LekturyCzego nam brakuje?
Powszechne jest zrozumienie, że przyspieszenie rozwoju gospodarczego i zwiększenie konkurencyjności zależy przede wszystkim od napływu kapitału do naszego kraju. Możliwości inwestycyjne rodzimych przedsiębiorców nie są bowiem zbyt duże, co wynika zarówno z niewysokiej rentowności większości polskich firm, jak i z ciągle relatywnie niskiego poziomu oszczędności.
Jeśli jednak popatrzeć na kraje, które wstępowały do Unii przy niewiele wyższym od naszego poziomu rozwoju gospodarczego, to okazuje się, że w dłuższym okresie co najmniej równorzędnym czynnikiem jest jakość tzw. kapitału ludzkiego, czyli umiejętności mierzonych zwykle formalnym wykształceniem. W takich krajach, jak Irlandia czy Hiszpania, od chwili przystąpienia do Unii Europejskiej wskaźnik liczby studentów przypadających na 1000 mieszkańców podwoił się, a w Portugalii wzrósł nawet trzykrotnie. Równocześnie rosły wydatki na szkolnictwo wyższe, przekraczając w tych krajach 1,5 proc. PKB. U nas wydatki te systematycznie maleją, sięgając obecnie około 0,8 PKB. A trzeba pamiętać, że produkt krajowy w Polsce jest 3-4-krotnie niższy niż w wymienionych państwach.
„Nowe Życie Gospodarcze“
Zielony tygrys
Kilka lat temu Polska została nazwana „zielonym tygrysem” Europy. Zyskaliśmy opinię kraju, w którym postęp w dziedzinie ochrony środowiska jest największy wśród państw kandydujących do Unii Europejskiej. Taka opinia to duży sukces, tyle że nie był to sukces naszej ekologii, lecz propagandy.
„Zielony tygrys” Europy okazał się tygrysem papierowym. Nasze ekologiczne osiągnięcia zawdzięczamy przede wszystkim wykorzystaniu prostych rezerw: zerwaniu z socjalistycznym marnotrawstwem i uwolnieniu inicjatywy i pomysłowości (szczególnie na wolnym rynku i w samorządach lokalnych). W latach 90. rzeczywiście zmniejszyło się zanieczyszczenie powietrza, lecz głównie w wyniku reform gospodarczych, które wyeliminowały przedsiębiorstwa wykorzystujące przestarzałe, energochłonne, a przez to „brudne” technologie. Najskuteczniejszym „ekologiem” okazał się... Leszek Balcerowicz.
Tych najprostszych sposobów starczyło Polsce prawie na dziesięć lat. To i tak długo, zważywszy, że w tym czasie nie dokonano wielu ważnych zmian legislacyjnych, nie wprowadzono nowoczesnych ekonomicznych instrumentów ochrony środowiska, nie zbudowano politycznych instytucji stojących na straży ekorozwoju. Nie mogło się to powieść, gdyż na przeszkodzie stanęła świadomość ekologiczna, a raczej jej brak.
Przyczyną jest też niechęć polskiego ruchu ekologicznego do angażowania się w politykę, co różni naszych zielonych od ich zachodnich kolegów, współrządzących m.in. w Niemczech, Francji czy Włoszech.
„Wprost“