Łaska inwestorów w rękach rządu

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 03-07-2009, 00:00

Kryzys nad Wisłą jest wyjątkowo łagodny. Ale jeśli nie uporamy się z deficytem, inwestorzy mogą się złościć.

Świat będzie chciał w Polsce robić biznes — przewiduje Bank Światowy

Kryzys nad Wisłą jest wyjątkowo łagodny. Ale jeśli nie uporamy się z deficytem, inwestorzy mogą się złościć.

Polska dostaje kolejną laurkę od poważnej międzynarodowej instytucji. Tym razem dobrą opinię o nas wystawia Bank Światowy (BŚ).

— Polska najlepiej w Europie Środkowej i Wschodniej znosi światowy kryzys. Tutejszy sektor bankowy okazał się znacznie odporniejszy na wirusa niż systemy w wielu krajach — mówi Thomas Laursen, główny ekonomista BŚ na Europę Środkową i kraje bałtyckie.

Nie drażnić lwa

Bank prognozuje, że w 2009 r. nasz PKB wzrośnie o 0,5 proc.

— Polska jest na granicy wzrostu i spadku PKB. Taka sytuacja potrwa jeszcze długo, przynajmniej do końca przyszłego roku — przewiduje Thomas Laursen.

Ale w obecnej sytuacji stagnacja oznacza bardzo dobry wynik. Zdaniem ekonomisty BŚ, inwestorzy coraz wyraźniej dostrzegają różnicę między Polską a innymi krajami. A to może — przynajmniej na jakiś czas — ochronić naszą walutę przed dalszym osłabieniem.

— Sądzę, że złoty będzie się stabilizował. Niedługo jednak najwięcej zależeć będzie od sytuacji fiskalnej w Polsce. Najważniejsze zadanie rządu to przekonać rynki, że poradzi sobie z uszczerbkiem dochodów i rosnącą dziurą w finansach publicznych. Bez tego inwestorzy mogą się niecierpliwić, co znowu wywołałoby presję na osłabienie złotego — twierdzi Thomas Laursen.

Zdaniem ekonomisty, problemy fiskalne są też kluczem do określenia daty przyjęcia euro.

— W tym roku deficyt sektora finansów publicznych sięgnie 5,5-6 proc. Schodzenie z tego poziomu do wymaganych 3 proc. potrwa kilka lat. Rząd musi mieć plan stabilizacji zadłużenia państwa, to będzie dla niego krytyczny test — uważa Thomas Laursen.

Na razie rząd zmaga się głównie z nowelizacją tegorocznego budżetu. Wczoraj Michał Boni, minister w Kancelarii Premiera, ogłosił, że rządowi udało się znaleźć potrzebne 3 mld zł oszczędności w resortach. Najwięcej pieniędzy pochodzi z ograniczenia funduszu alimentacyjnego (1,2 mld zł) i rozwiązania rezerwy solidarności społecznej (1,1 mld zł).

— Dobrze, że zadanie zostało spełnione, ale nikt nie spodziewał się, że tak się nie stanie. W końcu 3 mld zł to zaledwie 1 proc. wydatków. Żeby poznać więcej szczegółów, musimy poczekać na ostateczny kształt nowelizacji na piśmie — komentuje Leszek Kąsek, ekonomista Banku Światowego.

Kapitał zostaje

Nasze problemy są jednak niewielkie w porównaniu z kłopotami całego regionu. Według Thomasa Laursena, najgorsze jest ciągle przed nami.

— Mam jednak nadzieję, że jesteśmy już blisko dna. Niestety, nie należy się spodziewać, że po jego osiągnięciu zobaczymy szybkie odbicie. Odrodzenie będzie bardzo powolne, a ciągle trudno dojrzeć w regionie jakiekolwiek oznaki ożywienia — zaznacza ekonomista BŚ.

Chociaż inwestorzy na świecie, jak twierdzi Thomas Laursen, zaczynają różnicować kraje regionu, to jednak nadal wstrząsy w jednym z nich mogą odbić się na postrzeganiu, a także kondycji polskiej gospodarki. A zagrożeń nie brakuje.

— Sytuacja gospodarcza i finansowa na Łotwie, Litwie, w Estonii, na Węgrzech i w Rumunii jest bardzo trudna. Nie sądzę jednak, że możemy zobaczyć prawdziwe bankructwo któregoś z tych krajów. Potężne instytucje —Unia Europejska, Międzynarodowy Fundusz Walutowy czy BŚ — są żywo zainteresowane, aby zapobiec niewypłacalności tych państw — uważa Thomas Laursen.

3,056

mld zł

Takie oszczędności w resortach znalazł rząd. Część dziury budżetowej została załatana.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu