Łatwiej wybić się na młodym rynku

Dorota Gąsowska
28-04-2005, 00:00

Operatorzy nie notują spadku przewozów. Czy Polska jest więc lotniczym eldorado? Upadek Air Polonii dowodzi, że nie dla wszystkich.

Wśród przedstawicieli linii lotniczych, które działają w Polsce, panuje wielki optymizm. Zgodnie mówią, że nasz kraj to smakowity kąsek dla wszystkich przewoźników — i tradycyjnych, i niskokosztowych. Co miesiąc kąsek ten staje się coraz większy.

Jeszcze lepiej

— Polski rynek lotniczy rozwija się bardzo dynamicznie. Jednakże znacząca jest różnica w liczbie przewożonych pasażerów w Polsce i w Europie Zachodniej. W 2004 r. polskie lotniska obsłużyły prawie 9 mln podróżnych, a niemieckie aż 114 mln. Wzrost ruchu lotniczego nad Wisłą do nawet 10 mln pasażerów rocznie stanowi szansę dla wszystkich — mówi Thorsten Bohg, dyrektor generalny Lufthansy na Polskę.

To przede wszystkim wstąpienie do UE i otwarcie polskiego nieba sprawiły, że latanie w naszym kraju przestało być luksusem dostępnym dla niewielu. Niewątpliwie latać Polaków nauczyły tanie linie.

— Potencjał polskiego rynku potwierdzają statystyki sprzedaży biletów. Podobnie jest w pozostałych nowych państwach członkowskich UE, jednakże Polska jest potencjalnie największym rynkiem w tej części Europy. Wrocław-Londyn to jedna z najszybciej rozwijających się tras w naszej siatce połączeń. Dlatego wciąż prowadzimy rozmowy z tutejszymi portami lotniczymi — mówi Tomasz Kulakowski, odpowiedzialny za sprzedaż i marketing Ryanair w Europie Środkowej.

Tani przeciw tanim

W grudniu 2004 r. zaczęły latać drugie, po upadłej Air Polonii, polskie tanie linie lotnicze Centralwings. Linię typu low cost stworzyły PLL LOT. Obecnie Centralwings działa w porozumieniu z niemieckimi liniami — Germanwings.

— Dotychczas przewieźliśmy ponad 100 tys. osób. Uruchomiliśmy zupełnie nowe połączenia, np. z Lizboną. Od spółki LOT Charters przejęliśmy obsługę czarterów i przekształciliśmy kilka połączeń czarterowych w rozkładowe, np. do Katanii czy na Maltę — nie bez zadowolenia wylicza Piotr Kociołek, prezes Centralwings.

Przedstawiciele LOT twierdzą, że przewoźnicy niskokosztowi nie są zagrożeniem dla tradycyjnych, a odpowiedzią firmy na rynkowe przemiany było stworzenie własnej linii typu low cost.

— To prawda, że tanie linie odnotowują w naszym kraju wyższe przewozy niż w Europie Zachodniej, ale sądzę, że to sytuacja przejściowa. Poza tym naszymi głównymi konkurentami pozostają tradycyjne linie, a nie niskokosztowe. Tani przewoźnicy to kilku facetów z laptopami i samoloty. Taka linia jak LOT to zdecydowanie więcej — twierdzi Leszek Chorzewski, rzecznik PLL LOT.

Thorsten Bohg w ten sposób przedstawia zależność między tradycyjnymi i tanimi liniami.

— Prawdopodobieństwo, że nowego mercedesa kupi człowiek, który nigdy wcześniej nie jeździł samochodem, jest znacznie mniejsze niż to, że nabędzie go ktoś, kto wcześniej jeździł trabantem. Z pewnością tylko osoba, która wie, co oznacza jazda tańszym autem, doceni jakość mercedesa i będzie w stanie więcej za nią zapłacić — przekonuje Thorsten Bohg.

Linie pociągnęły lotnisko

W ubiegłym roku najszybciej rozwijającym się portem lotniczym były Katowice. Niewątpliwie udział w tym miały węgierskie tanie linie Wizz Air. Przewoźnik rozpoczął działalność w maju ubiegłego roku. W niecały rok zdołał przewieźć milion osób.

— 70 proc. spośród pierwszego miliona pasażerów to podróżujący z i do Polski. Tutejszy rynek szybko się rozwija, jakkolwiek napotykamy po drodze pewne problemy związane m.in. z infrastrukturą portów lotniczych. Mimo to w ciągu następnych 11 miesięcy zamierzamy przewieźć 2 mln pasażerów. Chcemy również rozszerzyć ofertę o nowe kierunki, otworzyć nowe bazy oraz wprowadzić więcej samolotów — zapowiada Natasza Kazmer, dyrektor komunikacji Wizz Air.

Inne tanie linie, które niedawno zaczęły operować w Polsce, stosunkowo szybko znalazły swoje miejsce.

— Jeszcze za wcześnie na porównywanie polskiego rynku z innymi, na których operujemy. Dlaczego? Ponieważ w niektórych krajach — jak np. Wielka Brytania, Hiszpania czy Francja — latamy od wielu lat, przeprowadziliśmy tam tysiące operacji, przewieźliśmy miliony pasażerów. Ale są też kraje, w których działamy od dłuższego czasu, a nasz udział w tamtejszych rynkach jest mniejszy niż w Polsce — przekonuje Yannis Capodistrias, dyrektor marketingu easyJet.

Czy to się kiedyś skończy

Wygląda na to, że większość przewoźników działających w naszym kraju obsługuje coraz więcej pasażerów, dodaje do rozkładów kolejne rejsy, powiększa flotę. Przykład? Działające w Polsce od 1958 r. linie austriackie.

— Rozpoczęliśmy loty do Warszawy w październiku 1957 r. W październiku 1994 r. do rozkładu został dodany Kraków, a w kwietniu 2002 r. Poznań. Obecnie Grupa Austrian Airlines we współpracy z PLL LOT obsługuje tygodniowo 61 rejsów do Wiednia — twierdzi Soeren Olsen, dyrektor Austrian Airlines na Polskę.

Według Wandy Bociek, dyrektora SAS, w zeszłym roku skandynawskie linie przewiozły prawie 260 tys. osób na trasach pomiędzy Kopenhagą i Polską. Oznacza to 12-proc. wzrost w stosunku do roku poprzedniego.

— Tanie linie zagospodarowały niszę na rynku, a ludzie zaczęli latać z ciekawości. Jednak wciąż jest to latanie epizodyczne, które, mam nadzieję, z czasem stanie się regularne — mówi Leszek Chorzewski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dorota Gąsowska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Transport i logistyka / Łatwiej wybić się na młodym rynku