Lotos obronił rynek, gdy osłabły banki

Artur Szymański
opublikowano: 15-03-2006, 00:00

Na rynku akcji nadal nie ma klimatu do zakupów. Indeksy poszły w dół, bo większość spółek traciła na wartości. Pocieszające jest tylko to, że podczas spadków na rynku nie było widać sygnałów nerwowości. A to już coś. Już od pierwszych minut sesji stało się jasne, że trudno będzie zarobić. Złudzeń pozbawił graczy poranny spadek kursu złotego i niewielkie spadki na giełdach zachodnich. Kwestią czasu był zjazd WIG20 do piątkowego dołka (2720 pkt). Tak też się stało, ale obyło się to bez nerwów. Kupujący nie musieli się nawet wysilać, by doprowadzić do odbicia.

Po południu WIG20 zaczął odrabiać straty, ale dość niemrawo. W tej fazie sesji giełdowym inwestorom zaczął pomagać złoty, który odrobił straty i zaczął się umacniać do euro i dolara. Wzrostom indeksów towarzyszyły nieco wyższe obroty niż w porannej fazie notowań. To może oznaczać, że inwestorzy wykorzystują spadki do zakupów po bardziej atrakcyjnych cenach. Jednak z drugiej strony na rynku nie brakuje opinii, że mamy do czynienia z umiejętną dystrybucją papierów przez zagranicznych inwestorów, oddających je krajowym instytucjom. Czas pokaże, kto ma rację. Na razie wiadomo jedno — wtorkowa sesja nie zmieniła obrazu rynku w znaczący sposób. Nie wydaje się, by w tym tygodniu miało dojść do dynamicznych zmian. Na rynku terminowym trwa przechodzenie inwestorów z wygasającej serii marcowej na czerwcową. Burzliwe zmiany wartości instrumentu bazowego nie byłyby graczom na rękę.

Najwyższy wzrost w gronie spółek z WIG20 zanotował Lotos. Akcje zdrożały o 9,2 proc., ale nie ma to uzasadnienia fundamentalnego. Była to celowa zagrywka spekulantów mająca na celu sztuczne zawyżenie WIG20 z zamiarem stworzenia przeciwwagi dla spadków, jakich na zamknięciu doświadczyły kursy PKO BP, Pekao, Agory i PKN Orlen. Ta ostatnia spółka tuż przed końcem sesji wyszła na minimalny plus, jednak na finiszu straciła ponad 1 proc. Tuż przed dogrywką kurs Lotosu szedł w górę tylko o 1,2 proc. Liczyć jednak się będzie kurs zamknięcia, a ten wyniósł 53,5 zł.

Gdyby nie wpływ Lotosu zajmującego ósmą pozycję w portfelu WIG20, ten straciłby dużo więcej niż 1,15 proc. Zamknięcie mogłoby wypaść poniżej dziennego dołka 2718 pkt, a to by wyglądało bardzo niedobrze. Niemniej takie zagrywki grubych ryb uświadamiają po raz kolejny, jak płytkim rynkiem jest warszawska giełda i jak łatwo na nim upiększać notowania indeksów. Szczególnie na zamknięciu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Artur Szymański

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Lotos obronił rynek, gdy osłabły banki