcyjny obrót wzrósł 45-krotnie w zaledwie 5 lat.

KOLORY SEZONU: 1 marca na aukcję trafi ściąga z wiosennych kolorów — komplet czterech kompozycji polimerowych Kajetana Sosnowskiego ma estymację 170-200 tys. zł.
Wyświetl galerię [1/2]

KOLORY SEZONU: 1 marca na aukcję trafi ściąga z wiosennych kolorów — komplet czterech kompozycji polimerowych Kajetana Sosnowskiego ma estymację 170-200 tys. zł. Fot. Marcin Koniak

Znając już okres powstania jednobarwnych prac, można zmierzyć się w starciu z niedowiarkiem, ripostując z opóźnieniem, że pięciolatek przede wszystkim musiałby przyjść kilkadziesiąt lat wcześniej na świat. Samo wyzbycie się z obrazów jakichkolwiek figuralnych elementów nie byłoby przełomem obecnie, a na świecie nawet w latach 70., ale początki oszczędnego malarstwa Sosnowskiego trzeba osadzić przecież w czasach, w których dosłowność socrealizmu dławiła niemal wszystko, co nie służyło podręcznikowym wartościom. Monochrom trudno byłoby wpleść w wątek sławiący sojusz robotniczo-chłopski, co jednak nie oznacza, że powstał w tej formie bez przyczyny, z czystego kaprysu słabo natchnionego artysty. Gdyby powyższa metoda bujania w obłokach stanowiła jeden biegun artystowskiej sfery, Kajetan Sosnowski rozkładałby sztalugi na najdalszym skraju drugiego — działanie przypadkowe i logicznie nieuzasadnione byłoby nie do przyjęcia, dlatego nawet dobór koloru musiał się zasadzać na jakimś poważnym fundamencie naukowym. Konstruował na przykład prace w kształcie ołtarzowych nastaw, tyle że zamiast maryjnych przedstawień składały się na nie płaszczyzny całkowicie jednobarwne, co pozwoliło przeprowadzić badania optyczne przy różnych długościach widzialnego światła.

Dla inwestorów prędzej wagarujących na fizyce niż chemiipowstały natomiast obrazy pokryte chlorkiem kobaltu, czyli związkiem wchłaniającym wilgoć i zmieniającym kolor w zależności od liczby cząsteczek wody — na sucho był niebieski, w parniejszych warunkach różowy, aż do odcieni intensywnie czerwonych. Jeden z „obrazów chemicznych” wylicytowano w grudniu do 110 tys. zł, chociaż na rozwijającym się rynku surowych prac malarza rekord wyznaczyło 60 tys. droższe dzieło malowane malachitowym barwnikiem na kwadracie lnu. Mądrowanie w obliczu któregokolwiek z podobnych obrazów nie jest wobec tego łatwe, chociaż monochromy Sosnowskiego i tak są dla ścisłych umysłów łaskawsze niż przykładowe niebieskie arcydzieła wspomnianego Kleina, wyceniane nawet w dziesiątkach milionów dolarów. Wart 15,5 mln USD (52,4 mln zł) obiekt zatytułowany „IKB 1” to czysty pigment z syntetyczną żywicą rozsmarowany na płycie — IKB to jednak nie byle jaki symbol farby, tylko Międzynarodowy Błękit Kleina, czyli odcień bliski ultramarynie, który malarz zarejestrował jako własny kolor. W przeciwieństwie do pilnego, skupionego Sosnowskiego, Klein odrywał się od lekcji — podczas jednej z okazji na oczach wieczorowo wystrojonej publiczności rozsmarowywał swój niebieski pigment na nagich modelkach, a te przy dźwiękach autorskiej monotonnej symfonii turlały się po płótnach, tworząc dzieła. Tak natomiast, jak z tłumaczeniem tych wizji upora się umysł bezwstydnie humanistyczny, tak żaden nie wytłumaczy dzisiejszemu inwestorowi biznesu, w którym Klein sprzedawał chętnym pustą przestrzeń, oczekując w zamian zapłaty w czystym złocie. Handel próżnią w sam raz do wymądrzenia się o dziele — jako metafora pustosłowia, niestety.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Kurs wymądrzania się w galeriach