Mała stabilizacja czy napięte cele?

DI
opublikowano: 31-01-2012, 00:00

KOMENTARZ

CEZARY KAŹMIERCZAK

prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców www.zpp.net.pl

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców przedstawił w ub. tygodniu Raport o warunkach prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce 2012. Ogólny wniosek: jest minimalnie lepiej, ale są to z punktu widzenia przedsiębiorców zmiany prawie niezauważalne. Premier Donald Tusk obiecał Polakom małą stabilizację i wygrał wybory parlamentarne. Podobna taktyka stosowana jest wobec przedsiębiorców. Krótkofalowo może skuteczna, długoterminowo zła i niebezpieczna dla kraju. Jeśli my stoimy w miejscu, a inni zmieniają — to znaczy, że my się cofamy. A my powinniśmy gonić!

Zarządzanie zmianą w państwie jest bardzo podobne do zarządzania zmianą w firmie. Nie sprawdzają się minimalistyczne cele, brak wizji i zdecydowania. Sprawdza się natomiast zasada, że jeśli będziesz robił tak jak dotychczas, to osiągniesz to, co dotychczas. I obecny rząd to osiąga. Weźmy choćby zapowiedź premiera — zapowiedź skrócenia czasu procesów w Polsce o 30 proc. wywołała pozytywne reakcje większości komentatorów. Może i jest się z czego cieszyć, bo jak na obecną ekipę to iście rewolucyjna zapowiedź.

Jednak cóż to oznacza w praktyce? Że proces zamiast 3 lata będzie trwał 2 lata? Takie stawianie celów i przyjęty model zmiany pozwalają domniemywać, że nawet to się nie uda. Polskiego wymiaru sprawiedliwości nie da się bowiem naprawić — można go jedynie zbudować od początku. Na to jednak rząd i mainstreamowa opinia publiczna się nie godzi, najczęściej argumentując to, że to „niemożliwe”.

W Polsce niemożliwa jest więc „druga Estonia”, która po kilkunastoprocentowym spadku PKB zaczęła oszczędzać i w tej chwili jest drugim najmniej zadłużonym krajem na świecie. Niemożliwa jest też „druga Gruzja”, która po Rewolucji Róż stanęła do walki z korupcją i postanowiła zderegulować gospodarkę. W ciągu kilku lat w rankingu Banku Światowego awansowała z 137. miejsca na świecie na 12.! My od lat pałętamy się +-5 w okolicach 70. miejsca. Ciekawe, co osiągnęłyby te kraje, gdyby postawiły sobie równie „ambitne cele” jak nasz rząd? Na pewno nie osiągniesz więcej, niż chcesz.

Przypomina mi się case biznesowy, którego uczą w szkołach biznesu w USA. Firma Johnson & Johnson ponosiła poważne straty przy przestawianiu linii produkcyjnej. Proces ten trwał około 30 dni i kolejni szefowie firmy usiłowali skrócić ten proces o 1-2 dni — jak, nie przymierzając, nasz premier. Aż przyszedł wreszcie ktoś, kto chciał rozwiązać ten problem. Zwołał specjalny zespół i oświadczył, że nie interesuje go skrócenie przerwy technologicznej z 28 do 27 dni, tylko z 28 dni do 1 dnia, i nakazał szukanie takiego procesu, gdzie „niezwykle skomplikowanych operacji dokonuje się w bardzo krótkim czasie”.

I udało się. Znaleziono taki proces na torach Formuły 1, gdzie podpatrzono, że w bolidach wymienia się całe bloki elementów, na wcisk, bez montażu. Tę metodę nazwano „metodą napiętych celów”. Jestem coraz bardziej sceptyczny, czy doczekam kiedyś takiego przywództwa w Polsce.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: DI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu