Lokowanie w sztukę wymaga cierpliwości

Agata Ałykow
15-09-2011, 14:35

W malarstwo i rzeźbę można inwestować na dłuższy czas.

Zyskowne kolekcje malarstwa czy rzeźby postają przez wiele lat. Przyrost ich wartości zależy od intuicji i wiedzy właściciela.

Cezary Kaszewski, wrocławski dziennikarz i kolekcjoner, od lat doradza zamożnym biznesmenom, artystom, bankowcom, jakie dzieła sztuki nowoczesnej wybierać, by stały się dobrą lokatą kapitału.
Dla siebie czy dla zysku

— Tworzenie zbioru to przedsięwzięcie dla cierpliwych. Sztuka jest kapryśną formą zarabiania, opierającą się w dużej mierze na szczęśliwym splocie okoliczności. Nigdy bowiem nie ma gwarancji, że to co dziś jest modne, będzie takie za dziesięć lat. Młody artysta, który dobrze rokuje, być może mimo dużego talentu nie zostanie doceniony przez szerszą publiczność, nie znajdzie dobrego promotora swojego talentu, nie trafi do uznanych galerii. Czy wtedy zmarnujemy pieniądze wydane na takie prace? Owszem, jeśli nasza kolekcja zostanie stworzona tylko po to, by w przyszłości przyniosła zarobek — uważa Kaszewski.

Potwierdzeniem tych słów jest prywatna kolekcja stworzona przez Cezarego Kaszewskiego jeszcze w czasie studiów. Składają się na nią prace najsłynniejszych polskich twórców plakatu.

— Zbierałem je jeszcze w latach 70., bo tylko na nie było mnie stać. Dobierałem plakaty bardzo starannie, kierując się wyłącznie własnymi upodobaniami. Gdy dziś przeglądam katalogi z cenami za te prace, z przyjemnością zauważam, że mój zbiór wart jest sporą sumkę — mówi.

Polska Szkoła Plakatu to tak uznane nazwiska, jak Franciszek Starowieyski, Wojciech Fangor, Jan Lenica, Tadeusz Gronowski, Henryk Tomaszewski, Waldemar Świerzy czy Wiktor Górka. Dziś za ich prace, niegdyś kupowane za niewielkie kwoty, trzeba zapłacić minimum kilkaset złotych. Ale te rzadsze, bardziej oryginalne mogą kosztować nawet 2,5 tys. USD, tak jak sprzedany w 2006 r. w domu aukcyjnym Christie’s "Kabaret" Wiktora Górki.

Jak więc kupować, by dobrze trafić?

— Możliwe są dwa sposoby. Albo kierujemy się własną gruntowną wiedzą, albo, jeśli jej nie mamy, korzystamy z rad fachowego doradcy. To znacznie zmniejsza ryzyko popełnienia błędu i pozwala odróżnić obiekt wysokiej klasy od tego, co jest jego zaprzeczeniem — twierdzi Cezary Kaszewski.

Warto obserwować to, co dzieje się na uczelniach artystycznych i w najlepszych galeriach, sprawdzać recenzje artysty i obserwować, jak rozwija swoją karierę. Jeśli kolekcjoner — inwestor planuje stworzyć większy zbiór, powinien także znaleźć nań pomysł: dobierać przedmioty według jakiegoś stylu, epoki, techniki czy nazwiska twórcy.

— Potencjalnie najbardziej zyskowną, ale też ryzykowną inwestycją jest sztuka współczesna. Prace młodych, nieznanych szeroko artystów wyceniane są nisko. Jednak szybko mogą zdrożeć, jeżeli ich autor odniesie sukces, jego dzieła zostaną wystawione na międzynarodowej wystawie, lub gdy zdobędzie prestiżową nagrodę. Jednak nie każdy młody twórca zdobywa sławę. Dlatego wytypowanie właściwego nazwiska wymaga ogromnej wiedzy. Świetnymi przykładami są tacy Artyści jak Radek Szlaga, Honza Zamojski, Wojtek Bąkowski czy Basia Bańda. Dzieła starsze natomiast są raczej lokatą kapitału niż inwestycją, dlatego najlepszym portfelem jest proporcja 70/30, gdzie większość portfela to obrazy starsze, stabilne, a 30 proc. to dzieła współczesne — Mówi Krzysztof Maruszewski — członek zarządu Wealth Solutions, dyrektor działu inwestycji alternatywnych.

— Oczywiście można kupować prace najtańsze, ale raczej dla własnej przyjemności. Dobra sztuka zawsze kosztuje. Jacek Malczewski, którego obrazy olejne osiągają dziś zawrotne ceny, za życia też nie był artystą dla klienteli z dziurawą kieszenią — wyjaśnia Cezary Kaszewski.
Co kosztuje, co procentuje

Spośród dostępnych technik artystycznych najdroższa jest rzeźba. Prace nawet sygnowane przez młodych twórców, z uwagi na materiał i pracochłonność kosztują kilka tysięcy złotych. Nieco tańsze są obrazy olejne. Najmniej nabywca zapłaci za grafikę powielaną w dowolnej liczbie egzemplarzy. Gdy jednak kolekcjoner zapragnie zbierać prace artystów uznanych, kilka tysięcy złotych na zakupy może się okazać stanowczo za niską kwotą. Można więc inwestować w nowe kierunki artystyczne, choćby video art, albo kierować się modą z zagranicy, której w kraju jeszcze nie podchwycono.

— W Zachodniej Europie niezwykle ceniona jest fotografia wysokiej próby, osiągająca w galeriach Paryża, Londynu czy Wiednia bardzo wysokie ceny — tłumaczy Kaszewski.

A co, gdy marzy się nam sztuka dawna?

— Wtedy mogą zacząć się schody. Najważniejsze, by kupować, oglądając przedmiot na własne oczy lub korzystając z renomowanego pośrednika. To pozwala uchronić się przed falsyfikatem. Najlepiej, by przedmiot miał także dokumenty potwierdzające jego autentyczność — wyjaśnia Henryk Horszowski, wrocławski antykwariusz, właściciel galerii Pod Gryfami.

Co kupować? Obrazy, meble, porcelanę, biżuterię. Ale najwyższe ceny osiągają przedmioty unikatowe, świetnie zachowane, z niezwykłą historią. Najciekawsze szybko znikają z antykwarycznych regałów i raczej nie trafiają na nie z powrotem.

— Polacy się bogacą i tworzą kolekcje na własny użytek. Chcą, by stały się lokatą kapitału, majątkiem rodzinnym. Jeśli więc jednemu z takich kolekcjonerów uda się wypatrzyć coś ciekawego, — nie odsprzedaje takiego przedmiotu. Na świetne okazje, kiedy to niczego nieświadomy staruszek odsprzeda za grosze piękny antyk, też raczej nie ma co liczyć — tłumaczy Henryk Horszowski.

Kilka lat temu w jego antykwariacie zjawił się mężczyzna z fotografią niezwykłego przedmiotu.

— W piwnicy starej kamienicy wygrzebał świetnie zachowane krzesło Carlo Bugattiego z lat 30. ubiegłego stulecia. Warte było bardzo dużo. Gdy człowiek ten zorientował się jaka jest jego cena, więcej nie wrócił. Zapewne krzesło, jeśli było autentyczne, trafiło do bogatego kolekcjonera — opowiada antykwariusz.

Gdzie i jak kupować antyki?

— Należy podkreślić, iż inwestowanie w sztukę to w połowie zarabianie pieniędzy, a w połowie kolekcjonerstwo. Rynek sztuki — tak jak wszystkie rynki alternatywne — wymaga od inwestujących wiedzy i wyrobionej pozycji w środowisku. Jeżeli nie jesteśmy obytymi z aukcjami kolekcjonerami i dopiero zaczynamy swoją przygodę z rynkiem sztuki, to zdecydowanie lepiej jest zwrócić się do specjalisty. Samodzielne zakupy bez znajomości rynku, śledzenia notowań aukcyjnych, znajomości technik malarskich i najbardziej cenionych okresów będą bardzo ryzykowne. Inwestując w sztukę musimy również przewidzieć czy dzieła z naszego portfela będą cenione przez kolekcjonerów i krytyków za 10 czy 15 lat. Tylko eksperci mogą się podjąć tego zadania. W Polsce działają już wyspecjalizowane firmy, które pomagają w tworzeniu kolekcji, czy kupnie nawet pojedynczych dzieł w celach inwestycyjnych. Dlatego to do nich powinni skierować swoje pierwsze kroki ci, którzy chcą zacząć przygodę z rynkiem sztuki. Zdecydowanie lepsze jest przekazanie swoich zakupów w ręce niezależnych doradców niż jednej galerii bądź domu aukcyjnego, ponieważ te ostanie instytucje są w pierwszej kolejności zainteresowane sprzedażą swojej aktualnej oferty niż faktycznym doradztwem — przekonuje Krzysztof Maruszewski z Wealth Solutions.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agata Ałykow

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Lokowanie w sztukę wymaga cierpliwości