La Boheme: słabość tkwi w szczegółach

Julia Kafka
19-10-2001, 00:00

Największym atutem warszawskiej La Boheme jest lokalizacja w jednym z najbardziej prestiżowych miejsc stolicy oraz gustowne, kameralne wnętrza. Problem jednak w tym, że jak na restaurację aspirującą do tytułu najlepszych w mieście to za mało.

Stołeczną restaurację La Boheme przygarnął Teatr Wielki. Dwupoziomowy lokal — zagospodarowano także piwnicę — należy do najbardziej gustownych w stolicy. Parter jest jasny i pastelowy z wydzieloną częścią kawiarnianą, na dole królują zaś dwa kolory: ciemne brązy mebli oraz ciemnoczerwone obicia. La Boheme gwarantuje sporo intymnej atmosfery, możliwość prowadzenia nieskrępowanych rozmów, szczególnie w zakamarkach piwnicy. Docenili to na przykład szefowie Banku Handlowego i BRE Banku, którzy omawiali tam szczegóły planowanej fuzji. Niezła rekomendacja, prawda?

Restauratorzy La Boheme umiejętnie wykorzystali także urok sąsiedniego placu. Stworzony przez nich ogródek nie ma sobie równych i należy do najczęściej odwiedzanych przez wielu znakomitych gości.

Gorzej jest natomiast z jakością obsługi oraz kuchnią. Kelnerzy nie przejawiają zbytniego zaangażowania. Próby uzupełniania napojów czy dań trwają zbyt długo. Nie interesują ich też indywidualne upodobania klienta, a z rekomendacjami dań bywa różnie. Zresztą kuchnia dość długo celebruje wydawanie posiłków, więc La Boheme nie jest restauracją dla tych, którzy się spieszą.

W karcie nie brakuje pozycji kuszących. Problem jednak w tym, że kucharzowi dość często zdarzają się drobne wpadki, które po kilku wizytach w tym lokalu wyczerpują — przynajmniej w moim przypadku — pokłady wyrozumiałości. I tak sola z grzybami, nie jest najlepszym zestawieniem. Z zup na pochwałę mogłaby zasługiwać borowikowa z łazankami, gdyby nie te niedogotowane łazanki. Polecam za to sałaty, a wśród nich na szczególną uwagę zasługuje ta z plastrami wędzonej kaczki z orzeszkami pini. Obok bardzo smacznego łososia z grilla podawanego z mozzarelą, na talerzu pojawiły się dziwne rożki, chyba ze szpinakiem — niejadalne. Niezłe są także filety cielęce zawijane w szynkę parmeńską. Świetnych dań jest więcej, szkoda tylko, że bywają niedopracowane. Tak jak moje kultowe ciastko, czyli tiramisu. Drogo!

Julia kafka

j.kafka@pb.pl

Mariusz Popielski, szef kuchni, poleca medaliony z jelenia na czerwonej kapuście duszonej w porto

Składniki:

200 g combra jelenia, 150 g czerwonej kapusty, po 50 g miodu, czerwonego wytrawnego wina, puree ziemniaczanego, 30 g porto, 4 plastry wędzonego boczku, 3 szt. goździków, sól, pieprz, świeże zioła

Z combra wykroić dwa medaliony, owinąć bekonem, spiąć wykałaczką. Smażyć po 3 min. z każdej strony, wstawić do piekarnika (180 st. C) na 5 min. Kapustę poszatkować, obgotować w osolonej wodzie. Odcedzić, dodać miód, porto, goździki i czerwone wino. Dusić aż do wchłonięcia płynu. Puree ziemniaczane doprawić solą i odrobiną masła.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Julia Kafka

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / La Boheme: słabość tkwi w szczegółach