Listkiewicz: Beenhakker na razie jest wolontariuszem

Polska Agencja Prasowa SA
07-09-2006, 11:07

Leo Beenhakker nie podpisał wciąż umowy z PZPN, gdyż nie otrzymał jeszcze pozwolenia na pracę w Polsce. Można powiedzieć, że na razie działa jako wolontariusz - wyjaśnił prezes związku Michał Listkiewicz, odpowiadając na zarzuty stawiane w niektórych mediach, że holenderski szkoleniowiec został nielegalnie zatrudniony.

Leo Beenhakker nie podpisał wciąż umowy z PZPN, gdyż nie otrzymał jeszcze pozwolenia na pracę w Polsce. Można powiedzieć, że na razie działa jako wolontariusz - wyjaśnił prezes związku Michał Listkiewicz, odpowiadając na zarzuty stawiane w niektórych mediach, że holenderski szkoleniowiec został nielegalnie zatrudniony.

"Leo Beenhakker nie podpisał wciąż umowy z PZPN, gdyż nie otrzymał jeszcze pozwolenia na pracę w Polsce. Uprzedzano nas, że procedury w takich przypadkach trwają w naszym kraju dość długo, ale z informacji z kancelarii prawnej pilotującej tę sprawę wynika, że cały proces jest bliski finalizacji. Nie chcieliśmy łamać przepisów i zatrudniać Beenhakkera "na czarno". Dlatego na razie nie pobiera wynagrodzenia, a prowadzi reprezentację na zasadzie dżentelmeńskiej umowy. Można powiedzieć, że jako wolontariusz. Na pewno wszystko zostanie szybko nadrobione" - powiedział Michał Listkiewicz.

Beenhakker, który zastąpił na stanowisku selekcjonera Pawła Janasa, pracuje z piłkarską reprezentacją Polski od 15 lipca. Dotąd prowadził ją w trzech meczach - towarzyskim z Danią (0:2) oraz dwóch w eliminacjach ME - z Finlandią (1:3) i Serbią (1:1).

Szef związku pochwalił polskich piłkarzy za występ w środowym meczu z Serbią, ale z remisu nie jest zadowolony.

"Zagraliśmy dobry mecz, może nawet bardzo dobry. Tylu podbramkowych sytuacji polski zespół nie stwarzał, kiedy trenerami byli Jerzy Engel czy Paweł Janas. Szkoda tylko, że spotkanie zakończyło się remisem, bo przecież lepiej wygrać po brzydkiej grze, niż po ładnej zremisować" - przyznał.

Listkiewicz skrytykował arbitra meczu z Serbią Grahama Polla: "To nie był jego najlepszy dzień. Prowadził mecz strasznie nierówno. W sytuacji z końcówki meczu, gdy w polu karnym upadł Kuba Błaszczykowski nawet siedzący obok mnie Serbowie zawyrokowali - karny. Zresztą sam piłkarz mówił, że był trzymamy za spodenki. A jeśli nawet nie było faulu, to o symulowaniu i żółtej kartce nie powinno być mowy. Zresztą 80 procent gwizdków Anglika było przeciwko nam, a mecz był równy i faule rozkładały się mniej więcej po połowie. Na pewno jednak nie wypaczył wyniku".

"Nie ma co ukrywać - jeden punkt w dwóch meczach u siebie to mało - dodał. - Na szczęście grupa, w której gramy jest liczna i do końca pozostało jeszcze 12 spotkań. Poza tym w ostatnich latach nasza reprezentacja lepiej radzi sobie na wyjazdach niż u siebie. W szatni po meczu atmosfera była bardzo dobra, wszyscy mobilizowali się już na następne mecze, bo wierzą, że trzy punkty straty do lidera grupy można odrobić. A grając tak, jak dziś jest to tym bardziej realne".

Jego zdaniem polska reprezentacja pod wodzą holenderskiego trenera będzie grać coraz lepiej. "Beenhakker nie miał czasu odpowiednio przygotować drużyny do pierwszych meczów. Do tej pory może przeprowadził dziesięć treningów, a może nawet nie. Teraz powinno już być lepiej. Poznał zawodników, przekonał się o ich umiejętnościach. Jego praca powinna procentować" - stwierdził prezes PZPN.

W środowy wieczór na stadionie Legii zasiadło tylko sześć tysięcy widzów: "Kibice byli rozczarowani porażką z Finlandią, jej stylem. Z drugiej strony może rzeczywiście bilety były za drogie (od 40 do 300 złotych - przyp. PAP). Jednak po meczu z Finlandią obniżyć ceny mogliśmy praktycznie tylko w poniedziałek, więc nie zdążylibyśmy powiadomić o tym UEFA i wydrukować nowych wejściówek. Niech to będzie dla nas nauczka. Może na przyszłość trzeba przygotować alternatywne ceny biletów, w zależności od wcześniejszych wyników reprezentacji".

Do październikowych meczów z Kazachstanem i Portugalią kadrowicze przygotowywać będą się w Niemczech. "Czeka nas wielka wyprawa do Azji. Zgrupowanie odbędzie się w Niemczech, pod Frankfurtem, w jednym z ośrodków, który gościł finalistów mistrzostw świata. Dwa dni przed meczem rejsowym samolotem Lufthansy polecimy do Kazachstanu. Tuż po meczu wracamy. Także do Frankfurtu. Stamtąd dzień przed spotkaniem z Portugalią na Stadionie Śląskim lecimy do Katowic. Nie będę ukrywał, że o wyborze takiej opcji decydowały względy ekonomiczne. Na czarter do Kazachstanu nie byłoby nas stać" - zakończył Michał Listkiewicz.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Polska Agencja Prasowa SA

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Listkiewicz: Beenhakker na razie jest wolontariuszem