Łaskun trawi kawę, czyli małe czarne mniam

KAJ
opublikowano: 24-04-2009, 00:00

CO? Kawa kopi luwak ZA ILE? 100 dolarów za filiżankę (słownie: sto dolarów)

 

Natknąć się na kupę to wielkie szczęście…

W Indonezji. Bo tam każdy słyszał o niby-lisie, trochę psie, a po części kocie — czyli o łaskunie muzangu, inaczej zwanym cywetą. I o tym, co kryją jego odchody.

Łaskun grasuje na plantacjach kawy, a z jej ziaren wybranych z efektów trawienia zwierzęcia powstaje najsmaczniejsza (ponoć) i najdroższa (z pewnością) kawa świata. Paradoks? Oczywiście, w końcu w naukowym żargonie łaskun to Paradoxurus hermaphroditus.

Łaskun, kupa, kawa? Z pozoru — niesmaczna sprawa, lecz w filiżance — rozkosz. Mniam. Oprah Winfrey ją uwielbia.

— To najrzadszy napitek świata — twierdzi Mark Muntanos z Santa Monica w Kalifornii, który pierwszy rozpoczął import drogocennych ziaren do USA.

 

Pudełka z napisem "kopi luwak"

elektryzują kawoszy gustujących w małej czarnej, lecz niekoniecznie tej za 4 dolary w Starbucksie. Filiżanka kopi luwak kosztuje kilkanaście razy więcej.

Bo — jak trafnie ujmuje John Cleese (ten od Monty Pythona, a w dodatku honorowy obywatel Pcimia):

— Jej smak jest najpełniejszy z najpełniejszych. Posmak czekolady, karmelu, no i ta gęstość... — rozmarza się komik.

Ale gdy przychodzi do płacenia, pewnie wcale mu nie do śmiechu — kilogram kopi luwak kosztuje 3-4 tys. złotych.

— Połowa wypijanej kawy o tej nazwie to podróbki — ocenia dr Massimo Marcone, kawowy spec.

Wie, co mówi. Kilka miesięcy spędził na Sumatrze i Jawie, badając, dlaczego kopi luwak jest tą "naj". Ale niektóre odpowiedzi są oczywiste. Cóż, prawo popytu rządzi: rocznie udaje się zebrać jedynie parę ton odchodów łaskunów, z których wyłuskuje się — w najlepszym wypadku — jakieś pół tony ziaren. Do tego napój wypromowano w mekce snobów — Kalifornii.

Co jeszcze wybadał dr Marcone?

— Tajemnica tkwi w jelitach Paradoxurus hermaphroditus. Ich działanie zabiera kawie naturalną gorycz i modyfikuje skład białkowy ziaren, czyniąc ze sporządzonego z nich naparu rozkosz dla podniebienia — klaruje naukowiec. Choć dorzuca też łyżkę dziegciu: — Kopi luwak to coś dla wyrobionych smakoszy. Amatorów może zniechęcić jej ziemistość, stęchlizna i powiew wulkanicznej gleby, na której rosną ziarna.

A fe?

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: KAJ

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu