Lobbing nie jest bratem korupcji

Jacek Zalewski
opublikowano: 02-06-2009, 00:00

Rodzinny związek przywołany w tytule powszechnie uznawany jest nie tylko w odbiorze społecznym, ale również przez organy państwa. Dość przypomnieć, że pochodząca sprzed czterech lat ustawa o działalności lobbingowej w procesie stanowienia prawa została przygotowana i uchwalona w pakiecie antykorupcyjnym… Skierowana została głównie do urzędników, dlatego pozostaje rzadkim przykładem aktu prawnego regulującego tak istotną dziedzinę, który byłby tak martwy. Najlepszym dowodem jest liczba nowelizacji — ustawa doczekała się zaledwie jednej, w tym roku, oczywiście regulującej kwestie urzędnicze.

W Polsce termin lobbysta brzmi prawie jak złodziej. A przecież nieuczciwe preferowanie w prawie interesów konkretnej branży czy wręcz produktu należy odcedzić od działalności na poziomie makroekonomicznym. Takich lobbystów państwo powinno wykorzystywać, ponieważ ich myślenie różni się od schematyzmu decydentów. Niestety, w atmosferze ostrej walki politycznej nawet o ustawy teoretycznie neutralne, służące przedsiębiorczości — dysponujący specjalistyczną wiedzą lobbyści są traktowani jak intruzi.

Notabene teoretykom lobbingu całkowicie umyka nieuczciwa działalność samych twórców prawa. A przecież pamiętamy z Sejmu przypadki, gdy jeden sprytny poseł wpisał do ustawy obowiązkowe wyposażanie w sprzęt jego produkcji, inny jako reprezentant sieci sklepów przeforsował określony próg powierzchni placówek etc. Podobne przykłady trafiały się także na poziomie rozporządzeń — np. minister rolnictwa preferował egzotyczny gatunek zwierząt, przypadkiem hodowany akurat przez jego syna…

Czytaj też na str. 3

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy