LOT zarządził całą naprzód

Przewoźnik zatrudnia, otwiera nowe trasy, inwestuje i negocjuje. Strategię do 2020 r. zrealizuje rok wcześniej, więc już myśli o nowej

Co masz zrobić jutro, zrób dziś. Rafał Milczarski, prezes LOT-u, w 2016 r. zapowiedział, że firma do 2020 r. dojdzie do ponad 10 mln przewiezionych pasażerów, odbije udziały w polskim rynku i będzie mieć w nim 25 proc., zwiększy liczbę pasażerów transferowych do 50 proc., a flotę — do 70 maszyn, w tym co najmniej 16 dreamlinerów.

— Większość tych zapowiedzi zrealizujemy w tym i przyszłym roku. Dlatego pracujemy nad aktualizacją strategii, bo musimy wyznaczyć sobie kierunki dalszego rozwoju. Dokument będzie gotowy za kilka miesięcy. Przedstawimy go wtedy radzie nadzorczej, a zaprezentujemy publicznie prawdopodobnie na początku 2019 r. — zapowiada prezes LOT-u.

Lekarstwo działa

W 2017 r. LOT przewiózł 6,8 mln pasażerów wobec 5,45 mln rok wcześniej i 4,3 mln w 2015 r.

— W tym roku planujemy przewieźć 8,8 mln pasażerów. Jeśli nam się powiedzie, osiągniemy ponaddwukrotny wzrost w trzy lata. Ten rok jest dla nas kluczowy — twierdzi Rafał Milczarski. W ubiegłym przewoźnik miał 288 mln zł zysku operacyjnego (EBIT) i 355 mln zł zysku netto.

— Biznesowe lekarstwo działa, organizm przetrwał i się wzmacnia, trzeba aplikować więcej tego samego: wzrostu, trzymania się zasad i pryncypiów biznesu, merytokracji, czyli promowania dobrych pracowników, kultury korporacyjnej, w której o awansie nie decydują znajomości czy starszeństwo, lecz umiejętności i wkład danej osoby — mówi prezes LOT-u.

Piloci poszukiwani

Od wiosny 2017 r. awanse wśród personelu pokładowego i pilotów zależą właśnie nie od stażu pracy, lecz obiektywnych kryteriów.

— Po moim przyjściu do LOT-u nie było zmian personalnych, dotyczyły głównie zarządu. Poza tym pracujemy w niemal niezmienionym składzie. Liczba pracowników cały czas rośnie. W ubiegłym roku zatrudniliśmy 90 pilotów i 290 członków personelu pokładowego, a w tym roku w planie jest prawie 130 pilotów i 400 członków personelu pokładowego — mówi Rafał Milczarski.

W spółkach LOT, LOT Crew i LOT Team pracuje dziś prawie 2,8 tys. osób. Dalszy wzrost zatrudnienia oznacza dalszy rozwój siatki połączeń (patrz ramka). Od stycznia 2016 r., gdy linię przestały obowiązywać ograniczenia związane z otrzymaniem pomocy publicznej, LOT otworzył 50 kierunków.

— To, co spółka musiała ściąć w ramach programu kompensacyjnego, nadrobiła już w 2016 r. W 2017 r. istotnie wyszliśmy ponad poprzedni poziom, a w tym roku uruchomiliśmy siedem połączeń i planujemy kolejne — mówi prezes narodowego przewoźnika. Niemal wszystkie kierunki się sprawdziły. LOT zmniejszył częstotliwość lotów jedynie z Warszawy do Puli i Erywania oraz z Krakowa do Gdańska. Wynikało to jednak z potrzeby postawienia na najbardziej dochodowe kierunki. LOT zwiększa też częstotliwość kursów i stawia na rozwój long-hauli (przelotów długodystansowych), które rosną bardzo szybko. Na lotach do Tokio ma 80 proc. obłożenia, a do Korei Południowej — 85 proc. Średnie obłożenie samolotów operatora wynosi 78 proc. Prezes przyznaje, że chciałby otworzyć mnóstwo nowych kierunków, ale ograniczają go przepustowość Lotniska Chopina i umowy bilateralne.

— Umowy nie przewidywały, że lotnictwo będzie przeżywało tak znakomity wzrost — jest to zjawisko trwałe. Przeciętny obywatel UE lata 3-4 razy w roku, Polak — mniej niż raz. Polacy będą się bogacić i latać więcej, a my chcemy sprawić, żeby latali LOT-em — mówi Rafał Milczarski.

Barierą dla przewoźnika nie są natomiast przeloty nad Syberią.

— W 2015 r. mieliśmy prawo do kilku lotów tygodniowo, a dziś wykonujemy tą trasą wszystkie połączenia na Daleki Wschód, czyli 13 tygodniowo. Powiedzieliśmy partnerom, czego oczekujemy, a Federacja Rosyjska pragmatycznie podeszła do tematu, bo przecież na tych przelotach zarabia. Jesteśmy głodni sukcesu, mamy ambicje, by do Azji latać w tygodniu kilka razy częściej, więc nadal rozmawiamy — mówi prezes LOT-u.

Estoński wkład

Jest zadowolony ze współpracy z Regional Jet, firmą, w której w listopadzie 2016 r. kupił 49 proc. od rządu Estonii.

— Firma wykonuje dla nas i dla Nordiki połączenie na zasadzie ACME, udostępnienia samolotów z załogami. Dzięki temu byliśmy w stanie w kluczowym dla nas momencie efektywnie zwiększyć skalę działalności. Na początku Regional Jet latał dla nas dwoma samolotami, teraz eksploatujemy pięć maszyn. W 2017 r. łączna liczba pasażerów z i do Tallina przez Warszawę wyniosła 105 tys. — informuje Rafał Milczarski. Regional Jet rozwija się, realizuje operacje także dla innych firm, a LOT partycypuje w inwestycjach. — Współpraca pewnie będzie się pogłębiać. Chcemy najpierw pozwolić się sprawdzić temu modelowi biznesowemu. Jesteśmy jedyną linią z Europy Środkowej

i Wschodniej, która ma potencjał konsolidacyjny. Przyglądamy się kolejnym kandydatom do przejęcia, ale nie prowadzimy obecnie rozmów na ten temat — mówi Rafał Milczarski. Od maja tego roku LOT rozpocznie także ekspansję na Węgrzech. W ubiegłym roku linia ogłosiła uruchomienie lotów z Budapesztu do Nowego Jorku i Chicago. — Poważnie myślimy o węgierskim rynku, ogłosiliśmy zwiększenie liczby rejsów z Warszawy i Krakowa do Budapesztu — mówi Rafał Milczarski. Trwa rekrutacja i szkolenie personelu z Węgier, docelowo również pilotów.

— Myślimy o kolejnych połączeniach z Budapesztu. Chcemy być w Europie Środkowej przewoźnikiem pierwszego wyboru. Nie jedynym, bo silne są Lufthansa czy Turkish Airlines, ale sprzyja nam to, że większość Słowian jest w stanie się porozumieć w swoich językach — twierdzi prezes LOT-u.

Skąpy jak ja

LOT, którego flota składa się dziś z ponad 50 własnych samolotów, w tym ośmiu dreamlinerów, nie skarży się na koszty leasingu. — Poprawiają się, bo zwiększa się wiarygodność biznesowa LOT-u. Jestem najbardziej skąpą osobą, jaką w życiu widziałem. Negocjuję wszystko ze wszystkimi. Umowy negocjowane w 2017 r. są lepsze od tych z 2016. Więcej samolotów to wyższe koszty leasingu, ale też większe przychody — mówi Rafał Milczarski. Koszty obniży kierowana przez niego powstająca Polska Grupa Lotnicza, w której skład wejdzie fundusz leasingowy dla samolotów pasażerskich z kapitałem początkowym wysokości ponad 1 mld zł. — LOT nie miał wyjścia — musiał rosnąć. Z 4 mln pasażerów rocznie by upadł. Dziś ma szansę rozwinąć się do roli czołowego przewoźnika Europy Środkowej — uważa Rafał Milczarski.

 

Gdzie ich nie ma

W tym roku LOT otworzył siedem kierunków: Kraków — Budapeszt (6 x w tygodniu) oraz Warszawa — Moskwa, Skopje, Podgorica i Billund, Zaporoże i Hanower. W ubiegłym roku ogłosił, że w sezonie letnim zacznie latać m.in. z Warszawy do Singapuru, Dubrownika, Norymbergii i Oslo. Przewoźnik rozpocznie też loty z Budapesztu do Nowego Jorku i Chicago, z Rzeszowa do Newark i Tel-Awiwu, a z Olsztyna do Lwowa. LOT zwiększa też częstotliwość lotów: w grudniu 2017 r. otworzył trzecie połączenie z Warszawy do Berlina, w tym zaoferuje więcej połączeń z Warszawy do Krakowa (56 vs 49 w tygodniu), Budapesztu (33 vs 26), Pragi (34 vs 27), Podgoricy (o 5 więcej), Rzeszowa, Zagrzebia, Charkowa. Przybywa lotów długodystansowych: z Warszawy do Los Angeles (6 vs 4), na JFK (10 vs 9), Tokio (5 vs 4), z Krakowa do Chicago (2 vs 1).

OKIEM EKSPERTÓW
Tak powinno być

SEBASTIAN MIKOSZ, prezes Kenya Airways, były prezes LOT-u

Obecny rozwój LOT-u to powrót w miejsce, na którym linia powinna być już dawno. Restrukturyzacja, która zaczęła się w 2009 r., była kontynuowana. Pomoc publiczna została dobrze wykorzystana, a zapoczątkowane działania — „lekarstwo”, o którym mówi prezes Milczarski — zostało podane w dobrym momencie i przynosi efekty. Obecny rozwój świadczy o tym, jak bolesna była kara UE i ograniczenia rozwojowe, gdy LOT musiał oddać 16 proc. zdolności przewozowych i nie mógł otwierać nowych połączeń. Teraz rośnie jak na drożdżach, a jest to możliwe, bo są zdrowe fundamenty i podejście do biznesu, firmą nie rządzi absurdalny Zakładowy Układ Zbiorowy Pracy, tylko relacja biznesowa. Pamiętam, że gdy w 2015 r. pokazywaliśmy strategię podwojenia skali LOT-u, malkontenci się śmiali. Nadal uważam, że powinien być większy niż Austrian Airways i Finnair razem wzięte. Dziś jest średnim graczem europejskim, ale trwale wyszedł z grupy małych linii. Będzie miał 16 dreamlinerów, ale może mieć nawet 25. Ekspansja dowodzi, że ma swoje miejsce na lotniczej mapie Europy i powinien mieć hub, by dalej się rozwijać. Mam nadzieję, że w nowej strategii LOT-u znajdzie się Afryka Subsaharyjska i kiedyś przetnę z prezesem Milczarskim wstęgę przy okazji otwarcia lotów Warszawa — Nairobi.

 

Nie popsuli

MICHAŁ LEMAN, ekspert lotniczy i dyrektor zarządzający FlixBusa

Kierunek rozwoju LOT-u, który przedstawia prezes Milczarski, nie zawiera niczego nowego w porównaniu z tym, co zostało wcześniej zaplanowane w programie restrukturyzacji i bazującej na nim strategii. To bardzo dobra wiadomość, że mimo zmian politycznych i w zarządzie utrzymano kierunek rozwoju linii. Równie ważne, że ta strategia jest konsekwentnie wdrażana i przynosi pozytywne efekty — wysoki wzrost liczby pasażerów i coraz wyższy zysk operacyjny. LOT dość umiejętnie korzysta z dobrej koniunktury w branży. Głównym wyzwaniem w kolejnych latach może być wzrost cen ropy, problemy z miejscem na lotnisku Chopina i uzyskanie pozwoleń na loty w Azji, np. w Chinach.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Grzegorczyk

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / LOT zarządził całą naprzód