Lotos przepłynął przez falę kryzysu

Paweł Janas
opublikowano: 05-01-2010, 00:00

Wielki projekt rafineryjny zbliża się do mety. W tym roku ma przynieść pierwsze zyski.

Wielki projekt rafineryjny zbliża się do mety. W tym roku ma przynieść pierwsze zyski.

Pogarszające się wyniki, rekomendacja jednego z banków wyceniająca spółkę na "zero" zł, obawy dotyczące dalszego finansowania rozwoju przez banki, a w tle światowy kryzys. Pisaliśmy rok temu, że mimo niesprzyjających okoliczności Paweł Olechnowicz, prezes Grupy Lotos, tryska optymizmem i nie rezygnuje ze sztandarowej inwestycji 10+. Szef spółki zapewniał, że nie ma żadnych zagrożeń. I nie mylił się. Pod koniec 2008 r. inwestycja warta 1,43 mld EUR przekroczyła półmetek. Po niedawnym uruchomieniu instalacji destylacji ropy (CDU/VDU) program zrealizowany jest już w 94 proc. Spółka zapewnia, że prace zostaną zgodnie z planem zakończone do końca 2010 r.

— Nie mamy żadnych problemów z finansowaniem. Nasze stosunki z bankami układają się bardzo dobrze. Transze kredytu uruchamiane są zgodnie z warunkami umowy. Z pewnością nie będzie nam też potrzebne dodatkowe finansowanie inwestycji, a zapewne nie wykorzystamy całego przyznanego nam kredytu — twierdzi Marcin Zachowicz, rzecznik spółki.

Produkcja większa

Co zyska gdańska rafineria dzięki realizacji Programu 10+? Z około 6 do 10,5 mln ton rocznie wzrośnie roczny przerób ropy naftowej. O 1 mln ton większa ma być produkcja benzyn, o 3 mln ton — diesla, paliwa lotniczego JET oraz lekkiego oleju opałowego. Żyłą złota ma być diesel. Krajowy rynek od dawna odczuwa jego deficyt. Większa produkcja będzie oznaczać też, że Lotos przestanie go importować, a cała marża wpadnie do jego kieszeni.

Lotos ma też pomysł na zagospodarowanie paliwa lotniczego. W listopadzie we współpracy z koncernem Statoil rozpoczął tankowanie samolotów w Gdańsku. Teraz zabiega o wejście na kolejne lotniska. O 0,5 mln ton wzrosnąć ma produkcja tzw. ciężkich produktów, w tym asfaltu. Tu Lotos liczy na przyspieszenie prac przy budowie dróg i autostrad.

— Inwestycja zacznie się zwracać już w 2010 r. — informuje Marcin Zachowicz.

Partner potrzebny

Analitycy chwalą inwestycje Lotosu, nie brakuje jednak obaw.

— To niespotykanej skali modernizacja. Powstaje duży, europejski, zaawansowany technologicznie zakład. Trzeba jednak pamiętać, że realizacja inwestycji przypadła na trudny m.in. dla Lotosu okres uzyskiwania niskich marż rafineryjnych. Dlatego sądzę, że dobrym krokiem byłaby prawdziwa prywatyzacja firmy i pozyskanie silnego partnera, który byłby w stanie dokapitalizować spółkę —twierdzi Andrzej Szczęśniak, ekspert rynku paliwowego.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Paweł Janas

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy