Łukoil zarzuca sieć na Polaków

Paweł Janas
opublikowano: 08-03-2007, 00:00

Gigant chce także u nas być w rynkowej czołówce. W przełamaniu antyrosyjskich stereotypów mogą pomóc głównie ceny.

Jeśli Rosjanie chcą zdobyć przychylność, muszą zagrać cenami

Gigant chce także u nas być w rynkowej czołówce. W przełamaniu antyrosyjskich stereotypów mogą pomóc głównie ceny.

Rosyjski koncern Łukoil, który niedawno kupił w Polsce sieć 83 stacji Jet, chce bardzo szybko znaleźć się wśród największych graczy naszego rynku.

— W pierwszej kolejności zamierzamy przejąć stacje nabyte od Amerykanów. Następnie będziemy budować własne obiekty. Do 2008 r. liczba stacji wzrośnie do około 100, a w najbliższych latach do 300 placówek — mówi Władimir Zander, zastępca dyrektora generalnego Łukoil Polska.

Rosjanie rozpoczęli także zakupy stacji od innych firm działających w naszym kraju. W grudniu nabyli od BP cztery placówki w Zabrzu, Olsztynie, Rybniku i Łodzi. W lutym doszła kolejna przejęta od BP w Warszawie.

Zemsta za mięso

Czy rozwojowi sieci Łukoila nie zaszkodzą uprzedzenia Polaków wobec Rosji? W 2002 r. zniweczyły one udział koncernu w przejęciu akcji Lotosu. Inwestor najpierw był brany pod uwagę jako wiarygodny i interesujący kupiec. Później jednak okazało się, że „transakcja niesie ryzyko polityczne”. Dlatego została zablokowana przez... polityków SLD.

Teraz nikt nie ma prawa blokować rozwoju sieci stacji, a czy klienci, którzy czytają w prasie np. o rosyjskim embargu na polską żywności, nie powiedzą „ja na rosyjskiej stacji tankował nie będę”. Eksperci przyznają, że na początku Łukoilowi może to utrudniać działalność.

— Nie widzę pozytywnych skojarzeń, do których mógłby odwołać się Łukoil. Niemieckie to solidne, japońskie nowoczesne, a rosyjskie? Trudno będzie przekonać Polaków mających poczucie, że dobre rzeczy pochodzą z Zachodu, by kupowali paliwa na rosyjskiej stacji. Nawet jeśli w rzeczywistości będą wyprodukowane w płockiej rafinerii Orlenu czy gdańskiej Lotosu. Poza tym wiele osób może zadać sobie pytanie. Dlaczego ja, Polak, mam kupować rosyjskie towary, skoro Rosjanie nie kupują np. naszego mięsa. Przełamanie tych uprzedzeń będzie bardzo trudne, szczególnie że Moskwa chętniej pokazuje Warszawie swoją siłę niż dba o dobry wizerunek — mówi Jarosław Filipek, prezes firmy Codes, zajmującej się zarządzaniem markami oraz wizerunkiem firm.

Eksperci twierdzą, że głównym wabikiem Łukoila mogą być niższe ceny. W kraju, gdzie dużą popularnością cieszą się stacje Bliska, Neste i hipermarketowe, wydaje się to uzasadnioną strategią.

— Może pojawić się grupa klientów, którzy będą demonstrować swoją niechęć do kupowania na rosyjskiej stacji. Nie sądzę jednak, by to popsuło Łukoilowi szyki. Przejmując w Polsce sieć Jet na starcie wszedł w segment tańszych stacji i zapewne będzie rozwijał agresywną politykę cenową. Wtedy o klientów nie będzie musiał się martwić — twierdzi Andrzej Szczęśniak, ekspert rynku paliw.

Może poprzez sport

Opinię tę potwierdzają inni eksperci. Jarosław Filipek podkreśla, że Rosjanie mogą pójść na „wojnę cenową”. Ale ceny to niejedyny oręż.

— Tanio i solidnie oraz bezpiecznie podczas tankowania paliwa i podczas kontaktów handlowych. To droga, która umożliwi stopniowe przełamywanie uprzedzeń do rosyjskiego biznesu. Będzie to jednak wymagało większych niż zwykle nakładów na akcje marketingowe, a szczególnie na wsparcie społeczności lokalnej czy sponsoring sportu. Sądzę, że to przyniesie efekty — mówi Konrad Węglewski, dyrektor zarządzający firmy Czarny Tulipan, zajmującej się zarządzaniem marką.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Paweł Janas

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu