Lotos błysnął, ale chce więcej

Paweł Janas
opublikowano: 16-02-2011, 00:00

Program 10+ i wydobycie w Norwegii dodadzą kilka miliardów złotych przychodów.

Program 10+ i wydobycie w Norwegii dodadzą kilka miliardów złotych przychodów.

Cały zarząd Lotosu chce być ojcem sukcesu i w komplecie stawił się na konferencji poświęconej wynikom za 2010 r. Chwalić się było czym. Skonsolidowany zysk operacyjny wyniósł 769 mln zł, o 83 proc. więcej niż rok wcześniej. Przychody ze sprzedaży wyniosły 19,7 mld zł, co oznacza wzrost o 36 proc. Podczas prezentacji zysku netto nie podano dynamiki. W 2010 r. na czysto grupa zarobiła 653 mln zł, wobec 912 mln zł . Spółka tłumaczy, że to nie 2010 r. był zły, tylko 2009 r. nadzwyczaj dobry.

— Dobry wynik w 2009 r. to w pewnej mierze efekt korzystnych kursów walut i przeszacowania kredytów — przyznaje Mariusz Machajewski, wiceprezes ds. finansowych Lotosu.

Będzie lepiej

W tym roku spółka chce poprawić wyniki, na których kształtowanie ma wpływ.

— Liczymy na znaczący wzrost przychodów, rzędu kilku miliardów złotych. Sądzę też, że poprawimy wynik operacyjny — mówi wiceprezes.

Ma podstawy, by tak twierdzić. W marcu ruszy ostatnia z instalacji wybudowanych w ramach Programu 10+. Już w 2010 r. grupa przerobiła rekordowe ponad 8 mln ton ropy, w tym ma być jeszcze więcej. Paweł Olechnowicz, prezes spółki, dużo obiecuje sobie też po planowanym na ten rok uruchomieniu (z dużym poślizgiem) wydobycia na norweskim złożu Yme. Liczy także na utrzymanie się wysokich cen ropy i paliw oraz dobre pespektywy w handlu.

— Mamy podpisane kontrakty na wszystkie duże dostawy hurtowe, pozostały nam tylko umowy spotowe. To uzasadnia prognozowany wzrost sprzedaży — twierdzi Maciej Szozda, wiceprezes Lotosu odpowiedzialny za handel.

Kurs nie pomoże

Analitycy podzielają optymistyczną wizję przyszłości Lotosu. Spodziewają się wzrostu zysku operacyjnego w efekcie zakończenia Programu 10+.

— Skala wzrostu będzie jednak zależała od struktury przychodów oraz marż rafineryjnych. Pełny efekt zakończenia programu będzie widoczny dopiero od drugiego kwartału — mówi Monika Karwasińska, analityk DM PKO BP.

Wstrzymuje się z prognozami wyniku netto.

— Jest on zależny od wahań kursów walutowych oraz poziomu stóp procentowych. Na jego poziom, poza kosztami odsetkowymi, wpływają różnice kursowe oraz wycena instrumentów pochodnych —wylicza analityk DM PKO BP.

Mariusz Machajewski też nie chce prognozować wyniku netto. Liczy jednak na stabilizacjękursów walut, więc nie zaszkodzą wynikowi, ale mu też nie pomogą, jak w 2009 r.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Paweł Janas

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Lotos błysnął, ale chce więcej