Legislacyjna machina bez oleju się zaciera

Jacek Zalewski
03-07-2001, 00:00

Legislacyjna machina bez oleju się zaciera

W pierwszym półroczu Sejm wyprodukował aż 123 ustawy. Oczywiście mnożenie tej liczby przez dwa (co dałoby roczny rekord — patrz diagram obok) nie ma żadnego sensu — wiadomo, że parlament nabrał ostatnio ogromnego przyspieszenia w związku z końcem kadencji.

Mimo tego tempa, kolejka projektów ustaw oczekujących na rozpatrzenie liczyła na koniec czerwca dużo więcej pozycji — aż 307. Autorstwo tych projektów rozkłada się następująco:

- poselskie (w tym komisyjne) — 184;

- rządowe — 98;

- senackie — 11;

- prezydenckie — 10;

- obywatelskie — 4.

Statystyka odsłania największe nieszczęście polskiej władzy ustawodawczej — niezwykłą łatwość wniesienia projektu poselskiego. Konstytucja ogólnie przyznała inicjatywę „posłom”, i to na pierwszym miejscu wśród innych uprawnionych podmiotów. Natomiast regulamin Sejmu doprecyzował, iż projekt może wnieść komisja lub co najmniej 15 posłów. Jest to grupa śmiesznie mała, stanowiąca zaledwie 3,26 proc. składu izby. Inicjatorowi ustawy wystarczy kilkanaście minut, aby zebrać koleżeńskie podpisy. To wcale nie żart — posłowie podpisywali się już nawet w restauracji...

Niski próg powoduje zaśmiecenie laski marszałkowskiej poselskimi projektami ustaw o poziomie wręcz żenującym. Wiele z nich usiłuje załatwić wąskie interesy grupowe czy terytorialne. Kapitalnym przykładem z kończącej się kadencji jest papierowy — bo nie poparty wzrostem poziomu nauczania — wysyp akademii i uniwersytetów. Zaczęło się od ustawowego przekształcenia siedleckiej WSRP w Akademię Podlaską, a potem ruszyła ogólnopolska fala. Przed wyborami poselski wyścig nabiera oczywiście tempa. Usiłuje się zdążyć z uchwaleniem jakiejś ustawy w obecnym układzie politycznym, ale głównie — aby wykorzystać sejmową trybunę w kampanii. Zaczynają się nawet rozgrywki międzykomisyjne — wy przytrzymujecie ten projekt, to my tamten...

Istnieje co prawda „Ramowy plan prac Sejmu na okres od maja do lipca 2001 r.”, ale wstawiono do niego zbyt wiele ustaw. A przecież koniec kadencji przerywa ścieżkę legislacyjną każdego projektu — choćby brakowało tylko rozpatrzenia przez Sejm jakiejś jednej, redakcyjnej poprawki senackiej! Nowy parlament wszystko zaczyna od zera — chociaż teoretycznie może skorzystać z gotowych projektów.

W tym miesiącu Sejm zbiera się aż trzy razy, po raz ostatni głosując 27 lipca (Senat pracuje równolegle). Po wakacjach posłowie spotykają się 22-24 sierpnia i 5-7 września. 23 września nadchodzi Dzień Oczyszczenia... Jednak obecny skład parlamentu kończy działalność w przeddzień zebrania się Sejmu IV kadencji, czyli dopiero w październiku. Jego dalsze prace mają głęboki sens, ale tylko pod warunkiem, że:

- marszałek Sejmu wraz z prezydium i konwentem seniorów dokona ostrej selekcji projektów — pod kątem przydatności ustaw dla państwa, a nie interesów komitetów wyborczych;

- Sejm i Senat rzeczywiście skoncentrują się na zamieszczonej obok tabeli — tym bardziej że rządowe projekty ustaw objętych Narodowym Programem Przygotowań do Członkostwa w UE wciąż wpływają.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Legislacyjna machina bez oleju się zaciera