Mają gaz i kłopoty

Anna Bytniewska
opublikowano: 06-09-2005, 00:00

Ekoenergiz mógłby dostarczać do Polski środkowoazjatycki gaz. Problem w tym, że nie dostał koncesji od URE.

Od jesieni ubiegłego roku Ekoenergiz — firma, której założycielem jest Lech Gizelbach — walczy o to, by do Polski dostarczać środkowoazjatycki gaz. Spółka mogłaby być jedną z pierwszych firm poza Polskim Górnictwem Naftowym i Gazownictwem (PGNiG), krajowym monopolistom, które obracają na naszym rynku innym gazem niż rosyjski.

Błędne koło

Przedstawiciele spółki twierdzą, że mają trzy oferty importu do Polski gazu ze środkowej Azji, ale znowu stracili możliwość jego przesyłu do klientów.

— Mam od tego tygodnia możliwość podpisania umowy z firmami, które posiadają taki gaz i dysponują prawem jego przesyłu. Do końca tego roku moglibyśmy sprowadzić 20 mln m sześc. gazu, ale już w następnym nawet 500 mln m sześc. — twierdzi Lech Gizelbach, prezes Ekoenergizu.

Dla porównania, Zakłady Azotowe Puławy zużywają około 900 mln m sześc. gazu

Dlaczego Ekoenergiz nie ma już możliwości przesłania gazu potencjalnym klientom? Jesienią ubiegłego roku zdobył przecież zgodę na przesył od operatora systemu przesyłowego. Problem w tym, że do tej pory nie może porozumieć się z Pomorską Spółką Gazowniczą (PSG), należącą do dotychczasowego monopolisty — PGNiG. Chodzi o zgodę na przesył do końcowego klienta — zakładów mięsnych Morliny, które w końcu PSG odebrała Ekoenergizowi.

Równi i równiejsi

Dwa tygodnie temu Urząd Regulacji Energetyki (URE) odmówił Ekoenergizowi rozszerzenia koncesji na obrót gazem na cały kraj.

— To stawia nas w trudnej sytuacji. Taka koncesja jest nam niezbędna, ponieważ do tej pory mieliśmy jedynie zgodę na obrót gazem w rejonie Ostródy. Zamierzamy natomiast dostarczać 11 mln m sześc. gazu dla zakładów ceramicznych z Opoczna, znajdujących się poza zasięgiem PSG — mówi Lech Gizelbach.

Twierdzi on, że URE odmówiło mu rozszerzenia koncesji, gdyż Ekoenergiz jest winien PSG 267 tys. zł za gaz, który przesyłał własnym gazociągiem do Morlin. I to mimo faktu, że spłaca to zobowiązanie.

— URE jednak nie zwrócił już uwagi na to, że także PSG jest winne nam ponad 100 tys. zł za dwumiesięczny przesył gazu do Morlin wybudowanym przez nas gazociągiem — podkreśla Lech Gizelbach.

Walka z wiatrakami

URE nie chciał wczoraj komentować tej sprawy.

— To sprawa sporna. Nie potrafię w tej chwili udzielić komentarza. Potrzebuję więcej czasu, by uzyskać zgodę przełożonych na ewentualne udzielenie wyjaśnień w trybie informacji publicznej — mówi Zdzisław Muras, dyrektor z departamentu przedsiębiorstw energetycznych URE.

Lech Gizelbach jednak się nie poddaje. Ekoenergiz uregulował kwestię płatności wobec PSG, wynajmując moce przesyłowe gazociągu innej spółce — Energoeko Inwest. Jest jeszcze jeden problem — czy Lechowi Gizelbachowi uda się jeszcze zdjąć zabezpieczenie z gazociągu, ustanowione pod 14,5 mln zł obligacji, wyemitowanych przez Ekoenergiz w 2002 r., z terminem wykupu w październiku 2007 r. Jeżeli Ekoenergiz ich nie spłaci, gazową rurę mogą przejąć fundusze inwestycyjne: m.in. Skarbiec Credit Suisse Life & Pensions.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Bytniewska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Mają gaz i kłopoty