Lokalny bankier dla po polskiej firmy

opublikowano: 06-03-2013, 00:00

W ciągu 5 lat globalne banki inwestycyjne zwiększyły zatrudnienie w Polsce z 1 do 5 tys. osób. Nie wszystkie jednak zrealizowały obietnicę budowy w Warszawie centrum finansowego

Andrzej Olszewski, jeden z najbardziej znanych polskich bankierów inwestycyjnych, zmienia barwy. Po 16 latach opuszcza ING i przechodzi do Societe Generale Corporate & Investment Banking (SG CIB). To ostatnie ogniwo z drużyny, którą w kilka miesięcy zbudował Krzysztof Walenczak. — Chcemy być bankiem, który daje dostęp do globalnych produktów za pośrednictwem lokalnego zespołu. Polska gospodarka się zmienia, firmy dojrzały do regionalnej czy nawet światowej ekspansji, a wykształceni menedżerowie bez kompleksów poruszają się w międzynarodowym biznesie. Oczekują więc produktów na światowym poziomie, ale oferowanych przez osoby, do których mają łatwy dostęp i które rozumieją lokalną specyfikę — mówi Krzysztof Walenczak, dyrektor generalny SG CIB.

Lokalne preferencje

Rozbudowując zespół bankowości inwestycyjnej, SG CIB realizuje wizję uczynienia z Warszawy regionalnego centrum finansowego, którą zapoczątkowali były minister skarbu Aleksander Grad i wiceminister… Krzysztof Walenczak. Za ich czasów resort zadeklarował, że pierwszeństwo w staraniach o kontrakty przy prywatyzacjach będą miały instytucje, które zwiążą się z Polską. Jasno stwierdzili, że nie po drodze im z suitcase bankers (z ang. bankierzy, którzy przyjeżdżają, gdy pojawia się okazja zrobić transakcję, i wyjeżdżają). Podziałało — w 2010 r. Goldman Sachs, Citibank, Credit Suisse, UBS, Morgan Stanley czy JP Morgan zapowiadały uruchomienie lub rozbudowę lokalnych zespołów. Po kilku latach okazuje się, że w niektórych przypadkach skończyło się na słowach. Citi kilka tygodni temu rozstałosię z Pawłem Graniewskim i jego zespołem bankowości inwestycyjnej, Goldman Sachs miał budować dział analiz, tymczasem Magdalena Polan, analityk od makroeonomii, urzęduje w Londynie, Credit Suisse wskutek globalnej restrukturyzacji musiał znacząco zmniejszyć skalę działania. Choć globalne instytucje deklarują przywiązanie do polskiego rynku i zapewniają, że budują tu bankowość inwestycyjną, to wiele z nich ma jedynie przedstawiciela i sekretariat, a transakcje przeprowadzają zespoły z zagranicznych biur. — Polski rynek jest za mały. Transakcji o wartości powyżej 100 mln EUR, a takie są w sferze zainteresowań globalnych banków, jest kilka rocznie. To nie wystarczy, by utrzymać sztab analityków i ekspertów w Polsce — tłumaczy bankier inwestycyjny. To, że biuro w Polsce nie jest złotym interesem, potwierdzają ci, którzy na nie się zdecydowali. — Zapotrzebowanie na usługi doradcze oraz liczba dużych transakcji jest mniejsza niż np. w USA, Wielkiej Brytanii czy Rosji, dlatego osiągnięcie rentowności przez banki inwestycyjne jest wyzwaniem. Jednak bankier inwestycyjny powinien być blisko klienta, trzeba więc wyważyć, czy lepiej mieć przedstawiciela w Polsce, a całe zaplecze np. w Londynie, czy też zbudować strukturę w Polsce. BESI bardzo starannie wybiera rynki, na które wchodzi, ale zawsze wchodzi tam z zespołem lokalnym i pełną strukturą banku inwestycyjnego — mówi Bartłomiej Dmitruk, zastępca dyrektora generalnego oddziału BESI w Polsce. To jednak kosztuje. — Mam najlepszy i prawdopodobnie najbardziej kosztowny zespół w Polsce, ale wierzę, że koszty się zwrócą, bo będzie on w stanie realizować nawet najbardziej złożone transakcje — mówi Krzysztof Walenczak. Ci, którzy zainwestowali w Polsce, twierdzą, że warto. — Zespół lokalny sprawia, że możemy przeprowadzać także mniejsze transakcje, nie żyjemy tylko z prywatyzacji i dużych transakcji. Przy transakcjach o zasięgu międzynarodowym angażujemy kolegów z innych biur. Polscy przedsiębiorcy mają ciągle barierę przed współpracą z obcokrajowcami. Wolą kogoś, kto rozumie lokalną specyfikę, przedstawia dokumenty i umowę w języku polskim — mówi Bartłomiej Dmitruk.

Przyrost zaplecza

Według danych resortu skarbu, od końca 2007 r. polskie biura globalnych banków inwestycyjnych zwiększyły zatrudnienie z niespełna 1 do ponad 4,1 tys. osób. Zdecydowana większość zatrudniona jest jednak jako tzw. back office (Credit Suisse ma centrum usług z 1 tys. pracowników, Goldman Sachs myśli o centrum IT). Resort skarbu podtrzymuje preferencje dla banków, które inwestują w Polsce (czytaj obok). Zdaniem niektórych, to dyskryminacja. — To absurd, że o wyborze oferty decyduje nie jakość czy cena, lecz to, gdzie ktoś ma biuro i jak liczne — mówi jeden z bankierów. Zdaniem jego konkurentów, polityka skarbu jest zrozumiała. — Jednym z isotnych jej elementów jest wspieranie rozwoju Warszawy jako regionalnego centrum finansowego, co jest słusznym, długofalowym podejściem w kontekście promocji polskiej gospodarki za granicą i budowy zaufania inwestorów. Docenianie banków, które zainwestowały w rozwój lokalnych zespołów, jest po prostu wpisane w tę strategię. Nasz bank zawsze kładł nacisk na rozwój regionalnych zespołów w większych centrach finansowych, takich jak właśnie Warszawa — mówi Miklos Kormos, dyrektor zarządzający pionem bankowości globalnej na nasz region, członek rady nadzorczej Deutsche Bank Polska (DBP). — Nie komentujemy działań ministerstwa ani żadnego naszego klienta. Rynek w Polsce jest bardzo konkurencyjny, a ewentualne preferencje klientów, oczekujących lokalnych zespołów, lepiej znających krajowe realia,są zrozumiałe — mówi Michał Szwarc, szef polskiego biura Morgan Stanley.

Ograniczyć ograniczanie

Wskutek zmian w globalnych strukturach Unicredit i ING znacząco ograniczyły skalę działalności w bankowości inwestycyjnej w regionie. Zdaniem Krzysztofa Walenczaka, państwo powinno temu przeciwdziałać. — Kryzys wymusza cięcia kosztów i restrukturyzację, więc jest presja na ograniczanie skali działalności. Ministerstwo Skarbu Państwa i Komisja Nadzoru Finansowego powinny temu przeciwdziałać — zachęcać do inwestowania w Polsce i wspierać tych, którzy się na to zdecydują. Gdy bank ograniczy skalę kredytowania, podnosi się larum, gdy zwolni analityków i bankierów — jest cisza, a to drugie jest groźniejsze. Pieniądze się znajdą, jak nie ten, to inny bank czy fundusz będzie gotów finansować rozwój firm, ale bez kompetentnych osób, kapitału intelektualnego rozwój biznesu w długim terminie nie jest możliwy, a tym samym nie ma szans na zbudowanie w Warszawie regionalnego centrum finansowego. A Warszawa ma wszelkie predyspozycje do tego — ma największą giełdę i dużą bazę lokalnych inwestorów, wykształconą kadrę oraz ambitnych przedsiębiorców, którzy podejmują już ekspansję zagraniczną — mówi Krzysztof Walenczak. Zdaniem polskich bankierów, presja na polskie biura będzie narastać. — Wielkie prywatyzacje powoli się kończą i może się zdarzyć, że kilka instytucji zamknie biura lub znacząco ograniczy działalność w Warszawie. Tak było m.in. w Rosji, gdzie na przemian otwierały i zamykały biura w zależności od koniunktury. My stawiamy na długoterminową współpracę z polskimi spółkami i funduszami, dlatego rozwijamy lokalny zespół. To nie jest łatwy kawałek chleba, tym bardziej że konkurencja jest ogromna. W przetargu na doradztwo przy IPO, w którym ostatnio uczestniczyliśmy, wystartowało ponad 20 instytucji — mówi Bartłomiej Dmitruk.

Nieruchomości
Najważniejsze informacje z branży nieruchomości mieszkaniowych i komercyjnych. Wiadomości, komentarze i analizy rynkowe.
ZAPISZ MNIE
×
Nieruchomości
autor: Dominika Masajło, Paweł Berłowski
Wysyłany raz w tygodniu
Najważniejsze informacje z branży nieruchomości mieszkaniowych i komercyjnych. Wiadomości, komentarze i analizy rynkowe.
ZAPISZ MNIE
Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Nasz telefon kontaktowy to: +48 22 333 99 99. Nasz adres e-mail to: rodo@bonnier.pl. W naszej spółce mamy powołanego Inspektora Ochrony Danych, adres korespondencyjny: ul. Ludwika Narbutta 22 lok. 23, 02-541 Warszawa, e-mail: iod@bonnier.pl. Będziemy przetwarzać Pani/a dane osobowe by wysyłać do Pani/a nasze newslettery. Podstawą prawną przetwarzania będzie wyrażona przez Panią/Pana zgoda oraz nasz „prawnie uzasadniony interes”, który mamy w tym by przedstawiać Pani/u, jako naszemu klientowi, inne nasze oferty. Jeśli to będzie konieczne byśmy mogli wykonywać nasze usługi, Pani/a dane osobowe będą mogły być przekazywane następującym grupom osób: 1) naszym pracownikom lub współpracownikom na podstawie odrębnego upoważnienia, 2) podmiotom, którym zlecimy wykonywanie czynności przetwarzania danych, 3) innym odbiorcom np. kurierom, spółkom z naszej grupy kapitałowej, urzędom skarbowym. Pani/a dane osobowe będą przetwarzane do czasu wycofania wyrażonej zgody. Ma Pani/Pan prawo do: 1) żądania dostępu do treści danych osobowych, 2) ich sprostowania, 3) usunięcia, 4) ograniczenia przetwarzania, 5) przenoszenia danych, 6) wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania oraz 7) cofnięcia zgody (w przypadku jej wcześniejszego wyrażenia) w dowolnym momencie, a także 8) wniesienia skargi do organu nadzorczego (Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych). Podanie danych osobowych warunkuje zapisanie się na newsletter. Jest dobrowolne, ale ich niepodanie wykluczy możliwość świadczenia usługi. Pani/Pana dane osobowe mogą być przetwarzane w sposób zautomatyzowany, w tym również w formie profilowania. Zautomatyzowane podejmowanie decyzji będzie się odbywało przy wykorzystaniu adekwatnych, statystycznych procedur. Celem takiego przetwarzania będzie wyłącznie optymalizacja kierowanej do Pani/Pana oferty naszych produktów lub usług.

58 Tyle instytucji jest członkami GPW, w tym 24 zdalnymi.

48 proc. Taki udział w obrotach na GPW w 2012 r. mieli inwestorzy zagraniczni.

5,24 mld zł Taką wartość miała transakcja sprzedaży akcji PKO BP w styczniu. Księgę popytu zamknięto w kilka godzin.

105 Tyle spółek zadebiutowało na GPW w 2012 r. Ich wartość wyniosła 731 mln EUR.

 

 

3 PYTANIA DO PAWŁA TAMBORSKIEGO, WICEMINISTRA SKARBU

Kontrakty doradcze są dla poważnych partnerów

1 Poprzedni minister skarbu deklarował, że przy wyborze doradców preferuje banki inwestycyjne, które mają w Polsce biura i lokalne zespoły. Czy ta strategia jest aktualna?

Paweł Tamborski, wiceminister skarbu: Tak. O bankach inwestycyjnych myślimy jako o partnerach. Partnerem dla nas jest instytucja, która poważnie traktuje Polskę — ma zespół tworzący raporty analityczne na temat polskich spółek i makroekonomii, zespół traderów i bankierów inwestycyjnych i lokalne biuro. Z tym ostatnim jest najtrudniej, bo przez kryzys wiele instytucji musiało ciąć koszty. Nie jesteśmy ślepi. Widzimy, co się dzieje na rynku, i rozumiemy, że przez kryzys nie wszystkie zapowiedzi można obecnie zrealizować. Nie możemy jednak pozwolić sobie na to, by nie pracować z najlepszymi tylko dlatego, że zatrudnili dwóch, a nie czterech analityków.

2 Niektóre instytucje wiele obiecały, ale realnie ich działalność ogranicza się do jednej-dwóch osób?

Miarą sukcesu nie może być tylko liczebność biura. W styczniu sprzedawaliśmy pakiet akcji PKO BP i udało się w kilka godzin przyciągnąć ponad 5 mld zł, z czego ponad połowę z zagranicy. To dowód dojrzałości rynku. Znacząco wzrosła liczba specjalistów w globalnych bankach analizujących polskie spółki, globalne instytucje zbudowały zespoły traderów, którzy działają na polskiej giełdzie, co znajduje odbicie w udziale zagranicznych domów maklerskich w obrotach na GPW, płynności rynku oraz tym, że inwestorzy z całego świata chcą kupować polskie papiery. Warto też pamiętać, że niektóre instytucje otworzyły też w Polsce centra usługowe, w których zatrudniają sporo osób. W sumie zatrudnienie w polskich biurach globalnych banków inwestycyjnych wzrosło od 2007 r. czterokrotnie i wynosi ponad 4,1 tys. osób. Strategia działa, cele udało się zrealizować w dwóch trzecich, ale na świecie jest kryzys. Ponadto, żeby instytucje otwierały w Polsce biura, muszą być przekonane, że będą miały dostatecznie dużo pracy. Skarb zrobił dużo dla rozwoju rynku kapitałowego, ale duże prywatyzacje powoli się kończą. Teraz musi dołączyć prywatny biznes. Mam nadzieję, że skala transakcji zawieranych na rynku prywatnym, takich jak IPO Alior Banku czy przejęcie Polkomtela, jest na tyle atrakcyjna, aby uzasadnić solidną obecność na polskim rynku.

3 Czy instytucja, która nie prowadzi w Polsce operacji, może liczyć na kontrakt w skarbie państwa?

Jesteśmy w trakcie wybierania doradcy przy prywatyzacji Energi. Zgłosiło się ponad 20 instytucji. Dzwonił do mnie duży globalny bank, który nie ma biura w Warszawie, z pytaniem, czy jest sens, by składał ofertę. Odpowiedziałem, że tak, bo inaczej nie będzie nawet na radarze zainteresowania, ale powinien wiedzieć, że stawiamy na partnerów, czyli instytucje, które traktują Polskę nie jako miejsce do zrobienia jednej-dwóch transakcji, ale rynek, który chcą rozwijać, budując kompetencje lokalnych zespołów, przyciągając zagranicznych inwestorów i wprowadzając nowe produkty i jakość dla polskich przedsiębiorców. Stawiamy na instytucje, które chcą w Polsce zainwestować pieniądze, czas i wiedzę. Biuro w Warszawie jest takim sygnałem. Marzy nam się, aby Warszawa stawała się coraz silniejszym hubem finansowym dla regionu i żeby coraz większą rolę odgrywały na nim polskie banki inwestycyjne i biura maklerskie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Nawacki

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane