Lobbing korupcjogenny

Kazimierz Krupa
13-03-2003, 00:00

Lobbing, z angielskiego od lobby (przekonywać posłów w kuluarach), w polityce to działanie wpływowej grupy osób na rzecz danego regionu, grupy społecznej czy instytucji. Znane było w historii ludzkości wcześniej zapewne nim zdefiniowano pojęcie polityka. Przypomina to nieco bohatera niezapomnianej sztuki Moliera „Mieszczanin, szlachcicem”, który nie wiedząc o tym, przez całe życie mówił prozą — ale taka jest prawda.

Druga prawda, tym razem urzędnicza, mówi o tym, że każde zjawisko należy opisać. Nie opisane zjawisko jest groźne, korupcjogenne i niewłaściwe, po skodyfikowaniu staje się łagodne, zbawienne — zwyczajnie: można je kontrolować. Inna sprawa, czy właściwie i skutecznie. Chęć opisania i zdefiniowania wszystkiego rodzi czasem wrażenie, że bez uregulowania przepisami to nawet słońce nie byłoby pewne o której godzinie, i z której strony, wschodzić, a już my wszyscy, z pewnością, zachowywalibyśmy się jak przysłowiowe dzieci we mgle. Przez ten pryzmat warto spojrzeć na zaprezentowany przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji projekt ustawy o działalności lobbingowej, sporządzony w ramach strategii antykorupcyjnej w programie „Bezpieczna Polska”. Projekt ustawy pomieszcza słownikowe, choć nieco zmodyfikowane, definicje lobbingu, lobbysty, otoczenia w którym działają, metod, a przede wszystkim właśnie propozycje rejestrowania, kontroli i kar — trzeba przyznać, na początek, umiarkowanych.

I chociaż nie sposób odmówić autorom projektu dobrych intencji, to trudno oprzeć się wrażeniu, że działają oni w myśl realizowanych już wielokrotnie ambicji, że to co polskie nie ustępuje w niczym temu co zagraniczne, a nawet je przewyższa. I tak piszą w uzasadnieniu, że „w państwach demokratycznych lobbing jest zjawiskiem pozytywnym, stanowiącym instrument artykułowania postulatów wobec organów władzy publicznej”, „zagrożeniem jest natomiast lobbing skryty, ponieważ często może prowadzić on do korupcji”. I nie ukrywają, że chodzi im o kontrolę. Tymczasem państwa Unii Europejskiej dopiero przymierzają się do uregulowania tej dziedziny, istniejące rozwiązania szczątkowe (we Francji czy Niemczech), przynajmniej na razie, spełniają swoje zadanie. Ustawowo lobbing opisany jest jedynie w USA i Kanadzie.

Może więc pośpiech, z jakim próbuje się uregulować to zjawisko na naszym rynku, wynika nie tyle z chęci bycia pionierem i prekursorem na całym kontynencie, ile również z pomieszania pojęć. Wiadomo przecież powszechnie, że migrenę to mógł mieć hrabia, a fornala to co najwyżej „łeb ...”. Dlatego można śmiało przyjąć, że to, co obserwujemy na naszym rynku, ma tyle samo wspólnego z lobbingiem, co te bóle głowy. A jak nie ma lobbingu w prawdziwym znaczeniu, to co tu regulować ustawowo? Może zwyczajnie wystarczy zadzwonić po policję. A czy przyjedzie? A to już zupełnie inny temat.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kazimierz Krupa

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Lobbing korupcjogenny