Mądrość po czasie

Jacek Zalewski
25-07-2007, 00:00

Dzisiaj dzień świętego Krzysztofa, patrona kierowców. Po niedzielnej tragedii polskich pielgrzymów na zdradliwej trasie koło Grenoble okolicznościowe refleksje nabierają szczególnej aktualności.

Straszliwy wypadek autokaru z naturalnych powodów przykuł uwagę mediów, ale przegięły one — zwłaszcza telewizje — wszelkie proporcje. Od trzech dni bardzo zasadne jest pytanie, czym zapełniane byłyby ekrany oraz łamy tabloidów, gdyby nie katastrofa we Francji? Owa sensacyjność i akcyjność wywołuje sprzeciw organizacji i ludzi zajmujących się na co dzień bezpieczeństwem ruchu drogowego w Polsce. Podkreślają oni, że w każdy weekend, także ten 21-22 lipca, na krajowych drogach ginie więcej niż 26 osób i wiele spośród tych ofiar kończy w okolicznościach strasznych — bywa, że zakleszczone w samochodach płoną żywcem. Ale suma takich dramatów rozczłonkowanych na poszczególne przypadki jest ulotna, natomiast skondensowanie tragedii w jednym miejscu staje się medialną pożywką.

Innym wątkiem wartym poruszenia właśnie w dniu świętego Krzysztofa jest niska jakość polskich kierowców w ogóle, a tych wyjeżdżających za granicę w szczególności. Przemiany społeczne i gospodarcze wywołały w najróżniejszych branżach zjawisko emigracji fachowców pod obce szyldy. Pierwszą grupą zawodową, którą to dotknęło już wiele lat temu, byli marynarze, a później poszło lawinowo — budowlańcy, lekarze, etc, etc., wreszcie kierowcy. Można tu znaleźć analogię do monetarnego prawa Kopernika-Greshama, zgodnie z którym pieniądz gorszy wypiera w obiegu pieniądz lepszy, gromadzony w trzosach bogaczy. W epoce słusznie minionej za granicę wyjeżdżała tylko wyselekcjonowana (według kryteriów nie tylko merytorycznych) garstka zawodowych kierowców, w barwach nielicznych licencjonowanych firm, głównie państwowych — ale była to prawdziwa elita. Dzisiaj międzynarodowe usługi transportowe wykonują dziesiątki tysięcy ludzi, a kwalifikacje w tej grupie rozkładają się zgodnie z dzwonową krzywą Gaussa.

Ponad ćwierć wieku uczestniczyłem w objazdowej wycieczce, która akurat koło Grenoble zażyczyła sobie ekstra obejrzenie położonych wysoko w górach obiektów olimpijskich. Emocji krętego zjazdu autokarem do miasta ze skoczni Saint-Nizier i bobslejowego toru Villard-de-Lans nie zapomniałem do dzisiaj — jednak wtedy ani przez chwilę się nie bałem, widząc mistrzostwo prowadzących naszego Mercedesa kierowców z państwowej firmy PEKAES. Przejazd zaś do Grenoble fatalną trasą przez Vizille, na której znaki zakazu dla autobusów i ciężarówek już wtedy stały, dla tamtych fachowców byłby czymś niepojętym. Podobnie jak dla nas wręcz nieprawdopodobne byłoby namawianie kierowcy „pojedźmy tamtędy, są tam takie piękne widoki” — jak to w niedzielę uczynili (według relacji osób ocalonych) na swoje nieszczęście uczestnicy pielgrzymki. W owej minionej epoce zawodowcy w barwach firmy PEKAES, znający w Europie każdy kamień, byli dla sporadycznie bywających na Zachodzie pasażerów absolutnymi autorytetami i nikt z nas nawet nie śmiałby sugerować im wyboru szosy, na dodatek opatrzonej znakami zakazu! Przemiany w zbiorowej mentalności polskiego społeczeństwa to znak czasów — i niestety cegiełka w konstrukcji tragedii pielgrzymów.

Dzisiaj wszyscy, od francuskich policjantów przez polityków i dziennikarzy aż do nielicznych ocalałych z katastrofy, są mądrzy i słusznie podkreślają, że „autokar nie miał prawa tamtędy jechać”. To mądrość zupełnie jak po katastrofie „Titanica”, której komputerowa analiza dowiodła, że transatlantyk waląc prosto na górę lodową jedynie uszkodziłby dziób i bez problemów utrzymał się na wodzie. Niestety, o ludzkich dramatach decydują nie chłodne analizy, lecz gorączkowe ułamki sekund, w których nawet święty Krzysztof okazuje się bezradny…

Jacek Zalewski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Mądrość po czasie