Li Miung Bak: stanowczy kurs i obietnice dobrobytu

Marcin Zawiśliński
opublikowano: 29-02-2008, 00:00

Japończyk z urodzenia, urzędnik z wykształcenia i biznesmen z doświadczenia. Oto nowy prezydent Korei Południowej. Plany? Więcej wolnego rynku i twarde negocjacje z komunistami z północnej Korei.

Tuż po wyborach zapowiedział, że uratuje koreańską gospodarkę przed kryzysem. Li Miung Bak wygrał zdecydowanie, osiągając niemal 50 proc. głosów. Za plecami pozostawił liberała Czung Dong Junga i innego opozycjonistę — Li Hoj Czanga.

Zaczął odważnie i ambitnie. Jako prezydent elekt obiecywał roczny wzrost PKB do 7 proc., podwojenie dochodów obywateli (do 40 tys. dol. na mieszkańca) i wyprowadzenie Korei na siódmą pozycję wśród najpotężniejszych gospodarek świata (teraz: 13. miejsce). Li Miung Bak jest także zwolennikiem zacieśnienia relacji polityczno-biznesowych ze Stanami Zjednoczonymi oraz opowiada się za stanowczymi rozmowami z Koreańczykami z Północy w sprawie likwidacji broni nuklearnej oraz współpracy gospodarczej.

Ten zdecydowany polityk urodził się w 1941 roku w Osace. Po zakończeniu II wojny światowej — wraz z rodzicami i pięciorgiem rodzeństwa — wyemigrował do Korei. Najważniejsza była dla niego matka. Wiele lat później poświęcił jej książkę, opisując w niej matczyną troskę i bezgraniczną miłość do syna. Uczył się wieczorowo w Szkole Handlowej Dongi. No i dorabiał — m.in. jako śmieciarz. Zgromadzone w ten sposób pieniądze wydał na studia administracyjne na Uniwersytecie Koreańskim w Seulu. Wówczas to ujawniły się jego talenty przywódcze. Był przewodniczącym samorządu studenckiego, a w 1964 roku brał udział w demonstracji studenckiej przeciw normalizacji stosunków koreańsko-japońskich (efekt: 6 miesięcy w więzieniu).

Po wyjściu na wolność, w 1965 roku rozpoczął pracę w gigancie — Hyundaiu. W latach 1977-92 zajmował kierownicze stanowiska w sześciu firmach powiązanych z tym koncernem, a przez ostatnie cztery był prezesem całego holdingu. Mając nieco ponad 50 lat, osiągnąwszy już wszystko co możliwe w biznesie korporacyjnym, rzucił się w wir kariery politycznej. Niemal od razu wybrano go do Zgromadzenia Narodowego Korei Południowej (koreański parlament), a dziesięć lat potem triumfował w wyborach na burmistrza Seulu.

W sierpniu 2007 roku ogłosił, że zamierza wziąć udział w walce o fotel prezydencki. Na krótko przed startem media oskarżyły Li Miung Baka o malwersacje finansowe związane z jego podejrzanymi spekulacjami na seulskiej giełdzie. Koreańska prokuratura dość szybko odrzuciła jednak te zarzuty, a tuż potem ten konserwatywny polityk w cuglach wygrał batalię o najważniejszy urząd w państwie, który oficjalnie objął 25 lutego. Ale czas pokaże, czy „wątpliwości” — prawem bumerangu — nie powrócą jako oręż politycznych oponentów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Zawiśliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu