Kwiecień: miała być "change", a jest recydywa

Łukasz Kwiecień
03-03-2010, 11:05

I znowu będę się czepiał Amerykanów. No bo przecież miała być „change”. Tymczasem zamiast zmiany jest recydywa: starych nawyków i modelu kredytowanej mega-konsumpcji.

Zamiast korygować patologie, które doprowadziły w ostatnich latach na grząskie pobocze, Amerykanie zachowują się tak, jakby chcieli za wszelką cenę wrócić w stare koleiny. A więc np. do niemożliwego do utrzymania na dłuższą metę naiwnego modelu USA jako wiecznego konsumenta, oszczędzającego mało lub nic, żyjącego na kredyt udzielany przez chińskich i arabskich producentów - eksporterów.

Taką samobójczą tęsknotę za patologicznymi mechanizmami widzę w niektórych komentarzach amerykańskich analityków. Ostatnio – przy okazji publikacji niesłusznie lekceważonych na rynku statystyk dochodów, wydatków i oszczędności Amerykanów.  Ale cóż się dziwić – przykład idzie z góry – wszak sam rząd Obamy sprowadził na razie szumne slogany o reformie państwa do dodruku pieniądza i zwiększania zadłużania. Deklarując leczenie choroby, Amerykanie na razie sięgali po te same środki, które wcześniej w ową chorobę ich wpędziły. To dość ryzykowna terapia.

Jak wynika z danych instytutu Brookings, przez trzy dekady (od początku lat 50-tych do początku lat 80-tych), udział wydatków umownej „konsumpcji” w amerykańskim PKB był stabilny i sięgał nieco ponad 60 procent. „Konsumpcyjna orgia” (określenie Williama Galstona z Brookings) to kwestia ostatnich dwudziestu paru lat. Wtedy udział tych wydatków w PKB wzrósł właśnie do często przywoływanych 70 procent. Towarzyszył temu spektakularny wzrost zadłużenia gospodarstw domowych w USA. Od połowy lat 60-tych do połowy 80-tych było ono stabilne, sięgając 44-50 procent PKB (analogia do konsumpcji!). Tymczasem w nieco ponad dwadzieścia kolejnych lat – do roku 2008 - zadłużenie owo podwoiło się i rosło dalej…

To, iż amerykańska konsumpcja dostała dodatkowych skrzydeł było zapewne w dużej mierze pochodną efektu papierowego bogactwa (wzrost cen aktywów finansowych – np. akcji) i „lewarowania” się – refinansowania - na hipotekach (skala tego amerykańskiego hazardu wzrosła z 200 mld USD rocznie w latach 90-tych do ponad biliona w 2006…). Coraz bardziej ryzykowne podejście do własnych finansów widać także w zmniejszeniu stopy oszczędności w USA – w latach 60-, 70 i 80-tych sięgała ona 10 procent, ale od połowy lat 80-tych była na równi pochyłej by spaść do zera w 2005. Kryzys i krach na rynku nieruchomości w latach 2007-2009 oczywiście zdemolowały cały ten oparty o coraz słabsze fundamenty model. I wymuszą wzrost stopy oszczędności. Co będzie zapewne bolesne. Ale co jest konieczne, jeśli ktoś poważnie myśli o powrocie trwale lepszych czasów dla amerykańskiej gospodarki.

 Na razie jednak niepokoić mogą tęsknoty za prostym modelem, w którym Amerykanin kupuje to, co Azjata wyprodukuje. Ale ponieważ nie ma za co kupić, to pieniądze pożycza również od tegoż Azjaty. No i w efekcie, zamiast potrzebnych zmian, mamy ryzyko utrwalania globalnej patologii – nierównowagi, która prędzej czy później musi doprowadzić do kolejnych gwałtownych wydarzeń. Co oczywiście guzik by mnie może obchodziło, gdyby nie to, że gdzieś w kąciku tej globalnej szalupy - bujanej przez USA, Chiny, Japonię i inne monstra – jesteśmy przecież i my… 

Gapię się na figury zawodowo, prywatnie i chyba już nawet nałogowo od wielu lat. Przed laty irytowało mnie kompletne ignorowanie przez analityków amerykańskich takich wielkości jak np. deficyt budżetowy, dług publiczny, deficyt handlowy czy zadłużenie konsumentów indywidualnych. Pytania o te pojęcia zbywane były przez „tamtą” stronę aroganckim stwierdzeniami, iż „Amerykanie od zawsze śpią z kartą kredytową pod poduszką” albo „im większy deficyt budżetowy, tym lepiej dla firm”. Niestety, odnoszę wrażenie, że kryzys – przynajmniej na razie – tej ryzykownej amerykańskiej mentalności nie zmienił. 

Łukasz Kwiecień
Analityk. Felieton wyraża wyłącznie jego prywatne poglądy.     


 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Łukasz Kwiecień

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Kwiecień: miała być "change", a jest recydywa