LOT nareszcie doczekał się strategii

AJ
03-03-2011, 00:00

Niskie koszty i wysoka jakość — taki będzie narodowy przewoźnik. Jeśli doczeka się dreamlinerów.

Niskie koszty i wysoka jakość — taki będzie narodowy przewoźnik. Jeśli doczeka się dreamlinerów.

Nowy prezes LOT przedstawił pierwszy owoc swojej pracy — nową strategię spółki. Plany są ambitne.

— Chcemy rozwijać siatkę połączeń wschód-zachód i północ-południe oraz zdobyć pozycję najszybciej rozwijającego się przewoźnika wschodnioeuropejskiego. Pierwsze nowe połączenie do Doniecka wystartuje w czerwcu. Spółka ma wypracowywać dwucyfrowy wzrost rok do roku na poziomie przychodów i zysku. Marże operacyjne mają być wyższe niż średnia IATA — wyjaśnia Marcin Piróg, prezes LOT.

W osiągnięciu wyników ma pomóc budowa portu przesiadkowego w Warszawie (niedawno PPL, zarządca lotniska Chopina zapowiedział podpisanie listu intencyjnego. Spółka ma też zmienić model biznesowy.

— Uplasujemy się pomiędzy liniami niskokosztowymi, a klasycznymi, takimi jak Lufthansa. Chcemy świadczyć usługi na wysokim poziome i maksymalnie obniżać koszty. Na razie pasażerowie transferowi stanowią 40 proc. osób latających z LOT. Chcemy, by ten wskaźnik urósł do 60 proc. — wyjaśnia Marcin Piróg.

Prezes podkreśla, że cięcie kosztów nie musi oznaczać dalszych zwolnień.

— Proces odbiurokratyzowania LOT pozwoli zlikwidować część etatów. Przede wszystkim zwiększamy jednak rentowność rozwiązań, m.in. sprzedaż przez stronę internetową, która urosła o 30 proc. r/r — wyjaśnia Marcin Piróg.

— Dobrze, że pewne zadania zostały podjęte. Chciałbym, żeby zostały rozliczone i nie skończyło się na zapowiedziach, jak już w LOT bywało — ocenia Zdzisław Gawlik, wiceminister skarbu.

Poprawę jakości mają zapewnić m.in. szkolenia pracowników, na które LOT dostał kasę z UE.

— Nie znamy jeszcze nowej strategii, liczymy na informację od zarządu. Ze szkoleń jesteśmy zadowoleni. Wiemy, że personel pokładowy ma się uczyć angielskiego — mówi Elwira Niemiec, przewodnicząca Związek Zawodowego Personelu Pokładowego LOT.

Optymistyczne założenia mogą się jednak zderzyć z trudnymi realiami. W 2010 r. spółka miała stratę operacyjną na poziomie 168 mln zł, a na ten rok zapowiada 55 mln zł na minusie. Stratę na poziomie kilkunastu milionów przyniósł też styczeń 2011 r.

— Biznes lotniczy jest sezonowy. Strata za styczeń jest zgodna z założeniami budżetowymi i na poziomie porównywalnym do zeszłorocznej — wyjaśnia Zbigniew Mazur,

LOT wciąż nie ma pewności, kiedy Boeing dostarczy mu obiecane na początek 2012 r. dreamlinery, bo maszyny wciąż nie mają niezbędnej do lotów certyfikacji.

— LOT ma bardzo słabą siatkę wschodnią i musi ją rozwijać. Jednak jej budowa bez Boeingów 787 i zgody na loty nad Syberią jest bardzo trudne. Z powodu takich ograniczeń otworzyliśmy połączenie do Hanoi, które okazało się bardzo zyskowne. Ale loty do Chin czy Japonii nie będą możliwe — ocenia Sebastian Mikosz, były prezes LOT.

— Mam nadzieję, że LOT dostanie dreamlinery na czas. W styczniu rozmawialiśmy z zarządem Boeinga i podjęliśmy działania na poziomie politycznym — mówi Zdzisław Gawlik.

Przewoźnik kontynuuje też sprzedaż aktywów. Jak ujawnił zarząd, ze sprzedaży dwóch spółek zależnych: LOT Services i LOT Catering uzyskał 230 mln zł.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: AJ

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / LOT nareszcie doczekał się strategii