Maklerzy chcą krótszej sesji na GPW

Kamil Koprowicz
19-07-2012, 00:00

Polscy brokerzy domagają się skrócenia godzin handlu na giełdzie warszawskiej. Od jej władz słyszą stanowcze „nie”

Skoro giełda w stolicy Norwegii, o połowę większa od warszawskiej, zdecydowała się skrócić o 60 minut godziny handlu akcjami i instrumentami pochodnymi, to dlaczego tak samo nie mogą postąpić władze GPW — pytają polscy maklerzy.

Niemal zgodnym głosem domagają się, by władze operatora wsłuchały się w ich argumenty. Ludwik Sobolewski, prezes GPW, nie uchyla się od dialogu, ale przekonuje do swoich racji (czytaj poniżej).

Na próbę

Włodarze giełdy w Oslo zdecydowali o skróceniu sesji o godzinę (do 16.20). Na razie na próbę, na pół roku. Obroty na Oslo Bors reguły są najwyższe po rozpoczęciu i przed zamknięciem sesji, ponadto w ciągu dnia notowano relatywnie niższą aktywność inwestorów.

— Po rozmowach z uczestnikami rynku doszliśmy do wniosku, że skrócenie godzin otwarcia giełdy przyczyni się do koncentracji obrotu i wpłynie pozytywnie na jakość pracy. Ponadto krótszy czas działania giełdy może przyciągnąć nowych inwestorów i da więcej czasu „po godzinach” na zdobywanie klientów i kapitału — mówi Bente A. Landsnes, prezes giełdy w Oslo.

— Giełda w Oslo powinna być przykładem dla innych rynków pod względem elastyczności działania. Wprowadzenie krótszego handlu na próbę nie wiąże się przecież ze wzrostem kosztów operatora — mówi Stanisław Waczkowski, wiceprezes Ipopema Securities.

Podobnego zdania są inni brokerzy i przedstawiciele funduszy. Ich zdaniem ,wydłużenie sesji 1,5 roku temu nie przyniosło wymiernych korzyści GPW, ale zaszkodziło uczestnikom rynku. Od stycznia 2011 r. giełda pracuje do godz. 17.20, o 70 minut dłużej niż wcześniej.

— Po kilkunastu miesiącach wszyscy uczestnicy rynku odczuli bezpośrednie i pośrednie koszty wydłużenia sesji na warszawskim parkiecie. Jednocześnie czas ten nie przyniósł wzrostu obrotów — mówi Rafał Dobrowolski, zarządzający PKO TFI.

— Wydłużenie sesji nie było dobrym posunięciem. Faktem jest jednak, że obroty na GPW spadają, tak jak na innych parkietach Starego Kontynentu. Inwestor, który chce zawrzeć transakcje, poradzi sobie nawet przy sześciu godzinach handlu. Równie dobrze można było wydłużyć godziny handlu do 22, aby „złapać całą amerykańską sesję” — mówi Mirosław Saj, makler DNB Nord.

W całym 2011 r. na GPW zanotowano wzrost wartości obrotów sesyjnych o 21 proc., do 250,6 mld zł na akcjach z głównego rynku. W 2012 r. było już gorzej, a poza lutym w każdym miesiącu zanotowano wyraźny spadek wartości handlu. W czerwcu obroty sięgnęły ledwie 15,7 mld zł (43 proc. mniej r/r). Przedstawiciele giełdy przekonują, że lepszą ilustracją aktywności inwestorów jest liczba przeprowadzanych transakcji — w pierwszym półroczu 2012 r. było ich „tylko” o 9 proc. mniej niż rok temu, a wolumen (czyli liczba akcji, które zmieniły właściciela) wzrósł o 40 proc.

Popołudniowa sjesta

W oczy rzuca się też coraz mniejsza aktywność inwestorów na głównym rynku w środku dnia.

— Dłuższa sesja zwiększa jedynie moment przestoju na rynku w godzinach południowych. Wcześniej, kiedy handel trwał krócej, ruch na GPW był w większym stopniu skondensowany. Decyzja giełdy w Oslo jest zbieżna z opiniami maklerów pracujących na co dzień z klientami — mówi Mariusz Sadłocha, prezes DM BZ WBK.

— Środek dnia staje się martwym okresem dla brokerów. Większość pracowników musi dyżurować przed terminalami, czekając na zlecenie, to bezproduktywny czas, który mógłby być lepiej wykorzystany — mówi Grzegorz Łętocha, prezes Związku Maklerów i Doradców.

Maklerzy dodają, że wydłużenie sesji zaangażowało ich do obsługi terminali, zamiast do aktywnej sprzedaży produktów. Ponadto wywindowało koszty instytucji rynku (nie tylko brokerów, ale również funduszy czy banków powierniczych) w stopniu wyższym niż koszty, jakie ponosi GPW. Wzrostu nie zrekompensowały ani wyższe obroty, ani obniżka opłat giełdowych, bo w tej kwestii giełda też nie ustępuje. Zdaniem uczestników rynku, giełda powinna potwierdzić korzyści z wydłużenia sesji.

— GPW nie prezentuje, jeśli w ogóle je posiada, wyliczenia potwierdzające ekonomicznysens wydłużonych godzin handlu. Jest to o tyle dziwne, że godziny handlu, oprócz waluty, jednostki transakcyjnej czy składu indeksu, to jeden z podstawowych parametrów determinujących istnienie rynku i zasadność jego działania — mówi Arkadiusz Jaskólski, pracownik Societe Generale.

— Giełda powinna przeprowadzić analizę, na ile skuteczne okazało się wydłużenie sesji. Warto byłoby zbadać udział inwestorów zza oceanu w obrocie przypadającym na inwestorów zagranicznych — dodaje Grzegorz Łętocha. Za przykład dobrego funkcjonowania podają giełdę w Turcji.

— Giełda w Stambule, która notuje wyższe obroty niż GPW, kończy pracę o 16.30, dodatkowo ma jeszcze ponad półtoragodzinną przerwę w ciągu dania. Wydłużenie sesji w Warszawie było sztuczne i robi wrażenie wprowadzonego jedynie po to, by pracować w tych samych godzinach co w Londynie — mówi Paweł Homiński, członek zarządu Noble Funds.

Byle do piątej

Dłuższa sesja na GPW może i wyższych obrotów nie gwarantuje, ale rzadkością w skali europejskiej lub światowej nie jest. Ponad 8 godzin dziennie czynne są najważniejsze parkiety Starego Kontynentu. Krócej pracuje się na mniejszych giełdach, choć są i wyjątki, jak wspomniana Turcja czy Norwegia.

— Moim zdaniem, zamknięcie GPW o 16.30 jest wystarczające. Często podnoszony efekt „overlapingu” (tj. równoległy handel na GPW i NYSE ) nie generuje dodatkowych obrotów. Pamiętajmy o tym, że futures na indeksy światowe notowane są równolegle przez cały czas handlu na GPW i inwestorzy w ciągu dnia mają możliwość reagowania na bieżąco — mówi Stanisław Waczkowski.

Część uczestników rynku proponuje wprowadzenie systemu, który mógłby wydłużać aktywność giełdy bez ingerencji człowieka.

— GPW powinna przeanalizować, czy nie warto wprowadzić systemu „electronic trading” już po zakończeniu sesji giełdowej, gdzie inwestor mógłby (przy niższych wolumenach) handlować sobie choćby całą dobę — mówi Arkadiusz Jaskólski.

 

Środek dnia staje się martwym okresem dla brokerów. Większość pracowników musi dyżurować przed terminalami, czekając na zlecenie, to bezproduktywny czas, który mógłby być lepiej wykorzystany.

Grzegorz Łętocha

zarządzający BPH TFI szef Związku Maklerów i Doradców

 

Dłuższa sesja zwiększa jedynie moment przestoju na rynku w godzinach południowych. Wcześniej, kiedy handel trwał krócej, ruch na GPW był w większym stopniu skondensowany.

Mariusz Sadłocha

prezes DM BZ WBK

 

Inwestor, który chce zawrzeć transakcje, poradzi sobie nawet przy sześciu godzinach handlu.

Mirosław Saj

makler BM DnB Nord

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Koprowicz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Maklerzy chcą krótszej sesji na GPW