LME idzie pod młotek

RADOSŁAW ZAŁOZIŃSKI
opublikowano: 21-10-2011, 00:00

SUROWCE

Wkluczowej scenie „Nieoczekiwanej zmiany miejsc” z Eddie’m Murphy w bardzo udany, acz ironiczny sposób, ukazano funkcjonowanie nieco archaicznego systemu open outcry, czyli zawierania transakcji giełdowych za pomocą mowy i gestów. Komizm sytuacji wynikał z tego, że w przypadku dużych i gwałtownych zmian cen, dla osoby postronnej, krzyki maklerów i dynamiczne wymachiwanie przez nich rękami, przy dziwnych, nienaturalnych sekwencyjnych ruchach dłoni i palców oraz jednoczesnym kontaktowaniu się z brokerem, wyglądają bardzo zabawnie. Nie wszyscy być może wiedzą, że jednym z ostatnich bastionów systemu open outcry jest Londyńska Giełda Metali (LME), gdzie obrót prowadzony jest co prawda na platformie elektronicznej, ale codzienne, oficjalne fiksingi powstają właśnie na tradycyjnym parkiecie, za pośrednictwem dziwnych krzyków i gestów. Ta szanująca tradycje 134-letnia instytucja została niedawno wystawiona na sprzedaż.

Proces wyceny i składania ostatecznych ofert rozpocznie się dopiero w grudniu, po udostępnieniu potencjalnym inwestorom wglądu w szczegółowe dane finansowe giełdy, niezbędne w procesie wyceny. Krążą już jednak plotki o potencjalnej ofercie wartej ponad 1 mld USD. Wydaje się to ciekawe, zwłaszcza w kontekście zysków, jakie generuje giełda w ostatnich latach. Wynoszą one około 10 mln USD rocznie, co oznaczałoby ponad 100-letni okres zwrotu z inwestycji. Sugerowana w prasie wycena albo jak to najczęściej bywa, jest wyssaną z palca kwotą, służącą rozgrzaniu atmosfery, albo w grę wchodzą inne czynniki od tych ujętych zazwyczaj w modelu wyceny.

Interesujący jest również sam moment sprzedaży. Ubiegły rok był rekordowy pod względem obrotów i wiele wskazuje na to, że 2011 r. nie będzie gorszy. Jednak po kryzysie finansowym z 2008 r. trwają dyskusje dotyczące zwiększenia regulacji handlu instytucji finansowych na rynku towarowym. Jakiekolwiek one nie będą, raczej nie ułatwią dalszego wzrostu zainteresowania i obrotów LME. Czy zatem zarząd i obecni właściciele, czyli głównie banki inwestycyjne i brokerzy, uznają, że giełdę należy sprzedać na szczycie?

Z punktu widzenia kopalni bądź spółki produkującej wyroby z metalu, oficjalne ceny LME są tylko punktem odniesienia dla transakcji handlowych. Umowy sprzedaży metalu oparte są najczęściej na średniej cenie LME z danego okresu, ale nie są zawierane poprzez giełdę, ale bezpośrednio pomiędzy zainteresowanymi stronami. Struktura właścicielska samej giełdy ma drugorzędne znaczenie, o ile nie narusza zaufania i nie podważa wiarygodności instytucji o wielkich tradycjach. W tym kontekście jednak nie sposób odnosić się do spekulacji prasowych i na ocenę nadchodzących zmian musimy poczekać przynajmniej kilka miesięcy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: RADOSŁAW ZAŁOZIŃSKI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu