LOT znów obiecuje zyski

MAG
opublikowano: 16-02-2012, 00:00

Linia miała stratę, ale w tym roku planuje 52,5 mln zł zysku. Uruchamia loty do Pekinu, zamyka do Hanoi.

52,5 mln zł zysku chce w tym roku mieć LOT. W 2011 r. narodowy przewoźnik miał — według wstępnych danych — 145,5 mln zł straty (planował 50 mln zł straty). Rok wcześniej stracił 163,1 mln zł.

— Chcieć to móc. Nawet jak zysk wyniesie milion złotych, będzie bardzo dobrze, bo to będzie pierwszy zysk LOT od wielu lat. Zdecydowana większość linii europejskich zakłada w tym roku gorsze wyniki finansowe niż w ubiegłym — komentuje Tomasz Dziedzic z Instytutu Turystyki. W tym roku LOT chce poprawić wynik operacyjny o 250 mln zł.

— Chcemy to osiągnąć m.in. dzięki zmniejszeniu zużycia paliwa o 2-3 proc. Budżet na paliwo to 1 mld zł, więc oszczędności sięgną 20-30 mln zł — mówi Marcin Piróg, prezes LOT.

— Firma nie pokazuje przekonujących argumentów, jak zamierza to osiągnąć — uważa Jan Litwiński, były wieloletni prezes LOT. W 2011 r. LOT ucierpiał na wysokich cenach paliwa, za które musiał zapłacić o 275 mln zł więcej niż w 2010 r. Narodowy przewoźnik nie stosuje hedgingu, a jeszcze do połowy przyszłego roku będzie spłacał raty za nieudane kontrakty paliwowe z 2008 r. Linia zawarła je, gdy ceny ropy dobijały do 140 USD za baryłkę, a potem, gdy spadły na początku 2009 r., LOT stracił prawie 300 mln zł. Ubiegłoroczne wyniki LOT obciążył też spadek pasażerów w czwartym kwartale i kurs dolara, który pod koniec roku skoczył.

— Jednak dzięki restrukturyzacji firmy zaoszczędziliśmy 263 mln zł — zaznacza Marcin Piróg.

Jego zdaniem, w przyszłym roku LOT może być linią z jedną z najnowocześniejszych flot w Europie i na świecie. Pierwszy z zamówionych Dreamlinerów jest już w budowie, dotrze w listopadzie. Do lutego 2013 r. będzie ich pięć. W 2015 r. — ostatni, ósmy. Dreamlinery zastąpią Boeingi 767. Jeden z nich od 29 maja zacznie obsługiwać nową trasę: Pekin. — Właśnie otrzymaliśmy sloty w Pekinie, są bardzo korzystne, dużo lepsze niż w 2008 r. — zaznacza prezes LOT. W 2008 r. LOT zapowiedział połączenie do stolicy Chin, ale szybko z niego zrezygnował. Nie miał zgody na loty nad Syberią i trasa była długa, a wylot był w środku nocy. LOT podpisał z Air China list intencyjny w sprawie code-share i jest szansa na współpracę na trasach do Szanghaju i dwóch innych chińskich miast.

— W ubiegłym roku z Polski do Chin poleciało 40 tys. osób, a z Chin do Polski — 20 tys. Gdy we Włoszech otwarto kierunek do Pekinu, liczba pasażerów w dwa lata wzrosła ze 150 tys. do 600 tys. — mówi Marcin Piróg.

LOT kasuje natomiast trasę do Hanoi. — Pewnie będziemy tam latać tylko do końca marca tego roku. Wyniki finansowe nie są zadowalające, nie lata tam biznes. Docelowo chcemy obsługiwać 4-5 portów w Azji, ale nie Hanoi — przyznaje Marcin Piróg. — Nie wiem, czy to nie jest pochopna decyzja. LOT już tam zdobył pewną pozycję, konkurencja jest mniejsza, a Wietnam jest dla Polski bardzo ważnym rynkiem. Hanoi było przyszłościowe — uważa Tomasz Dziedzic.

Odmiennego zdania jest Jan Litwiński. — Od początku miałem wątpliwości dotyczące Hanoi. Jeśli wyniki są złe, decyzja o wycofaniu jest słuszna. Ale po co w takim razie LOT tak długo tam latał, skoro w wakacje brakowało samolotów na trasy transatlantyckie — zastanawia się Jan Litwiński.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: MAG

Polecane