Leczmy przyczyny, a nie skutki choroby

Bartosz Krzyżaniak
07-09-2006, 00:00

Żeby zniwelować szarą strefę, trzeba stworzyć prawo, które nie będzie zachęcało, by do niej uciekać. Na razie ma się dobrze.

Między legalną działalnością a interesami przestępczymi mieści się szara strefa gospodarki. Według niektórych szacunków (m.in. Banku Światowego), wytwarzana jest w niej nawet ponad jedna czwarta polskiego produktu krajowego brutto. Resort finansów, który przedstawił najnowszą informację na ten temat podczas wczorajszego posiedzenia sejmowej Komisji Rozwoju Przedsiębiorczości, jest skłonny przypuszczać, że bliższe prawdy są szacunki Głównego Urzędu Statystycznego mówiące o tym, że obejmuje ona 13-14 proc. PKB.

Obniżka CIT pokazała

Niezależnie od tego, kto ma rację, zjawisko jest poważne. Z jednej strony, chodzi o wpływy budżetowe, które szara strefa co roku uszczupla o miliardy złotych. O to, by ubytki z tego tytułu były jak najmniejsze, stara się Ministerstwo Finansów (niektóre skutki działań organów skarbowych przedstawiamy obok). Jednak poza stratami, jakie budżet ponosi bezpośrednio w wyniku istnienia szarej strefy, powoduje ona poważniejsze konsekwencje dla tych, którzy próbują być uczciwi.

— To zjawisko, które — poza pewnymi przypadkami — jest czynnikiem negatywnym i niepożądanym w gospodarce. Stwarza bowiem sytuację, w której część podmiotów gospodarczych ma nieuprawnioną przewagę konkurencyjną nad innymi, którzy stosują się do obowiązującego prawa. Ci bowiem ponoszą wyższe koszty działalności w stosunku do nieuczciwych. Są przez to karani — wyjaśnia Łukasz Tarnawa, główny ekonomista PKO BP.

Małgorzata Krzysztoszek, dyrektor departamentu eksperckiego Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych (PKPP) zgadza się, że z szarą strefą trzeba walczyć.

— Ale ta walka nie powinna dotyczyć tylko skutków, lecz także przyczyn powstawania szarej strefy — uważa ekspert PKPP.

Zdaniem Łukasza Tarnawy, pokusa, by stać się częścią szarej strefy, jest wysoka.

— Dotyczy to np. możliwości uniknięcia opłacania wysokich pozapłacowych kosztów pracy. O tym, że firmy ważą potencjalne koszty i korzyści wynikające z przebywania w szarej strefie, świadczy ponadproporcjonalny przyrost wpływów z CIT, po tym jak podatek ten obniżono — zauważa ekonomista.

Sposobem na zmniejszenie szarej strefy jest jednoczesne obniżenie obciążeń nakładanych na firmy z lepszym egzekwowaniem prawa.

— Wtedy przy niższych obciążeniach wpływy do budżetu byłyby porównywalne, a warunki działania firm byłyby równiejsze — uważa Łukasz Tarnawa.

Prawo w roli winnego

Zdaniem Małgorzaty Krzysztoszek, część szarej strefy wynika z ułomności ludzkiej natury i skłonności części osób do funkcjonowania w sferze nielegalnej. Dlatego też występuje ona w każdym kraju (np. w USA wynosi około 8 proc.).

— Jednak tym, co tworzy jej większą część, jest prawo. Istnieje zbyt wiele nieprzejrzystych, często zachodzących na siebie regulacji. Mamy 800 aktów prawnych regulujących działalność gospodarczą. 98,8 proc. firm nie ma szans monitorować tych zmian i niekiedy działają na wyczucie. Dopóki nie będzie porządku w legislacji, dopóty nie ma co liczyć na znaczący spadek szarej strefy — uważa ekspert PKPP.

Dobrze byłoby, gdyby brali to pod uwagę posłowie tworzący nowe przepisy.

Złudzeń co do poprawy nie ma Jacek Piechota (SLD), szef sejmowej komisji przedsiębiorczości.

— Powstało CBA, po pierwszym czytaniu jest projekt rygorystycznej ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy. To droga donikąd. Niebawem okaże się, że nikt nie chce pracować w białej strefie — ironizuje poseł.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartosz Krzyżaniak

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Leczmy przyczyny, a nie skutki choroby