Lobbingowa rozgrywka o rynek nikotyny

Wiktor Szczepaniak
30-07-2009, 00:00

Producenci papierosów sugerują, że za obecną krucjatą antytytoniową stoi m.in. lobby farmaceutyczne.

Koncerny tytoniowe kontra firmy farmaceutyczne

Producenci papierosów sugerują, że za obecną krucjatą antytytoniową stoi m.in. lobby farmaceutyczne.

Załamanie sprzedaży papierosów w Polsce będące skutkiem serii dotkliwych podwyżek akcyzy to nie koniec koszmaru branży tytoniowej. Producentom papierosów sen z oczu spędzają teraz plany wprowadzenia w życie nowych restrykcji prawnych i podatkowych (m. in. zakazu palenia w miejscach publicznych). To, że rygorystyczne prawo wejdzie u nas w życie, jest niemal przesądzone. Nie tylko trwają już bowiem zaawansowane prace sejmowe nad ustawą, ale Komisja Europejska wezwała właśnie wszystkie państwa członkowskie do przyjęcia do 2012 r. przepisów chroniących ich obywateli przed dymem tytoniowym (stworzenie Europy wolnej od dymu). O tym, kto i ile na tym straci lub zarobi, a w grę wchodzi rynek wart ponad 20 mld zł rocznie, zdecydują konkretne przepisy ustawy antytytoniowej. Nie powinno więc nikogo dziwić, że rozkręca się wokół niej wielki taniec lobbystów.

Nowe tropy

Przedstawiciele branży tytoniowej uważają, że w pracach nad projektem nowelizacji ustawy o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu widać nie tylko chęć ochrony społeczeństwa przed biernym paleniem, ale także próbę załatwiania różnych interesów oraz walkę o krociowe zyski. Sugerują, kto może się za tym kryć.

— Nasz koncern w wielu krajach świata sprzedaje bezdymne wyroby tytoniowe, dzięki którym można wyeliminować problem biernego palenia. Niestety, produkty te, jak powszechny w Skandynawii Snus, są w Polsce zakazane. Tymczasem gumy, pastylki i plastry z nikotyną produkowane przez firmy farmaceutyczne są legalne, a do tego sprzedaje się je w aptekach, bez recepty. To jawna dyskryminacja, która wkrótce jeszcze bardziej może się pogłębić na korzyść firm farmaceutycznych. W stanowisku rządu do projektu nowelizacji ustawy znalazła się propozycja zakazu produkcji i wprowadzania do obrotu takich produktów, jak inhalatory nikotyny, w tym tzw. e-papierosy. Uważamy, że plan wrzucenia wszystkich produktów nikotynowych, poza gumami, pastylkami i plastrami, do jednego worka i objęcie ich restrykcjami jest niesprawiedliwe i kuriozalne — mówi Krzysztof Kępiński, odpowiedzialny za relacje z administracją rządową w British American Tobacco Polska.

Jego zdaniem, firmy farmaceutyczne włączyły się do walki o przejęcie jak największej części obecnego rynku tytoniowego, lobbując za ograniczaniem swobody palenia oraz dostępności różnych produktów.

— W zamian oferują palaczom swoje substytuty. Jest to gra o wysoką stawkę. Wystarczy, że firmom farmaceutycznym uda się przejąć tylko część wartego ponad 20 mld zł rynku tytoniowego w Polsce, a będą mogły znacznie zwiększyć swoje i tak niemałe już zyski. Uderzy to nie tylko w firmy tytoniowe, lecz także w budżet państwa, bo zyski z samej akcyzy to rocznie kilkanaście miliardów złotych i 6 proc. dochodów budżetu Polski — dodaje Krzysztof Kępiński.

— Posłowie PiS, PO i PSL forsują niemal całkowity zakaz konsumpcji legalnych papierosów. Jednocześnie nie mają nic przeciwko używaniu produktów nikotynowych sprzedawanych w aptekach. To tak, jakby zakazać spożywania wódki w kieliszkach, a zezwolić tylko na jej spożywanie w czopkach wyprodukowanych przez koncerny farmaceutyczne — oburza się Marek Wikiński, poseł SLD.

Co złe, to nie my

Pytane przez "PB" duże firmy farmaceutyczne dystansują się od problemu lub całkiem uchylają od odpowiedzi.

— Zmiany dokonywane w aktach prawnych regulujących kwestie związane z użytkowaniem tytoniu i wyrobów tytoniowych znajdują się poza obszarem zainteresowania GlaxoSmithKline — twierdzi Anna Olszewska, reprezentująca GSK Commercial.

— Wokół ustawy kręci się sporo lobbystów próbujących załatwiać różne interesy. W wielu przypadkach trudno określić, kto dokładnie ich wspiera — konkluduje Przemysław Filipowicz, członek zarządu JTI Polska.

Tymczasem przedstawiciele sklepu internetowego epalacze.com, handlującego elektronicznymi papierosami, sugerują, że za próbą wykluczenia tego produktu z rynku może lobbować również branża tytoniowa, bojąc się, że nowa technologia po wejściu zakazu palenia w miejscach publicznych uderzy także w nią.

Co to są e-papierosy

Elektroniczne papierosy zostały wynalezione i opatentowane w Chinach w 2004 r. Sprzedawane są w tej chwili na całym świecie z wyjątkiem kilku krajów, gdzie regulacje prawne sklasyfikowały je jako produkt leczniczy. Działają na zasadzie podgrzewania płynu zawartego w kartridżu do postaci pary (identycznie jak to dzieje się w zwykłych inhalatorach) która następnie jest wdychana przez użytkownika. Płyn zawiera oprócz określonej dawki nikotyny substancje takie, jak gliceryna, dodatki smakowe i zapachowe. Urządzenie składa się z baterii litowo-jonowej w kształcie walca, do której wkręca się tzw atomizer, czyli element, który odpowiada za podgrzanie płynu.

Zdaniem sprzedawców, e-papierosy mogą przynieść ulgę wielu uzależnionym od tytoniu w sytuacjach i miejscach, w których nie mogą oni palić papierosów, jeżeli oczywiście ustawodawca go nie zabroni.

Zestaw startowy składający się z 1 baterii, 1 atomizera, ładowarki USB, oraz 5 kartridży można kupić już za około 100 zł. W przybliżeniu można określić, iż 1 kartridż jest ekwiwalentem około 20 papierosów.

Jerzy Garlicki, prezes Związkuk Pracodawców Innowacyjnych Firm Farmaceutycznych Infarma

To mocno naciągane zarzuty

Nie wiem, skąd biorą się zarzuty i teorie, że to branża farmaceutyczna stoi za "krucjatą antytytoniową" w Polsce czy innych krajach. Przecież działania prozdrowotne są wpisane w politykę każdego cywilizowanego państwa. Są one rzecz jasna także misją całej naszej branży, naszego związku, jak też każdej firmy farmaceutycznej z osobna. Nasza branża podejmuje więc różne działania prozdrowotne i promuje zdrowy styl życia we współpracy z różnymi organizacjami rządowymi i pozarządowymi, lecz są to głównie działania edukacyjne, nastawione na profilaktykę zdrowotną społeczeństwa. Być może to właśnie z powodu naszej dużej aktywności na tym polu przypisuje się nam lobbowanie za legislacją antytytoniową. To jednak nietrafiona, mocno naciągana argumentacja.

Wiktor

Szczepaniak

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Wiktor Szczepaniak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Lobbingowa rozgrywka o rynek nikotyny