Maklerzy: ważne, że obroty idą w górę

Maciej Zbiejcik
opublikowano: 17-04-2009, 00:00

Maklerzy są podzieleni, ale wśród nich także przybywa przewidujących zmianę trendu.

Maklerzy są podzieleni, ale wśród nich także przybywa przewidujących zmianę trendu.

Równo dwa miesiące temu WIG20 ustalił minimum obecnej bessy. Indeks największych spółek znalazł się najniżej od 2003 r. Później w dwa miesiące zyskał 34 proc. (licząc od zamknięcia 17.02). Zapytaliśmy maklerów, czyli ludzi pracujących najbliżej rynku, czy widzą już koniec bessy. W jakiej fazie znajduje się nasza giełda? Zdania są podzielone, ale ważne, że przybywa optymistów. Można się z nimi zgadzać lub nie, ale warto znać ich zdanie.

Argumenty za…

Pozytywne sygnały już są.

— Wiele przesłanek przemawia za tym, że kończy się bessa, a zaczyna się rynek byka — ocenia Grzegorz Zięba, makler KBC Securities.

— Jesteśmy świadkami końca bessy — mówi inny makler, chcący zachować anonimowość.

Zwolennicy takiego poglądu mają wiele argumentów.

— Od strony fundamentalnej są to atrakcyjne wyceny spółek, szczególnie biorąc pod uwagę wskaźnik C/WK oraz stopę dywidendy. Warto też zwrócić uwagę na wskaźniki wyprzedzające koniunkturę, które pokazują, że zaczyna się coś dziać pozytywnego. Także długość bessy, z którą mamy do czynienia już prawie 2 lata, może sugerować jej koniec. Statystycznie bowiem trwa od 1 roku do 2,5 — wylicza Grzegorz Zięba.

Jego zdaniem, warto rozpocząć budowę portfeli z nastawieniem 3-5-letnim. Ostrzega jednak, że korekty spadkowe będą się zdarzały.

…i przeciw

— Nie ma żadnych sygnałów, które mówiłyby o końcu bessy. Na razie odbicie trzeba traktować jako korektę w trendzie spadkowym. Spodziewam się powrotu spadków. Prawdopodobnie nie zobaczymy nowych dołków, ale krew znowu może się polać — ostrzega Mirosław Saj, makler DnB Nord.

Broker przypomina, że globalna gospodarka przechodzi dopiero pierwszą falę kryzysu, czyli walkę z recesją. Jego zdaniem, później możemy oczekiwać drugiej fali kryzysowej, czyli hiperinflacji.

— Dlatego m.in. za wcześnie na fundamentalne zakupy. To nadal spekulacyjna gra — dodaje Mirosław Saj.

Jeśli więc założymy, że obecne wzrosty mają charakter korekty w trendzie spadkowym, to gdzie jest ich kres?

— Pojawiły się świeże pieniądze i optymizm, ale to może wystarczyć na krótkoterminową kontynuację zwyżki. Może zobaczymy jeszcze wzrosty o jakieś 10-15 proc., ale to już raczej będzie koniec. Później spodziewałbym się trendu bocznego z możliwością spadków. Jednak w tym roku nie spodziewam się testowania dołków — uważa Marek Wardzynski, makler Erste Securities Polska.

Inwestorzy wracają

Na razie jednak trzeba się cieszyć z tego, co mamy oraz z rosnących obrotów.

— To zasługa zagranicznych inwestorów, którzy znowu zaczęli królować na naszym parkiecie — ocenia Mirosław Saj.

— Optymistycznym sygnałem jest aktywność inwestorów indywidualnych. Sądzę, że ta grupa powinna coraz szerzej wchodzić w rynek —dodaje Grzegorz Zięba.

Tomasz Jerzyk:

Pójdziemy w górę i znów do dna

Indeks znajduje się w trendzie wzrostowym od 18 lutego. Do maksimum (1814 pkt) WIG20 zyskał 44,7 proc. Indeks znajduje się w rejonie swoich krótkoterminowych maksimów. Na razie na wykresach nie widać sygnałów odwrócenia tendencji. Można jedynie mówić, że wzrosty wytracają impet. Czy to już nowa hossa? Czy minimum z 18 lutego zostanie przebite? Na te pytania nikt nie jest w stanie dziś udzielić jednoznacznej odpowiedzi, ale podejmę taką próbę.

W preferowanym przeze mnie scenariuszu dla WIG20 założyłem, że obecny ruch jest silniejszym odreagowaniem w trendzie spadkowym. Indeks powinien korygować w nim spadek z 3074 do 1253 pkt, a punktem docelowym powinno być 1880 lub 1921 pkt. W bardziej optymistycznym wariancie celem może być 1948 pkt lub 2163 pkt. Patrząc na strukturę wzrostu, kluczowe znaczenie przywiązuję do 1846 pkt. Uważam, że ewentualne przebicie tego poziomu będzie wymuszało bardziej optymistyczne spojrzenie na przyszłość. Szczytu trzeba będzie szukać powyżej 2000 pkt. Z kolei spadek poniżej 1650 pkt odczytam obecnie jako sygnał słabości strony popytowej. W takim wypadku rozważę możliwości wyczerpania potencjału wzrostowego w krótkim terminie. Wzrost może być zakończony w każdej chwili. Szanse na jego kontynuację wzrosną w przypadku pokonania 1846 pkt. Najbardziej prawdopodobnym celem powinna być strefa 1880-1921 pkt, lub też 2163 pkt. Zakładam, że wzrost jest jedynie korektą w trendzie spadkowym, po której spadek zostanie pogłębiony do nowych minimów. Minimum z 18 lutego powinno być przebite, ale nie sądzę, że mocno. Zakładam raczej naruszenie, które powinno zostać wykorzystane do kupna akcji, przed kolejną falą wzrostową.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Maciej Zbiejcik

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy